Dziś, po obiedzie, wieczorem...
Taka jest moja codzienna wewnętrzna śpiewka – chodzi o dokończenie książki. Szast prast i połowa listopada przeleciała, a ja przez ostatnie dwa tygodnie nie usiadłam chyba nawet na chwilę do pisania. Nie usiadłam oczywiście dlatego, że głowa nie była w stanie się skupić. Z drugiej jednak strony powinnam być ponad tym – jeśli chodzi o pisanie, powinnam wyłączyć się z trosk i zawirowań życiowych i zabrać się na serio za pisarską pracę.
Codziennie obiecuję sobie: dziś na pewno usiądę do pisania, mam wolną godzinę między lekcjami – to na pewno popiszę, dziś wieczorem nie jestem bardzo zmęczona, więc na pewno popracuję nad tekstem, jutro rano wstanę wcześniej niż zwykle i będę pisać… Mam doktorat w odkładaniu niektórych rzeczy na potem.
Przygniata mnie ciężarem ołowiu poczucie winy przez to sprzeniewierzenie dwóch tygodni z głową w mniej lub bardziej lekkich chmurach…
Wciąż jeszcze kilka wypraw przede mną i w obecnej sytuacji zupełnie nie wiem jak się za nie zabrać.
Podsumowując w wielu kwestiach jestem w czarnej d…
Telenowela
Na weekend zjeżdża do domu Lucy. Mamy mnóstwo kwestii do przegadania i to takich kwestii, że jakby mi ktoś powiedział o nich dwa lata temu, to bym powiedziała, że na głowę upadł, bo nawet Bollywood z całym zastępem producentów brazylijskich telenoweli nie wymyśliliby bardziej pokręconych historii. Do kompletu brakuje nam chyba już tylko lądowania ufo w ogródku i możemy stawać w szranki ze słynną Dynastią.
Samo życie to jednak najlepszy reżyser świata. Oby tylko „heppiendów” nie żałował.
Mikołaj też szykuje małe przetasowanie kart w swoim życiorysie i już jutro czeka go ważne spotkanie w Biforco. Oby wszystko poukładało się po jego myśli. Bardzo mu tego życzę.
O moich planach na te dni, po zeszłym weekendzie, aż się boję myśleć… Powiedziałabym „będzie, co ma być”, ale w środku spinam się zaklinając, żeby było jak najlepiej. Nie będę więc pozować z chojrakowaniem i udawanym zen. Trochę dziś mam w nosie całą filozofię poddania się biegowi rzeki i jak rozwydrzona trzylatka chciałabym, żeby tak po prostu było po mojemu.
Broniłam się przed myślami o świętach, a tu dziś rano w sieci jedna z pierwszych wiadomości: w niedzielę startuje bożonarodzeniowy targ na Santa Croce!
Żart… Miałam się przecież listopadowo odcinać od wszelkich zobowiązań, a tu tak z piątkowego rana o świętach…
Dobrego weekendu.
Ps. Nadal mamy słońce, ciepło i kolory. Jeszcze przez chwilę.



Jeden komentarz
To życie robi sobie z nami co chce.
Pozdrawiam Cie serdecznie.