Wyspanie
W niedzielę wieczorem poszłam do baru. Miałam ochotę na prosecco. Przedziwny czerwcowy tydzień dobiegał końca. Tydzień, który pod wieloma względami przejdzie do historii. Dobry tydzień. Formalnie ostatni tydzień wiosny 2025, formalnie, bo o wiośnie już dawno zapomnieliśmy. Siedziałam sobie w ciszy, obserwowałam barowy ruch i było mi dobrze. Spokój. Zapanował dobry spokój.
Co jakiś czas dolatywał mnie jeszcze zapach lip, ale już coraz słabszy, lekko zmęczony, wysłużony. Najpiękniejszy z najpiękniejszych.
Wróciłam do domu po 20.00 zjadłam lekką kolację, chwilę popracowałam nad lekcjami i nagle poczułam jak odcina mi prąd. Dosłownie z chwili na chwilę. Dotelepałam się do łóżka i nim głowa dotknęła poduszki zasnęłam kamiennym snem.
Kiedy się obudziłam za oknem był już jasny dzień. Przestraszona złapałam za telefon, żeby sprawdzić, która jest godzina, bo według planu pierwszą lekcję powinnam zacząć o 6.30.
Była punkt 6.00. Odetchnęłam z ulgą. Na nic się nie spóźniłam, a co najważniejsze byłam nareszcie wyspana i wypoczęta.
W niedzielne południe pojechaliśmy z Mikołajem do CasaGallo. Postanowiłam ugotować obiad w mariowej kuchni, żeby spędzić razem choć kawałek dnia.
– Dobre! – Mikołaj pochwalił mój prosty makaron z cukinią z ogródka – smakuje jak w Casaluccio.
– Naprawdę? Rzeczywiście nie robiłam tej pasty od dawna.
Mario też bardzo smakowała, bo aż wziął sobie porządną dokładkę.
Po obiedzie zeszliśmy na chwilę nad rzekę, gdzie Mikołaj już przed obiadem zaczął budować swój fort.
– Jak zarobi pieniądze to kupi dom z kamienia – powiedział kilka dni wcześniej i mamę weźmie ze sobą. Zrobi Mamie mieszkanie na strychu. Tam jest zawsze gorąco, a Mama przecież lubi.
– Albo w schowku pod schodami, jak Harry Potter.
– Serio chciałaby mieszkać w schowku? – zapytał zupełnie poważnie.
– A ty serio chciałbyś wziąć Mamę do siebie?
– Tak, bo Mama nie zawraca głowy.
– To chyba przede wszystkim musiałbyś to najpierw uzgodnić z C. Ja chyba rzeczywiście bardzo nie zawracam głowy, a poza tym więcej mnie nie będzie niż będę, bo chcę dużo wędrować.
Tak to sobie gawędziliśmy luźno o planach, a ja uśmiechałam się w duszy do Mikołajkowych marzeń. Dom z Kamienia… Kto wie!
Noc Świętojańska i Czary
Przed nami Noc Świętego Jana, więc przypominam tym, którzy lubią życie przyprawiać odrobiną magii, że dziś nastawiamy słynną wodę. TU dla przypomnienia mój stary wpis o tym, czym jest Acqua di San Giovanni.
Po kolacji wybieram się na mój rytualny spacer po łąkach Apeninów i jak wiedźma, czarownica, czarodziejka (niepotrzebne skreślić) będę zbierać lawendę, róże, ginestre, miętę i inne zioła i kwiaty, by rano cieszyć się rosą elfów na własnej skórze.
Skorzysta z niej na pewno i Mikołaj, któremu świeżość i magia będą jutro potrzebne. Nawet jeśli ustny egzamin w jego przypadku jest tylko formalnością, to niech pójdzie jak najpiękniej, żeby w wielkim stylu zamknąć przygodę licealną.
Pędzę teraz po butelkę prosecco i jutro wraz z jego przyjaciółmi Mikołaja będziemy gorączkowo wypatrywać końca jego egzaminu.
Pięknego wieczoru!



Jeden komentarz
Życzę Wam wszystkiego co najlepsze a zwłaszcza powodzenia na egzaminie i zrealizowania planów Mikołajowych o Domu z kamienia 🤗🤗🤗🤗🤗😘