29 stycznia, 2026

Złamany klucz

Doszłam do domu, otworzyłam pierwsze drzwi, potem stanęłam przed drugimi już do mieszkania i nagle podkusiło mnie, żeby przetestować nowy klucz, bo zamek od dawna był problematyczny. 

Co znajdziesz w tym artykule?

Po maśle i nie po maśle

Tak byłam szczęśliwa, że wszystko choć w biegu udało mi się pozałatwiać. I tu i tam w mig milion spraw, które leżały odłogiem ogarnęłam, dorobiłam nawet klucz, który już dawno miał być dorobiony i przed pierwszą świńskim truchtem dreptałam do domu, bo głodna byłam jak nie wiem co. Pomyślałam sobie: teraz wyczyszczę piec, w między czasie nastawię wodę na makaron, zjem, puszczę wpis o moim wtorkowym trekkingu, posprzątam, usiądę do lekcji, a na koniec będę już tylko wyczekiwać ulubionego wieczoru. 

Doszłam do domu, otworzyłam pierwsze drzwi, potem stanęłam przed drugimi już do mieszkania i nagle podkusiło mnie, żeby przetestować nowy klucz, bo zamek od dawna był problematyczny. 

Klucz wszedł trochę opornie i jeszcze bardziej opornie się przekręcił. Co gorsza przekręcił tylko pół obrotu i o dalszych ruchach nie chciał słyszeć…

Upociłam się jak głupia, żeby coś z nim zrobić, ale każda próba kończyła się niczym. W końcu chyba użyłam za dużo siły i klucz pękł na pół, końcówka została w dziurce, a reszta w moich palcach. Bardzo śmieszne…

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, początek 2026 roku

Fabbro, czyli ślusarz

Ile ja się nagimnastykowałam, do kogo nie dzwoniłam, nawet do strażaków za radą życzliwych. Jednego niema, drugi się już tym nie zajmuje, trzeci nie odbiera… 

Ostatecznie znalazł się fabbro niezwykle uprzejmy i chętny do pomocy, ale w momencie mojej rozpaczliwej prośby był 60 km od Biforco. Nie mam już dziś czasu na szczegółowe opisywanie mojej udręki czekania i krążenia po Marradi, która ostatecznie wcale taką udręką nie była, bo uparłam się, żeby na dręczenie samej siebie nie pozwolić.

Tak czy inaczej o piątej udało się wreszcie drzwi otworzyć. Ślusarz Andrea jest dziś moim bohaterem, a ja jestem z siebie dumna, że nie dałam się ponieść złości, która i tak na nic by się nie przydała. Zamiast przebierać niecierpliwie nogami, poszłam na spacer, po drodze spotkałam przyjaciółkę i tak urodziło się zupełnie nieplanowane aperitivo. Fabbro dojechał zrobił co miał zrobić, a ja musiałam tylko odżałować straconą lekcję i przymusową zmianę planów. 

Zdjęcia dziś przypadkowe, a jutro pojawi się właściwa opowieść.

2 komentarze

  1. Ja to w takich sytuacjach myślę sobie, że Wszechświat daje znaki i trzeba czasem za nimi podążać 😜 Potem okazuje się że to nawet dobrze wyszło 😄😘😘

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media