Namaste
Piąty nocleg na naszej trasie zarezerwowałyśmy w agroturystyce Namaste. Jak łatwo się domyśleć, miejsce było kwintesencją buddyzmu. Zastanawiałyśmy się jak będzie wyglądała nasza wegańska kolacja, bo i tutaj, jak w poprzednich miejscach w cenie miałyśmy już wliczony posiłek. Jednym słowem byłyśmy zdane na inwencję twórczą gospodarzy.
Dotarłyśmy tam w wieczornym słońcu, które nijak nie zapowiadało armagedonu pogodowego, który miał nas nawiedzić w nocy i który dla mnie stał się przyczyną przedwczesnego końca marszu.
Właściciel, nowojorczyk włoskiego pochodzenia z żoną Litwinką przygotowali nam pyszną wegańska kolację z płodów własnego ogródka i napoili nas słuszną ilością wina. Wina było tyle, że wystarczyło, aby na jeden wieczór podlać skutecznie moje nadzieje na wymarsz następnego ranka.
To już jest koniec
Wraz wyparowanym winem wyparowała też ostatnia nadzieja, ale ta część historii była już na samym jej początku.
Płakałam łzami i myślami przez dwa dni, a potem basta. Stop! Ile można! Niektórzy pocieszali mnie, że to czy tamto, że wrócę, że dokończę i za wszystkie te pocieszenia oczywiście dziękuję, ale ludziom czasem trzeba się dać po prostu wypłakać. Płacz jest oczyszczający. Poza tym ja mam to do siebie, że szybko dosyć zbieram się w sobie. Jeśli po coming oucie Lucy płakałam (wtedy nawet ryczałam w głos) przez dwa czy trzy dni, to trudno, żebym przez tydzień opłakiwała nieskończony trekking. To w końcu tylko trekking, a nie sprawa życia i śmierci. Sprawą życia lub śmierci, mogłoby być kontynuowanie w tamtym momencie przygody.
Rady nie od parady
„Ja bym poszedł/ poszła”, „mnie nic by nie zatrzymało”, „a nie mogłaś poczekać?”
Wśród wielu „dobrych komentarzy”, były też takie, których wolałabym nie czytać – tak zwane rady nie od parady. Przede wszystkim jeśli ktoś wchodzi na przełęcze w nawałnice burzowe to nic tylko gratulować. Pozostaje pytanie – gratulować odwagi czy głupoty? Po drugie dla niektórych jeden nocleg więcej, jeden dzień pracy mniej nie robią różnicy. Ja jednak jestem w takim życiowym momencie, że dla mnie jest to być albo nie być.
Jeśli więc nie kontynuowałam marszu, widocznie było to w tamtym momencie najlepsze rozwiązanie.
– Panie Vandelli, oj Panie Vandelli – wzdycha Sandra – nie mógł to pan tamtego dnia pojechać sobie nad morze, zamiast wymyślać takie rzeczy?
Moje prace nad książką trwają dalej. Już dokładnie za dwa tygodnie zawita do Marradi towarzyszka mojej kolejnej wyprawy, od której tak naprawdę wszystko się zaczęło…
A tymczasem wrzesień odbębnił już prawie cały jeden tydzień, więc od jutra wracam do codzienności, w której całkiem sporo się dzieje.
Dobrego wieczoru!



Jeden komentarz
Podejmowanie mądrych i rozsądnych decyzji nawet wtedy gdy w sercu żal to właśnie dojrzałość – brawo!