Ani jednego morza
Lato dobiega do mety, lato w tym roku bez wakacji (to akurat nie taki znów wyjątek dla mnie), lato bez morza, lato bez samotnej podróży…
Prawdziwymi wakacjami cieszy się w tym roku tylko Lucia. Dobrze, że choć ona.
Morze jeśli wszystko potoczy się tak, jak powinno, przydarzy się pod koniec września i to nawet nie byle jakie morze, choć oczywiście żal zwykłych – niezwykłych wypadów do Lido. Samotny trip będzie musiał poczekać na następny rok, a teraz z rozrzewnieniem powspominam sobie Neapol, Termoli i wyspy Tremiti.
Zostały moje cammini, które są przede wszystkim częścią pracy nad książką, ale też przeżyciem jedynym w swoim rodzaju. Doświadczeniem, które już na zawsze zmienia spojrzenie na wiele spraw i o którym nie da się zapomnieć.
Tak czy inaczej, marzą mi się takie zwykłe, leniwe wakacje. Tak po ludzku, zwyczajnie…
Kiedy kilka lat temu ulało mi się ich brakiem, sporo osób się oburzyło, że w tym włoskim życiu już całkiem palma mi odbiła, bo przecież od 2013 roku jestem na nieustających wakacjach. Dla wielu osób Toskania równa się wakacje, co nawet mogę zrozumieć, ale ja tak naprawdę przez ostatnie 13 lat na prawdziwych wakacjach byłam 4 razy.
Może kiedy Lucy się usamodzielni, będzie łatwiej, ale to jeszcze nie dziś. Pcham więc ten mój wózek pod wieczną górę i uśmiecham się na przekór wszystkiemu.
Tymczasem, kiedy zaczęłam już oddychać spokojniej łudząc się, że będzie łatwiej – znów jest trudniej. Po włosku mówi się „mi devo legare bene le scarpe” – muszę sobie dobrze zawiązać buciki. I tak sobie myślę, że albo taki trud jest mi w gwiazdach zapisany albo nie potrafię walczyć o swoje, ładując jednocześnie na swoje barki odpowiedzialność należącą do innych. MATKA POLKA, MATKA w ogóle, KOBIETA da radę, bo przecież nie ma innego wyjścia!
Rocznica
Mercatini ostatecznie nie doszły do skutku – to znaczy same mercatini doszły, ale my pod niebem serwującym wątpliwą pogodę, zrezygnowałyśmy z zarezerwowanego stolika i poszłyśmy do pizzerii. Pięknie nam było, a ja sama znów taplałam się w ciepełku przyszywanej rodziny.
Po kolacji przeniosłyśmy się do baru Biforco. Wyciągnęłam z torebki 4 zapakowane bransoletki i rozłożyłam je jak wachlarz, bez pokazywania zawartości. Jedna po drugiej wylosowały swoją patrząc na mnie pytającym wzrokiem.
– Dziś mija dokładnie rok od pamiętnej apericena, od wieczoru, w którym przygarnęłyście mnie do serca i od którego tak wiele się zmieniło. Dziękuję za każdą jedną chwilę z wami.
Przytulaniom nie było końca, a ja w głębi duszy dopiero tak naprawdę uświadomiłam sobie jak wielkim szczęściem był dla mnie tamten wieczór…
Życie pełne jest niespodziewanych zwrotów akcji i mam nadzieję, że kilka tych pięknych jest jeszcze przede mną.
Dobrego weekendu!



Jeden komentarz
A może wybierzesz się z nami nad morze?
Pozdrawiam serdecznie 😘😘😘