Niepohamowane potrzeby
O 9.00 byliśmy już w Brisighelli. Deszcz bębnił o szyby „G” (imię czterokołowego towarzysza naszych przygód starym zwyczajem będzie jeszcze tajemnicze), ale to bębnienie zbywaliśmy śmiechem, żartując, że nic nas w domu nie zatrzyma.
Już jakiś czas temu wpadł mi w oczy instagramowy reel, który pokazywał trekking do nieznanej mi fortecy, czy też tego, co z niej zostało w dolinie rzeki Marecchia. Wydawało mi się, że tamte tereny znam na wylot, ale jak się okazało – kolejny raz w czasie ostatnich miesięcy – dużo jeszcze zostało do odkrycia, nawet tam, gdzie byłam przekonana – podniosłam już niemal każdy kamień.
Z „rokki” miał rozciągać się wspaniały widok, a dotarcie do niej było obietnicą „subtelnej” dawki adrenaliny.
I to są właśnie destynacje z serii „ulubione”. Reel wisiał sobie z zapisanych i czekał na swój moment. Ten moment nadszedł dużo wcześniej niż myślałam – tutaj odnoszę się do zmian z wczorajszego bajania.
W każdym człowieku są jakieś niepohamowane potrzeby. Dla jednego taką potrzebą w deszczowy dzień będzie kanapa i kocyk, dla innego wyjść z domu i szukać przygód na przekór wszystkiemu… I pięknie jest kiedy w potrzebach ma się wspólnika.
Pogoda sprzyja niepohamowaniu
Padało i padało i przestać za nic nie miało zamiaru. Ustaliliśmy więc, że jeśli naprawdę nie odpuści, to my sam trekking odpuścimy i przekonwertujemy się w naszych trekkingowych outfitach na parasol i miasto.
Ostatecznie ustaliliśmy: najpierw San Leo i obiad, a potem niech pogoda zdecyduje.
Pogoda musiała nas pokochać, bo przestało padać zanim w ogóle dotarliśmy do San Leo. Tak czy inaczej, postanowiliśmy podążać za obranym planem i na początek po krótkim spacerze zatrzymaliśmy się na obiad w bardzo klimatycznej osterii – nawiasem mówiąc obiad był genialny: crostini z oliwkami, truflami, prosciutto, z pecorino, z pastą z ciecierzycy oraz z najsłynniejszą włoską słoniną z Colonnaty, potem tortelli z sosem z karczochów i oliwek i baranina.
Kiedy po obiedzie opuściliśmy miły przybytek, na niebie panował już jaskrawy lazur. Nagroda za brawurę, za niesiedzenie w domu, za uśmiech, za niepohamowanie…
Popatrzyliśmy się na siebie porozumiewawczo:
– To co? Rocca?
Szybkim marszem wróciliśmy do G. i zaraz mknęliśmy serpentyną zakrętów do naszego wyczekanego celu.
CDN…
A tymczasem mój własny reel z tego wyjątkowego dnia.
Dobrego nowego tygodnia!


