Biegun Północny
Jak oni się cieszyli! Jak dzieci! Jak małe dzieci! Poszli lepić tego bałwana zaraz po obiedzie. Śniegu napadało tyle, że mogli ulepić cały zastęp bałwanów i jeszcze by zostało! W jeden dzień białego puchu spadło chyba 40 cm. Czegoś takiego nie widzieliśmy od 2017 roku, pomijając już fakt, że od 3 lat śniegu nie widzieliśmy w ogóle.
Po lepieniu bałwana Mikołaj poszedł na plac, gdzie zebrało się całe jego towarzystwo i dalej harce urządzać, znów jak dzieci, jakby śnieg widzieli po raz pierwszy w życiu. Kiedy wrócił do domu, mokre na nim było wszystko.
Sypało tak, że niemal sparaliżowało całą dolinę, bo pługi nie nadążały z odgarnianiem.
Sypanie ustało dziś w nocy. Od popołudnia ma być słońce, więc mam nadzieję, że dziś lub jutro ten zimowy incydent uda mi się pięknie uwiecznić.
Przez kolejne dwa dni mamy być skuci lodem, ale od piątku wraca już normalna zima i ludzkie temperatury. Pewnie chwilę zajmie aż to wszystko się stopi, ale ja już myślę o wiosennych wodospadach, które wypełnią się wodą i będą prężyć w splendorze do mojego obiektywu. Od dawna planuję powrót nad Acquachetę…
Wczoraj śnieżyło nawet we Florencji – znajomy z historycznego orszaku podrzucał mi na dowód zdjęcia i filmy, bardzo tym faktem zdumiony – choć w mieście oczywiście ten śnieg się nie osadzał, widać było tylko spadające płatki.
Nowy rok - nowe trekkingi
Powoli, ale wielkimi krokami zbliża się termin oddania tekstu książki. Wczoraj znów byłam bardzo produktywna i nadgoniłam z pracą, że aż miło. Sama się nie mogłam nadziwić. Dodatkowo mam już zaplanowane dwa jednodniowe trekkingi w zupełnie nowych dla mnie miejscach i już się cieszę na myśl o nich… Nie tylko na myśl o trekkingach samych w sobie, ale na myśl o kolejnej, wyjątkowej podróży.
Pewnie nie uda mi się zmierzyć z całym długim szlakiem, który planowałam na luty, ale kto wie… może choć dwa lub trzy etapy…
Najbliższe dni będą bardzo intensywne. W ogóle ten rok zapowiada się intensywnie już na starcie. Przeglądam mój kalendarz i z radością dopisuję kolejne punkty – są już warsztaty, jest Mama i Świta, są florenckie spotkania, jest sesja fotograficzna, są nawet moje wakacje… Jeśli więc myślicie o pobycie w Marradi lub o spotkaniu ze mną, nie czekajcie proszę do ostatniej chwili. Potem jest mi przykro, kiedy muszę odmawiać, a tak się niestety często w tamtym roku zdarzyło.
Dziś 7 stycznia – czyli wyprowadzka na strych wszystkich bożonarodzeniowych reliktów. Śnieg niech sobie leży, już sama świadomość tego, że następną porą roku jest wiosna i że dnia przybywa jest dla mnie jak balsam na duszę!
Dobrego dnia!



6 komentarzy
Przepiękna zima :D, podzielam entuzjazm dzieci w tej kwestii. Dla mnie grudzień i styczeń mogłyby całe być białe i mroźne. Pozdrawiam serdecznie
Pięknie,u mnie też zaczęło w nocy sypać, a bałwanek to się chyba na bal karnawałowy wybiera?:)
Zima jest zimna, trzeba to odbębnić i tyle. Chociaż ja akurat taką białą zimę lubię (wiadomo: góralka), nie lubię tylko takiej zimowej zgnilizny, co to ani zima, ani jesień, ani nie wiadomo co. Pozdrawiam. Hanka
Bałwan bardzo elegancki w zielonej muszce i zielinych oczach. Kasiu powodzenia w zamierzonych celach. Na pewno się wszystko uda. 🙂
Kasiu, moja znajoma mówi że jeszcze 3 wypłaty i wiosna.
Temu bałwankowi dołożyłabym ową obiecaną kiedyś trąbkę Mikołaja i na pewno wszystko zagra 🙂