Jeszcze jedna rocznica
Nie mogę w to uwierzyć! Ale przecież moje własne zapiski nie kłamią. Mija dokładnie pięć lat od naszej pierwszej nocy w nowym domu. Odyseja przeprowadzkowa zdawała się wtedy nie mieć końca. To, jak byliśmy wtedy zmęczeni, zapamiętamy chyba do końca życia. Tygodnie przenoszenia paczek, worków własnymi rękami i większość na własnych nogach. Mieliśmy już tego po kokardy. Ręce odmawiały posłuszeństwa i nawet pierwszą kolację zjedliśmy na krzesłach, bo już sił na przeniesienie ciężkiego dębowego stołu zabrakło.
Pamiętam, że tej pierwszej nocy – spędzonej na podłodze, na materacu miałam piękny sen. Śniło mi się, że byłam na morzu, płynęłam małą łódką, a dookoła podskakiwały wesoło delfiny. Nic się więcej nie działo, to był sen jednej sceny, ale była w nim niezwykła radość. Obudziłam się i pomyślałam sobie – to będzie dobry dom.
Przez te pięć lat wydarzyło się tyle, że opowieści wystarczyłoby na kilka bestsellerów. Ci, którzy znają Dom z Kamienia nie tylko wirtualnie, często powtarzają: to jest materiał na film, na książkę!
Na wszystko przyjdzie odpowiedni moment. Tymczasem zaczyna się szósty rok w Domu z Kamienia za Rzeką.
Szósty rok na starcie
Nie wiem ile jeszcze przede mną lat w tym Domu. Lucy jest tu już tylko gościem i pewnie nim się obejrzę, gościem będzie też Mikołaj… Nie wiem, co przyniosą najbliższe miesiące, a tym bardziej lata, ale jestem pełna nadziei, że wszystko potoczy się tak, jak sobie wymarzyłam. Zawsze trzeba mieć nadzieję, nawet przy najbardziej wywrotowych marzeniach – a może właśnie zwłaszcza przy takich!
Czwartek zapowiada się bardzo pracowicie. Niebo obudziło się znów wściekle pogodne, a zatem listopad odmaluje jeszcze jeden kolorowy dzień. Ranki są teraz bardzo chłodne, a zatem uruchomiłam piec, żeby nie skostnieć w czasie lekcji i na rozgrzewkę popijam sobie napar z kwiatów lipy. Moje listopadowe dni o zapachu czerwca…
Środowe popołudnie wypełniło snucie planów na nadchodzący weekend. Mam nadzieję, że wszystko uda się pięknie zrealizować.
Treści na Facebooku udostępniam teraz z rzadka, bo tak jak już nie raz pisałam – nie umiem zaprzyjaźnić się z algorytmami i mam wrażenie, że to moje puszczanie w świat to głupiego robota. Jeśli jednak Wy co jakiś czas roześlecie Dom z Kamienia na różnych social media, będę bardzo wdzięczna. Dopóki ilość zaglądających tu nie przeskoczy pewnej granicy, nie będę mogła niestety podjąć się publikacji TEJ książki. Wolałabym bowiem, żeby prawa autorskie w tym przypadku pozostały moją własnością.
Dobrego dnia!



4 komentarze
Czas pędzi nieubłaganie. 5 lat faktycznie zleciało szybko w tym czasie, udało mi się odwiedzić Dom z kamienia 6 razy (niewirtualnie) ale poczucie że to mało cały czas mi towarzyszy. Dobrze że możemy Cię czytać i oczywiście lekcje włoskiego bezcenne. Życzę dalszych lat w tym czy innym domu ale byle z ” kamienia”😁 i tylko w Italii🥂
Aż sześć razy? Wow! No tak! Lovju!
O mój Boże , przeciez to było chwilę temu ! ?
Dokładnie <3