Topografia
Uwielbiam wędrować uliczkami Florencji bez celu i uczyć się ich nazw na pamięć. Te, których nazwy są bardziej intrygujące, fotografuję, a potem zgłębiam ich znaczenie i historię. Niektóre są całkiem oczywiste – Via de’ Bardi – ulica Bardich, czyli słynnego florenckiego rodu bankierów, podobnie wiele innych, które wzięły swoje nazwy od znanych rodzin: de’ Neri, de’ Greci, de’ Rustici, de’ Tornabuoni, etc…
Są ulice czy place, których nazwy upamiętniają znane osobistości – Piazza Filippo Brunelleschi, Via Folco Portinari, Piazza Carlo Goldoni i wiele innych.
Nazwy wielu ulic są czytelnym świadectwem ich historii – via delle Terme – tam znajdowały się termy w czasach rzymskich, via delle Belle Donne była prawdopodobnie zaułkiem kobiet lekkich obyczajów, Vicolo della Seta, czyli Jedwabny Zaułek, to mała uliczka, która biegła wzdłuż Palazzo Arte della Seta, Piazza del Pesce – płacy rybny, gdzie dawniej sprzedawano oczywiście ryby.
Jest jednak wiele nazw ulic i placów, których nazwa wcale nie jest oczywista, choć czasem mogłoby się tak wydawać. Na przykład Via dell’Inferno, Via del Purgatorio i Via del Limbo, które natychmiast nasuwają skojarzenia z Divina Commedia Dante Alighieri, w rzeczywistości nie mają z nią nic wspólnego.Via del Purgatorio wzięła swoją nazwę od Osterii, która znajdowała się w tym miejscu. Purgatorio to znaczy czyściec. Via del Limbo, była znana z punktu sprzedaży wina, a na Via dell’Inferno również znajdowała się trattoria. Nazwy lokali miały być chwytem marketingowym i przyciągać klientów. Z czasem od nich wzięły swoje nazwy ulice.
Inną ciekawą nazwą jest Via delle Oche – czyli Gęsia ulica. W dawnych czasach we Florencji gęsinę jadano w dzień Wszystkich Świętych, bardzo więc prawdopodobnym jest to, że dawniej w tym miejscu odbywał się coroczny jarmark gęsi lub też istniał w tym miejscu lokal, w którym gęsi były pieczone.
Wiele uliczek we Florencji to nie „vie”, ale „chiassi” i tak na przykład Chiasso del Buco (buco to dziura) wzięło swoją nazwę od Osteria del Buco, która była lokalem bardzo uczęszczanym już w XIV wieku, a samo chiasso było naprawdę ciasne i ciemne.
Kilka innych historii związanych z topografią miasta znajdziecie oczywiście w Sekretach Florencji i Nowych Sekretach Florencji i okolic.
Nie sądzę, żeby powstały kiedyś trzecie Sekrety Florencji, ale kto wie… Za każdym razem uczę się o tym mieście czegoś nowego i chętnie się tą wiedzą dzielę.
Prawie na półmetku
Listopad już prawie dodreptał do połowy i ma się dobrze. Słońce, niebo lazurowe, kolory jesieni – trywialnie, banalnie, pięknie. Dopiero w niedzielę ma się do nas wtarabanić deszcz i zszargać ten nienaganny, jesienny obrazek. Co za tym idzie – również temperatury obniżą swoje loty. Muszę więc w końcu wyciągnąć białą kapotę…
Najbliższe dni zapowiadają się bardzo towarzysko – przyjeżdża Lucy, Przyjaciółki zarządziły wspólną pizzę, Ellen wyciąga na wystawę do innego miasta, inne plany też snują się mamiąc przyjemną wizją, choć nauczona doświadczeniem z zeszłego tygodnia, trochę boję się nimi cieszyć.
Nie myślałam jeszcze o świętach, choć panettone na półkach coraz większy wybór. Kiedy jednak w środowe popołudnie Caterina tajniakiem napisała do mnie na WhatsApp, żeby się naradzić w kwestii prezentu gwiazdkowego dla Mikołaja, pomyślałam – ha! Może to trzeba byłoby już rzeczywiście zacząć o tym myśleć?
O samych świętach nie mam jeszcze ochoty myśleć, bo zbyt wiele spraw wisi w powietrzu i nijak jeszcze nie umiem wyobrazić sobie jak te święta będą w tym roku wyglądały. Jeśli chodzi o mnie – do szczęścia potrzebuję niewiele – kawałek panettone, dobre prosecco, dużo wędrówek, święty spokój i ulubione towarzystwo.
Pożyjemy zobaczymy…
Pięknego dnia!


