San Pellegrino in Alpe
Schronisko il Pradaccio otulone było nadal mgłą. Wyglądało trochę jak dom z klasycznego horroru, choć we mnie budziło ciepłe skojarzenia. Stało się dla nas prawdziwym schronieniem w noc targaną burzami.
Piątego dnia po kilkunastu minutach marszu dotarłyśmy do San Pellegrino in Alpe. Ta osada jest również jedną z ciekawszych atrakcji całej Via Vandelli. Znajduje się na wysokości ponad 1500 metrów, a w tutejszym barze przebiega granica pomiędzy Emilią – Romanią i Toskanią. Można zamówić kawę w jednym regionie, a zapłacić za nią już w drugim.
Według legendy Pellegrino był synem króla Szkocji. Zrzekł się jednak korony i wyruszył w pielgrzymkę do Ziemi Świętej. W drodze powrotnej zatrzymał się na apenińskiej grani z rozpoczął życie pustelnika służąc innym wędrowcom. Droga ta była bowiem ważną arterią średniowiecza – łączyła Reggio Emilia i Modenę z Lukką.
Pellegrino zmarł w VII wieku. Wóz z jego ciałem, ciągnięty przez dwa woły zatrzymał się dokładnie tu na granicy i dlatego też tutaj zdecydowano się wznieść małą świątynię i pustelnika pochować. Z czasem świątynia została rozbudowana do rozmiarów całkiem sporego sanktuarium, które do dziś daje schronienie pielgrzymom i wędrowcom.
Pieve Fosciana i Castelnuovo di Garfagnana
– Oooo!!! Popatrz kto jest! – z wąskiej uliczki wyszło dwóch znajomych nam wędrowców!
– I jak leci? Jutro Tambura!
– No nie wiem… – Stefano zmarszczył czoło.
– Bo?
– Dzwoniło schronisko i jutro mają być burze nad Tamburą. Odradzają wchodzenie.
Zamieniliśmy jeszcze kilka słów, przede wszystkim o tym, jak czuje się człapiący z tyłu Lorenzo i chwilę potem zostawiłyśmy chłopaków, żeby dalej jak głupie kręcić się po Pieve Fosciana szukając miejsca na obiad. Basia na myśl o wegańskiej kolacji, jaka nas czekała na koniec dnia, zamarzyła o mięsie. Mnie od rozmowy ze Stefano zaczęło natomiast ściskać w żołądku, bo po raz pierwszy przemknęło mi przez głowę, że dokończenie marszu może być dla mnie tym razem niemożliwe. Coś, czego wcześniej w ogóle nie brałam pod uwagę.
Kiedy już znalazłyśmy godny i tak naprawdę jedyny przybytek w miasteczku, który serwował słuszne porcje mięsa, zamówiłyśmy tagliatę, a ja w między czasie oddaliłam się od stolika, żeby zadzwonić do Nello Conti i u źródła dowiedzieć się jak mają się sprawy z pogodą.
Schronisko potwierdziło to, co powiedział wcześniej Lorenzo, ale tak czy inaczej poleciło czekać do następnego dnia.
Na wyjściu z Pieve spotkałyśmy Grazię i Sandrę i do Castelnuovo dotarłyśmy razem.
W jednym z bardziej znanych miasteczek Garfagnany nie zatrzymałyśmy się na długo, bo robiło się późno, a przed nami wciąż jeszcze było sporo kilometrów do przejścia.
Most
Droga od Castelnuovo zaczęła znów dłużyć się niemiłosiernie, zwłaszcza przemysłowe przedmieścia miasta zdawały się nie mieć końca.
Przez chwilę znów wędrowałyśmy z Grazią i Sandrą, a potem nasze drogi rozeszły się – tym razem na dobre.
Wypatrywałam za każdym zakrętem upragnionego celu, którym nie był wcale nasz nocleg, tylko imponujący most kolejowy, którym dziś prowadzi Via Vandelli. To jeszcze jedna atrakcja tej trasy.
Most wyłonił się przed nami w ostatniej chwili, kiedy już zrezygnowane patrzyłyśmy w stronę położonej wysoko osady, która to miała być naszą ostatnią gościną.
Alpi Apuane
Z Toskańskiego Notesu 29 agosto 2025, Poggio
Przecież ja ten most znam! – dotarło do mnie, kiedy byłyśmy daleko od niego. Ja tu już byłam!
Mam fotograficzną pamięć. Każdy kadr złapany moimi oczami zapisuje się nie tylko na karcie pamięci, ale też w mojej głowie. To dlatego potrafię rozpoznać w sieci moje zdjęcie.
Na widok mostu przypomniał mi się kadr sprzed kilku ładnych lat:
Patrzyłam na zarys Alp Apuańskich, który w końcu wyłonił się w pełnej krasie z chmur i mgieł i nie wiedzieć czemu przypomniał mi się początek Lolity Nabokowa… Zainspirowały mnie tamte słowa. Alpi Apuane brzmi tak miękko jak puf, jak plusz, jak pluszak, jak lala. Usta nie wydają żadnych drażniący dźwięków. Tymczasem Alpi Apuane są czymś dokładnie przeciwnym – kostropate, karkołomne, kapryśne, krnąbrne…
Jeszcze się w tym roku spotkamy.
CDN…
Dobrego dnia



Jeden komentarz
Piękne widoki i wspaniała wędrówka warta każdego stawianego kroku ;). Pozdrawiam serdecznie