Ulubione bransoletki
Mam ogromny szacunek do ludzi z pasją, zwłaszcza kiedy tej pasji potrafią oddać się bezwarunkowo. Podziwiam wszelkie rękodzieło i kiedy tylko mogę sobie na to pozwolić staram się coś kupić – najczęściej są to kolczyki lub bransoletki. Sobie robię przyjemność, a twórcę wynagradzam. To bardzo ważne.
Moją słabością są cienkie sznureczkowe bransoletki. Mam nimi obwieszoną już jedną rękę i każda ma dla mnie mniejsze lub większe znaczenie.
Kiedy więc kilka dni temu wpadłam na instagramowy profil Doroty – przepadłam. Kilka dni później kurier przyniósł mi paczkę.
Nie była to zwykła paczka, ani zwykłe bransoletki. Dorota dołączyła do nich list, którego treść pozostanie off the record oraz jeszcze coś, co pozostanie off the Record podwójnie.
I tak zadziała się magia…
Dorotka z serca dziękuję! A Was zachęcam – zerknijcie, piszcie do Doroty, a zadziwicie się tak jak ja…
Szpak
– Jeju! Co to? – zdziwiła się Lucy i schyliła po mały kłaczek przesuwający się po asfalcie.
– To pisklę! – spojrzałyśmy w górę na konary lipy – pewnie wypadło z gniazda albo jest chore i matka sama pozbyła się kłopotu.
– I co teraz? Chyba go nie zostawimy?
– Weź go w łapki i zaniesiemy go do domu.
Szpacze pisklę zostało umieszone na noc w kartonowym pudełku wyściełanym starą koszulką. Lucy zajęła się nim jak troskliwa mama i kiedy rano wzięłam telefon do ręki, znalazłam na whatsapp wiadomość od Lucy z instrukcjami jak mam postępować z nieborakiem.
Na początku bałam się podejść do pudełka, bo byłam pewna, że biedak nawet nocy nie przeżył, ale przeżył i nawet kwilił, więc zaraz kropelkami wody napoiłam, starałam się coś więcej do dzióbka podać, ale maluch poza dwoma łykami wody, nic nie chciał przyjąć.
Kwilił w czasie moich lekcji, potem wyskoczył z pudełeczka i w czasie przerwy między lekcjami, znalazłam go w rogu kuchni skulonego pod kaloryferem. Znów zapakowałam do pudełeczka i jeszcze raz spróbowałam nakarmić. Bez skutku.
W czasie ostatniej lekcji kwilenie nagle zamilkło. Kiedy przyszłam do kuchni bidulek leżał wyciągnięty bez życia na podłodze za koszem na śmieci. Smutek.
Pocieszeniem jest to, że przynajmniej ostatnią noc swojego życia spędził w dobrym domu. Oczywiście nas wrażliwców ściskało w gardle, że mimo szczerych chęci nie udało się go uratować.
Wieczór sierpniowy już się rozgościł, więc żeby nie przeciągać – Buona Notte!



2 komentarze
Przypomniały mi się kaczuszki, Pozdrawiam. Hanka
Mi też wczoraj! Już widziałam oczami wyobraźni jak wypuszczamy szpaka w jego pierwszy lot…