12 lipca, 2025

Z punktu widzenia matki…

Znów płaczę, płacze we mnie wszystko, tym razem w tym płaczu jest złość, wyzwolenie, rezygnacja, ten płacz nie ma nic wspólnego z Lucy. To mój prywatny płacz. Idę do Mario i po drodze płaczę w głos, znów jestem spazmem, szlochem. Już dość. Stop. Nagle w tamtym momencie dochodzę do ściany. 

Co znajdziesz w tym artykule?

Płacz

To ile wypłakałam łez w zeszłym roku, jest chyba nie do opowiedzenia… Płakałam z wielu powodów. Ponieważ nie był to jeszcze czas, żeby wybebeszyć się publicznie z emocji, ograniczałam się do upuszczenia drobnych smutków na blogu. Niektórzy rozumieli, inni irytowali się moją enigmatycznością. Tym, którzy mimo chwilowych braków w dostawie optymizmu zostali w Domu z Kamienia – bardzo dziękuję. 

1 marca 2024, kiedy wieczorem kładłam się do łóżka byłam jednym wielkim spazmem, szlochem, tonęłam we łzach, miałam wrażenie, że tonę naprawdę. Znalazłam się w tak dla mnie emocjonalnie trudnej sytuacji, że po raz pierwszy w życiu bałam się, że tym razem, nie dam rady, nie dźwignę tego, na pewno nie bez pomocy z zewnątrz. 

Pierwszą osobą, do której napisałam była znajoma, inna mama, która sama przeszła przez to kilka lat wcześniej.

Zadzwoniła do mnie i wisiałyśmy w sobotni ranek chyba godzinę na telefonie. Ta rozmowa była jak podłączenie mi butli z tlenem. Zaczęłam znów oddychać. To jakie człowiekowi galopują w takich chwilach myśli przez głowę nadaje się na całą książkę, a nie na jeden wpis na blogu, więc kto wie, może kiedyś…

Ania pomogła mi wejść do grupy wsparcia i dopiero otoczenie innych rodziców postawiło mnie na nogi i dało ogrom siły.

Tydzień po tsunami przyjechałam do Bolonii i poszłyśmy z Lucy na „shopping”. Trzeba było wymienić całą garderobę. Każdym moim gestem chciałam jej pokazać, że choćby świat się walił, ja będę przy niej. Czasem to bycie jest naprawdę trudne, bo ja też jestem tylko człowiekiem, ale staram się.  

7 lipca 2024 dokładnie w urodziny Lucy, po raz pierwszy wzięłam udział w bolońskiej paradzie równości. Na pamiątkę tamtego dnia kupiłam jej kolczyki, nosi je do tej pory i obydwu nam kojarzą się właśnie z tamtą chwilą. 

Kiedy już otrząsnęłam się z łez, walnęła we mnie jak obuchem w łeb refleksja – a co z Mikołajem???? 

– Chcesz o tym pogadać? – zapytałam po najtrudniejszym weekendzie w naszym życiu, kiedy Lucy wróciła do Bolonii. 

– Jeśli będziemy teraz „O TYM” gadać, to będzie to jak coś dziwnego, więc niech będzie po prostu normalnie – uciął moją próbę rozmowy. Wydawał się niewzruszony. 

Jednak dzień czy dwa dni później wyszła nam ta rozmowa zupełnie spontanicznie przy kolacji.

– Wiem, że jest ci cholernie trudno z tym wszystkim. Ja przepłakałam trzy noce.

– Ja też…

W tym momencie serce pękło mi jeszcze raz. Wydawał się taki niewzruszony, tymczasem w najmniejszym pokoiku Domu z Kamienia mały wielki człowiek w ciszy radził sobie ze swoim bólem.  

– Ja też tęsknię za T. i na myśl o tym, że już go nie ma – chociaż przecież JEST, wszystko we mnie łka. Ale przyzwyczaimy się, bo nie mamy innej możliwości. Ona ma być teraz szczęśliwa i tyle. To jest teraz najważniejsze. 

– Wiem, ale tobie jest łatwiej. Ty masz prawie pięćdziesiąt lat i T. w twoim życiu był przez 20 lat. Ja mam 18 i on był obok mnie przez całe moje dotychczasowe życie. 

Rozłożyły mnie na łopatki słowa Mikołaja. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że muszę pomóc i Lucy i jemu. Być wsparciem dla obojga i sama przy tym się nie ugiąć, wytrzymać, być tą cholerną kolumną, filarem czy co tam może podtrzymać innych.  

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Dalej płacz

Wrzesień 2024 

Znów płaczę, płacze we mnie wszystko, tym razem w tym płaczu jest złość, wyzwolenie, rezygnacja, ten płacz nie ma nic wspólnego z Lucy. To mój prywatny płacz. Idę do Mario i po drodze płaczę w głos, znów jestem spazmem, szlochem. Już dość. Stop. Nagle w tamtym momencie dochodzę do ściany. 

Staję przed drzwiami Mario, naciskam dzwonek, a kiedy otwiera mi drzwi osuwam się z bezsilności w progu. 

– Nic się nie stało, nikt nie umarł. Pozwól mi płakać – uprzedzam jego pytania, kiedy wbija we mnie przestraszony wzrok. 

Siedzę na kanapie w CasaGallo i płaczę. Mam jeszcze trochę łez do wypłakania. Ten płacz oczyszcza…

W następnych miesiącach płaczę jeszcze smutkiem Mikołaja, bo i jemu los w tamtym czasie róż pod nogi nie rzuca. Potem płaczę na OIOMIE, kiedy widzę Mario ze zmasakrowaną głową…  

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

To wszystko udaje mi się unieść tylko dlatego, że nauczyłam się wydzierać z tej trudnej chwilowo rzeczywistości kawałek przestrzeni na moje radości. Stworzyłam sobie takie niewidoczne schronienie dla duszy, przestrzeń na moją zabawę z grupą przyjaciółek, które mnie przytuliły do serca, na wyciszenie, na ulubione wędrowanie… 

W tym wszystkim właśnie narodził się projekt książki o pieszym wędrowaniu, to wtedy powstały plany o Via degli Dei i kolejnych wyprawach.

Dwa dni temu przy stole we dwoje z Mikołajem przy kolejnej trudnej rozmowie:

– To był trudny rok dla wszystkich. Nie myśl sobie, że ja jestem z kamienia. Ja tylko tak wyglądam i szczerze mówiąc jestem zmęczona byciem zawsze „taka silna!” Teraz rozumiesz dlaczego rzuciłam się jak opętana na te moje dansy i na kilkudniowe trekkingi? To było dla mnie jak ratunek. 

Mam nadzieję, że teraz ten rollercoaster trochę zwolni. Tego wyciszenia potrzebujemy wszyscy, a ja dodatkowo muszę poukładać na nowo wiele spraw. To nowe szczerze mówiąc bardzo mnie intryguje. Zmiany są potrzebne. 

Dobrego dnia. 

19 komentarzy

  1. Kasiu!
    Jesteś nieeeeeezwykłą Osobą
    Brakuje mi słów, by wyrazić emocje
    Wierzę że po burzach w Waszym życiu będzie tylko świeciło słońce ☀️☀️☀️
    Dobrego dnia
    Pozdrawiam serdecznie 😘😘😘

  2. Cały rok zastanawiałam się co takiego strasznego się u was dzieje,co tak mocno przeżywasz, jak okropne rzeczy was spotkały. Wpis o Lucy otworzył mi oczy, pokazał mi bezwarunkową miłość i siłę jaką może mieć matka dla dobra swojego dziecka. Był jak powiew świeżości i tolerancji. Myślę,że ty i Lucy przekonałyście się tym szczerym wpisem jak wiele życzliwych wam osób jest z wami chociaż zna was tylko z bloga. Brawo również dla Mikołaja który starał się poradzić sobie z tą nową dla niego sytuacją w sposób nie obciążający własnej mamy chociaż wiedział że zrobiłabyś wszystko żeby mu pomóc

    • Pani Kasiu, trzymam za Was mocno kciuki! Nie potrafię sobie wyobrazić co Pani czuła przez ten rok.. to ogromne zmiany dla całej Waszej rodziny. Podziwiam za takie podejście do tych turbulencji i wierzę, że wszystko się ułoży. Czasem nam się wydaje, że to już dość, że więcej nie udźwigniemy.. a jednak powoli jakoś dajemy radę – wiem to z własnego doświadczenia. Proszę się nie poddawać, nie przejmować opinią innych. To Wasze życie i to Wy macie prawo żyć tak, jak chcecie! Wszystkiego dobrego 😘

  3. Kasiu, sama jestem mamą i mogę się tylko domyślać, jak ciężko Wam było. Całej Waszej Rodzinie. Bardzo mnie porusza Wasza historia, chociaż przecież nie znamy się osobiście. Nie umiem pisać tak pięknie jak Ty. Jestem typowym „ścisłowcem” 😉. Ale chyba nie jest to najważniejsze. Dlatego napiszę tylko BĄDŹCIE SZCZĘŚLIWI. Pozdrawiam. Kasia

  4. Boże Kasiu nie wiedziałam jak
    ciężki czas przeżywacie Ty, Mikołaj, Lucy, Mario i cała rodzina.
    Tak wiele rzeczy trzeba sobie poukładać w głowie od nowa. Teraz wyjaśniło mi się kilka spraw. Po Twoich ostatnich postach widać jak bardzo dużo siły potrzebowałaś i potrzebowaliście żeby przetrwać i odnalezc się w nowej rzeczywistości. Wiem,że to wszystko dżwigniesz bo musisz i dasz radę bo wszyscy wiemy,że tak jest. Mikołaj Tobie życzę siły i odporności psychicznej bo wiesz,że Mama potrzebuje Twojego wsparcia. Lucy bądż szczęśliwa oglądaj świat z pięknej strony. Wszystkiego najlepszego

  5. Podziwiam również Lucy jak dużo trzeba mieć siły żeby światu nową rzeczywistość, jak trzeba być zdeterminowanym i pewnym swojego wyboru. Lucy bądż teraz bardzo bardzo szczęśliwa, spełniaj swoje marzenia niech los Ci sprzyja.

  6. Czytam bloga od wielu lat, ale nie jestem osobą która chętnie coś komentuje. Twoje ostatnie wpisy zmobilizowały mnie do komentarza. Jestem farmaceutką i spotykam się z wieloma sytuacjami. Mamy w tej chwili pacjentkę, która jest w procesie. Bardzo sympatyczna dziewczyna choć na receptach jeszcze widnieje imię męskie. Kiedyś ją zagadnęłam i zaczęła opowiadać o rodzicach, bracie i miała taki błysk w oku. Widać, że rodzina ją wspiera w decyzji. Mimo niedogodności różnych…sama wiesz jakich…tryskała od niej radość. Dobrze, że Twoja córka ma w Was wsparcie. Pewnie Lucy ma ten sam błysk w oku, co moja „apteczna” dziewczyna.

  7. Tak, te ostatnie prawie półtora roku to zdecydowanie temat na całą książkę. Myślę, że wiele osób byłoby wdzięcznych za możliwość poznania waszych doświadczeń. Ale, choć niewątpliwie masz wszelkie predyspozycje do stworzenia tej publikacji, to musi poczekać. Podziwiam siłę Was wszystkich i szczerze ślę ku Wam jeszcze więcej dobrych fluidów. Teraz niech otoczy Was spokój.
    A przestrzeń, którą sobie stworzyłaś z przyjaciółkami i w wędrówkach to niewątpliwie jedna z najcenniejszych rzeczy. Gdyby nie to, naprawdę mogłabyś nie udźwignąć wszystkiego.
    Jeszcze raz wszelkiej pomyślności 😊❤️❤️❤️

  8. Dacie radę, a właściwie daliście. Ty, Lucy, Mikołaj jesteście wspaniałym zespołem, Co tu dużo gadać! Kocham Was i już! I żeby mi kawa była o ludzkiej porze! 🙂 🙂 🙂

  9. Kasiu i Nico, wyobrazam sobie przez jaki walec zyciowy przeszliscie. Ale to tylko moge sobie wyobrazic. Niemniej moje mysli, odkad przeczytalam wpis „Ubdate”, kraza wokol Lucy. Ile Ona musiala przejsc? Mam nadzieje ze nie zupelnie odizolowana,zdana tylko na sama siebie. Ile gonitw mysli przeszla? Ile watpliwosci? Ile obaw zeby Was, najblizszych nie zranic? Ile marzen Lucy, zeby z ukochana rodzina wszystko przedyskutowac i otrzymac akcptacje? Wyobrazam sobie jak jej serce bilo, gdy w koncu wam to oznajmila. To sa zyciowe wybory i nie powstaja z dnia na dzien. Moja „mala ” Wielka , odnaleziona bohaterka Twojego blogu Kasiu -Lucy:))

    PS: To byly chyba jedne z ostatnich fotek na blogu,kiedy Lucy jako T. pozwalala na opublikowanie . Kasiu, to bylo chyba u Twoich holenderskich przyjaciol , u Ellen i (zapomnialam imienia, mea culpa). Wtedy dodalam komentarz ze Lucy( wtedy jako T.)jest bardzo podobny(a) do mlodego Alain Delon. I umowmy sie, Alain Delon, byl pieknym mezczyzna. . Pomyslalam ile urody musi miec mezczyzna? Dobry Boze(jestem katoliczka i wiem ze wy jestescie tolerancyjni i zaakceptujecie to). Dobry Boze, rozdawaj rozsadniej ta urode, faceci nie musza byc piekni. No i chyba wysluchal mnie dobry Bog.

  10. Kasiu, Twoje ostatnie wpisy są tak mocne i tak naładowane emocjami, że aż trudno komentować, nie ocierając się o banał. Powiem tylko, że na pewno są inspiracją do różnorakich przemyśleń i wydaje mi się, że to również było celem ich publikacji. Całym sercem jestem z Wami.

  11. Kasiu,
    wpadam tu do Ciebie od lat, bo dajesz mi prawdziwosc, ktora jest mi bliska.
    Dzis poczulam ja najsilniej, dlatego chce ja uszanowac wpisem. I uklonem w Wasza strone.
    To o czym piszesz jest trudne, sam proces dlugi, emocjonalny, skomplikowany, ciagnacy do dna i znow wychodzacy do swiatla. Dla Was wszystkich.
    Ale to nie jest koniec wszystkiego. Twoja/ Wasza milosc, szczerosc, odwaga i autentycznosc zawsze sie obronia.
    Teraz juz, teraz juz jest moment, kiedy sie zacznie, jak piszesz, nowe. I ono wcale nie musi byc gorsze, a tylko inne, barwniejsze, dojrzalsze i bogatsze o dowod Waszego calkowitego oddania sobie nawzajem.
    Czy cos jest wazniejsze?
    Hejtem nie warto sie przejmowac, nawet jesli czasem zaglusza. Moze ci ” zyczliwi” pozyja teraz troche intensywniej Waszym zyciem, ale to nie oni beda Wasze zycie za Was przezywac. Tylko od Was zalezy jak nim sterujecie, a patrzac z jak ogromna godnoscia i sercem postepujesz Kasiu, nie mam watpliowsci , ze Twoje ukochane slonce nie bedzie Ciebie/Was opuszczac.
    Wszystkiego Dobrego!
    Ske najcieplejsze mysli.

  12. Chcialam cos jeszcze.
    Mikolaj mnie zadzwil, bardzo.
    Az przyklasnelam czytajac.
    Bo on rozumie, ze nawet jesli Wasza normalnosc przybrala nieco inna twarz, to nie ma powodu by jej szukac w krainie „dziwnosci”.
    Bo naprawde powodu nie ma.
    Prosze usciskaj Go mocno.

    A Lucy ma byc SZCZESLIWA!
    I kropka.

    Odpocznij Kasiu, usmiech jak widze juz gosci.
    Wszystkiego Dobrego

  13. Juz wiele pieknych słow wsparcia zostało napisane. Ja zyczę tylko dla Was trojga duzo siły i dobrych ludzi wokół.
    „Za dużo roboty, a kołaczy brak
    Za nisko ten sufit, żeby długi mógł stać
    Zbyt kręta ta droga, by lekko ją przejść
    Za suto na stole, żeby dało się zjeść

    Za duże to ego, by dogadać się
    Za mała ta chata, by kobietę mieć
    Za jasny ten księżyc, by dało się spać
    Za krótki ten łańcuch, by dać nogi za pas

    Życzymy sobie i wam, by nas było stać
    Na święty spokój
    Szczęścia ile się da, miłości w bród
    Mądrych ludzi wokół”

    Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,meskie_granie_orkiestra,sobie_i_wam.html

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media