Ostatnia taka letnia kolacja
Wieczorem przy dębowym stole w kuchni Domu z Kamienia znów zasiedliśmy do kolacji w gronie warszawskich Przyjaciół. Ostatni już raz tego lata… Ile nie trwałyby wakacje, i tak zawsze będą się każdemu wydawały mgnieniem oka.
Bardzo to był miły wieczór – jak każdy w tym gronie, bo przede wszystkim za każdym razem czuję się taką mistrzynią kulinarną, że Ramsey i reszta mogliby mi czyścić buty, a po drugie wczoraj szczególnie zebrało nam się na wspominki te nie bardzo odległe i te z całkiem innej epoki, więc zrobiło się ckliwie, wzruszająco i sentymentalnie.
Bardzo Wam dziękuję kochani za te kilka wspólnych chwil i obecność w naszym życiu już przez tyle lat!
W kolacyjnym menu poza ulubionymi klasykami naszych Gości, pojawiły się tym razem ryby. Mama Cateriny podarowała Mikołajowi kilka cefali. Na szybko wyszperałam przepis i takie oto danie wjechało na stół po raz pierwszy w Domu z Kamienia:
Pożegnania...
Po kolacji przyszedł czas się pożegnać. Pożegnania nigdy nie są łatwe, zwłaszcza kiedy dzieli nas taki dystans.
Nie są też łatwe pożegnania z dzieckiem, które po wakacjach wraca na swoje uniwersyteckie łono…
– Smutno ci jest, że wracasz do Bolonii? – zapytałam po obiedzie.
– Nie! Cieszę się, że wracam do mojego domku! – popatrzyła na mnie z szelmowskim uśmiechem.
– Twój domek jest tu! – oburzył się Mikołaj.
Odprowadziłam Lucy na przystanek. Jak dobrze jest móc napisać Lucy, a nie Bolońskie Dziecko. Lucy wyruszyła z dodatkową walizką, bo za kilka dni rusza w nieco dalszą podróż, która narodziła się zupełnie spontanicznie. Potem pojedzie jeszcze na kilka dni nad morze – też zupełnie spontanicznie. Mam nadzieję, że te ostatnie tygodnie wakacji wynagrodzą jej dojmujący ból samotności ostatnich lat…
Buon viaggio amore mio!
A ja...
I tak oto nastało czwartkowe sierpniowe popołudnie. Przede mną ostatni już w tym roku wieczór z mercatini na placu. Jeszcze jeden wspólny czas z Przyjaciółkami, nim wakacje dobiegną do mety, nim lato się zmęczy, nim zarzucę plecak na ramiona…
Ckliwość na dobre się do mnie przykleiła i nijak odczepić nie chce.
Letnia burza przetoczyła się przez Marradi i przez pół Toskanii. Woda była potrzebna, ale mam wrażenie, że zmyła to je ulubione, rozpalone do gorączki lato… Jest nadal ciepło, lato nawet oficjalnie trwa jeszcze przez miesiąc, ale już takie trochę inne to lato…
Pięknego wieczoru!



2 komentarze
Wbrew pozorom koniec czegoś oznacza też początek….
I tego się trzymaj Kasiu
Dobrego dnia 😘
Alez ladnie napisane. I prawdziwie.