W stronę Buonconvento
Wyruszyłyśmy z Ponte d’Arbia zaraz po wczesnym śniadaniu i wychodząc z miasteczka po raz pierwszy spotkałyśmy innych wędrowców. Początkowy odcinek drugiego etapu był miły i przyjemny, nawet jeśli zaraz na starcie zaczął się „podgórką”.
Droga od Ponte d’Arbia do kolejnego miasteczka jest bardzo malownicza, wije się wśród łąk i pól, pomiędzy szpalerami cyprysów, przechodzi obok kamiennych posiadłości, przemyka pod charakterystycznymi piniami…
Zatrzymałyśmy się w jednym z widokowych miejsc, gdzie bez końca falowała świeża zieleń.
– Popatrz! To pole słoneczników! Co tu się będzie działo za jakiś miesiąc!
– Dobrze byłoby tu wrócić…
– To miejsce nie jest nawet widoczne z drogi, nie ma szans, żeby je wypatrzyć z samochodu, takie skarby znajduje się tylko wtedy, kiedy wędruje się pieszo…
Refleksja na temat miejsc niewidzianych z drogi pojawiała się w naszych głowach wiele razy w czasie tej wędrówki, ale o tym napiszę jeszcze dwa słowa przy okazji „kilku instagramowych cyprysów”.
Po kilku kilometrach dotarłyśmy do bardzo uroczego miasteczka – Buonconvento. Cieszyłyśmy się, że mamy w końcu cały dzień na przyjemności i nie musimy już pędzić na łeb na szyję, żeby zdążyć przed nocą, tak jak to było w niedzielę.
Posnułyśmy się główną uliczką, złapałyśmy kilka kadrów, a potem stojąc przed miłym barem wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia…
Prosecco o 10.00 rano? Dlaczego nie!
W stronę Torrenieri
Od Buonconvento zdecydowałyśmy – za radą tubylca – iść trasą panoramiczną – takie wybory wiążą się z nadkładaniem kilometrów, ale też gwarantują jeszcze więcej wrażeń wizualnych.
Niestety po odcinku panoramicznym przyszedł znów czas na asfalt czy też wzdłuż asfaltu i to nieco nas wymęczyło, więc jak tylko droga na nowo zrobiła się sielska, zarządziłyśmy postój na „batonik ratujący życie”.
Od tamtego momentu było już tylko pięknie… Pięknie i piękniej i jeszcze piękniej, choć wydawało się to fizycznie niemożliwym.
Krajobraz po nieco księżycowych Crete Senesi zrobił się winniczny. Szłyśmy tak zwaną białą drogą mijając okazałe posiadłości wśród soczyście zielonych winnic, a z góry „patrzyło” na nas Montalcino.
Wczesnym popołudniem słońce nabrało jeszcze więcej mocy. Byłyśmy jak prawdziwi pielgrzymi białe od kurzu i pyłu, spalone słońcem i zmęczone. Droga zdawała się nie mieć końca… Krajobraz znów się zmienił, zniknęły winnice, a zamiast nich rozciągnął się zielono kwitnący dywan falujących łąk i pól.
W końcu dotarłyśmy do przedostatniego postoju – Torrenieri. Po skontrolowaniu dystansu oszacowałyśmy, że możemy sobie pozwolić na dłuższy postój, tym bardziej, że stopy Asi wołały o litość…
Drugiego dnia naszej wyprawy Asia postanowiła maszerować w sandałach, po tym jak w pierwszym dniu jej pięty ustroiły się w pęcherze. Jak się jednak wkrótce okazało, nie była to najlepsza decyzja… W tym miejscu przypomnę jeszcze raz, że odpowiednie buty i skarpetki w tak długiej wyprawie, to jest absolutnie podstawa wszystkiego. Miałam ochotę wrzucić „film grozy” w mojej relacji na IG – ku przestrodze, ale ostatecznie ograniczyłam się tylko do komentarza.
Posilone, tchnięte nową siłą, po 16.00 ruszyłyśmy dalej, do San Quirico brakowało już tylko kilka kilometrów…
San Quirico d'Orcia
Choć zakładałyśmy pierwotnie, że na miejscu będziemy wczesnym popołudniem, to jednak jak się okazało nie doceniłyśmy odległości, temperatury i wzniesień. Kiedy zrzuciłyśmy w naszym pokoju plecaki z ramion była już 18.00. Aplikacja pokazała 30 kilometrów bez kilku metrów.
Odświeżyłyśmy się, znów zestroiłyśmy w sukienki i z lekkością poszłyśmy cieszyć się miasteczkiem.
Tak nam było dobrze snuć się w zwiewnościach, z bosymi stopami, zaglądać do różnych zakamarków, zjeść talerz tagliatelle i popić zacnym winem… Ten moment też będzie już zawsze wśród moich najulubieńszych z ulubionych. Odprowadziły nas do łóżka resztki żarzącej się czerwieni zachodzącego słońca.
CDN…



5 komentarzy
Gratulacje!
Brawo dla Wędrowniczek :):):):):)
Ach, co to było za wino!!! 🍷🍷😆 Należało się ☺️
Mogę tylko sparafrazować znane powiedzenie: „zobaczyć Toskanię i umrzeć”:) Piękny teren, piękna droga i piękne, dzielne Dziewczyny!
dzielne wędrowniczki 🙂
Ach, już się nie mogę doczekać tej książki! 🙂