Pierwszy dzień wakacji
Najpierw roztkliwiam się nad tym jak to cudnie wreszcie po siedmiu latach nie słyszeć o 5.00 rano budzika, zwłaszcza w sobotę, a potem co robię? Zapominam ten budzik dezaktywować!
Dziś rano tradycyjnie ciszę przerwała upiorna „nieinwazyjna” muzyczka… Może ja po prostu to lubię? Może mam jakieś masochistyczne skłonności albo też drzemie we mnie podświadomy lęk, aby tylko nie przegapić momentu budzenia się dnia.
W ogóle nie było przykro, że budzik przerwał sen, nawet jeśli była o jedną noc „do tyłu”, bo czerwcowe świty nie mają sobie równych. Są kwintesencją słodyczy, zmysłowości, niewinności, nieskalane, niemal dziewicze, inspirujące.
Kiedy rankiem wszyscy śpią, ja stojąc w oknie i czekając na kawę kontempluję urodę mojej doliny. Potem wracam do łóżka i z ciepłym wiatrem wpadającym przez otwarte okno piję moją kawę, piszę, rozmyślam, planuję. Moja sypialnia wypełnia się zapachami, na które czekam cały rok.
Czerwiec to obietnica lata, czerwiec to wiele obietnic. Czerwiec jest jak cały worek marzeń albo torebka ulubionych cukierków…
Plany weekendowe
Zeszły weekend był trudnym weekendem. Nie brakowało oczywiście miłych chwil, bo ja zawsze staram się znaleźć coś pozytywnego, tak czy inaczej cały dyktowany był troską tak ogromną, że kiedy dotelepałam się do poniedziałku, byłam jak zombie. Mam więc nadzieję, że dziś i jutro uda się znaleźć wytchnienie, tym bardziej, że plany mam zacne. Będzie im przyświecać jedyna słuszna idea – hedonizm.
Po piątkowej lekcji z jedną z moich Uczennic, która jest dla mnie niezmiennie inspiracją i z którą podzielamy wiele życiowych filozofii, doszłam do wniosku, że jakimś cudem przez te lata zbudowałam w sobie odporność na wiele spraw. Znalazłam sposób na zachowanie równowagi. Im trudniejszy jest czas, tym więcej tych hedonistycznych radości trzeba sobie zapewnić. Tylko z taką równowagą można nie tylko przetrwać burzę, ale przede wszystkim przetrwać ją nie tracąc uśmiechu.
Pizza z przyjaciółkami oraz tańce do nocy, trekking jeden i może drugi, leżenie pod „muślinem” (muślin już musi zostać), obiad w miłym towarzystwie i kto wie co jeszcze, a w tym wszystkim świadomość, że są już wakacje, nawet jeśli dla mnie tylko z nazwy.
Takie chwile są jak suplementy dla duszy, jeśli w różnych okresach suplementujemy tak chętnie ciało, to tym bardziej powinnismy suplementować duszę. Przecież jeśli dusza zdrowa to i ciału od razu lepiej.
Pięknego dnia!


