Przesilenie letnie
Nie mogłam tym razem stać na środku ulicy i machać za samochodem, tak jak mam w zwyczaju za każdym razem, kiedy Mama i Świta ruszają w powrotną drogę. Macham i macham załzawiona dopóki auto całkiem nie zniknie za zakrętem.
W sobotę, kiedy Ukochani ruszali w podróż, ja siedziałam przy lekcjach, więc tylko na pięć minut mogłam przeprosić moich uczniów, żeby się choć odrobinę wyściskać.
Zrobiło się cicho i pusto. Ta pierwsza chwila, kiedy ktoś bliski wyjeżdża jest zawsze dziwna. Mikołaj wybył z domu też o poranku, więc resztę dnia, kiedy już uporałam się z lekcjami, miałam dla siebie i była to bardzo piękna reszta dnia, letniego dnia, pierwszego letniego dnia…
Mikołaj wrócił dopiero wieczorem i razem pojechaliśmy świętować początek lata na tradycyjnym „Solstizio d’Estate” w sąsiedniej osadzie.
Przecudowny wieczór przy muzyce, pląsach, winie i zwykłym makaronie. Czerwcowe dni to magia w najpiękniejszym wydaniu.
Czerwcowe Apeniny
Zieleń Apeninów nie jest już tak jaskrawa jak w kwietniu, ale jej bujność i obfitość przechodzi ludzkie pojęcie. Gąszcz liści, traw, pstrokacizna kwiatów i psychodeliczny taniec motyli… Do tego zapach siana, mięty, ostatnich ginestre i lip. W uszach grają cykady i radosne pluski nad rzeką.
Mojego ukochanego czerwca został już tylko tydzień, ale dziś nie będę jeszcze za czerwcem rozpaczać i łkać. Dziś jest piękny, letni dzień, a ja znów będę wędrować wśród dzikich lilii, w towarzystwie motyli i będę wyciszać głowę zanim rozkręci się kolejny kołowrotek.
***
– Na pewno mogę mamę samą zostawić? Nie będzie jej przykro? – zapytał Mikołaj wstając od stolika.
– Żartujesz? Mnie nie trzeba niańczyć. Nie martw się o mnie.
Mikołaj był zmartwiony, bo tym razem żadna z przyjaciółek nie mogła mi towarzyszyć w powitaniu lata, więc przy stole rzeczywiście zostałam sama. Zapewniłam jednak mojego rycerza, że jest dobrze tak, jak jest i spokojnie może się oddalić.
Przez chwilę siedziałam sącząc amaro, aż w końcu między stolikami zaczęły się nieśmiałe pląsy i tak, niewiele myśląc ruszyłam i ja. Taniec to też magia – tak jak czerwiec, nieważne czy jest z kim, czy jest pora, czy nie, czy światło, czy za mało wina. Taniec jest najmilszym naturalnym upojeniem, tak jak moje trekkingi. Radość dla nóg, terapia dla głowy.
Pięknego dnia!



Jeden komentarz
Dżentelmeński Mikołaj i wyrozumiała Mama, jak to Mama.💕