Odporność
Przez prawie 14 lat bycia w blogosferze i upubliczniania części swojego życia nauczyłam się już odporności na hejt czy też na „zwykłe nieżyczliwe komentarze”. Na szczęście nie ma ich aż tak dużo, ale jednak od czasu do czasu… W takich sytuacjach kasuję, nie komentuję, choć niezmiennie zadziwia mnie ludzka złośliwość, podłość, a jeszcze bardziej zadziwia mnie coś innego…
Ze strzępków informacji, które ludzie wyczytają – a czytanie ze zrozumieniem to swoją drogą jest temat na osobny wpis – wystawiają „diagnozę” mojego życia, charakteru, postępowania. Ludzie wiedzą co myślę, co robię czy co zrobiłam. Och wszystko wiedzą: co i jak i gdzie i dlaczego i oczywiście pełnym naganym tonem muszą się czasem tym ze mną podzielić. Powinnam przecież wiedzieć jaka jestem podła i jak powinnam żyć.
Dużo się ostatnio mówi o hejcie – w końcu! – i tylko dlatego tym razem postanowiłam jeden komentarz – którego, wybaczcie, nie upublicznię – skomentować w dłuższych słowach.
Ja wiem, że żyjemy w kulturze „shortów”, po łebkach, po tytułach, kilka sekund i już wiemy wszystko – a przynajmniej tak nam się wydaje. Dlatego proszę, jeśli ktoś już koniecznie musi się tak analitycznie o moim życiu wypowiedzieć, to niech zada sobie chociaż odrobinę trudu i doczyta to, co mu umknęło. Ja wiem – przebijać się teraz przez 14 lat codziennego pisania, to gorzej niż „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta albo jak oglądanie „Mody na sukces” od pierwszego odcinka, ale jeśli się chcemy wypowiedzieć, to może jednak warto to i owo doczytać?
Na przykład:
Nie wywiozłam dzieci z Polski, nie zabrałam ich od nikogo. Przypominam, że wyjechaliśmy całą rodziną i pozostanie w Italii było też ich marzeniem. Natomiast już zostanie tu samotną matką NIE BYŁO moim wyborem, choć dziś z perspektywy czasu przyznaję, że koniec końców dobrze mi zrobiło.
Kolejna kwestia, która uderzyła mnie najbardziej: strach, czy też brak spokoju… – ktoś nie dowierza, że ja naprawdę nie czułam się spokojna w ostatnich latach. I myślę sobie, że jeśli ktoś nie dowierza, to może dobrze, bo to znaczy, że życie go nie poturbowało i nie umie nawet wejść w czyjeś buty.
O strachu zatem więcej niż dwa słowa…
Strach
O strachu w ostatnich latach pisałam wielokrotnie i próbowałam go przepędzić. Przy różnych okazjach i sobie i wszystkim życzyłam: żebyśmy się nie bali! Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, bo ten strach czasem ciągnie się za nami przez całe życie.
W ostatnich tygodniach, kiedy zasmakowałam po raz pierwszy chyba od 40 lat spokoju – takiego totalnego spokoju, spokoju prawdziwego i jednocześnie poczucia bezpieczeństwa (tu niedowierzanie mojej Czytelniczki) – uderzyło mnie to, że ja w sumie przez całe życie się bałam.
Bałam się odkąd skończyłam dziesięć lat. Najpierw bałam się, że jak już Tata umarł, to może umrzeć też Mama i co wtedy z nami będzie? Zabiorą nas do Domu Dziecka? Rozdzielą? Kiedy pewnego dnia poszliśmy z Mamą po odbiór jej badań – w tamtym czasie nie czuła się dobrze (trudno było się czuć dobrze po takich przejściach!) – to do dziś pamiętam panią z okienka, która wręczając te wyniki powiedziała do nas: tylko nie denerwujcie mamy, bo coś jej się stanie, mama nie czuje się dobrze. Szach mat. Dla dziecka, które właśnie straciło rodzica, to nie jak dolanie oliwy do ognia strachu, to jak podpalenie całej platformy wiertniczej strachu.
To był mój pierwszy gigantyczny strach.
Potem był strach, że coś nam zrobią nasi sąsiedzi – ci wstrętni menele w obrzydliwej grochowskiej kamienicy, w której przyszło nam mieszkać – skończyło się tylko na tym, że nas okradli.
Potem był strach o wszystko o brak pieniędzy, o brak ciepła (takiego z grzejników).
Po drodze było mnóstwo innych strachów mniej spektakularnych. Potem wyszłam pierwszy raz za mąż i jednocześnie po raz pierwszy zasmakowałam zupełnie innego rodzaju strachu, który miał ze mną pozostać przez długie lata.
Kolejny wielki strach przyszedł, kiedy zostałam z dziećmi sama w Biforco i codziennie zasypiałam z myślą: „żebym tylko dała radę i żeby nic mi się nie stało… Jeśli coś mi się stanie, to co będzie z nimi???”
Dorośli i na szczęście już mnie nie potrzebują, przynajmniej nie aż tak, jak wtedy, gdy byli mali. Ja jakoś dałam radę.
Ale w dorosłym życiu dzieci przyszedł też strach o Lucy – co z nią będzie, czy nikt jej nie skrzywdzi, czy będzie szczęśliwa, czy ja jako matka udźwignę tę misję…? Wielki strach.
Jeszcze jeden strach – cztery lata temu stanęłam oko w oko ze strachem o siebie samą, kiedy odebrałam ze szpitala druzgocącą diagnozę. Na strachu się skończyło. Kropka.
O innym strachu – tym największym ostatnich lat – nie chcę tu pisać z szacunku do niektórych osób i z poszanowania ich prywatności. Tak czy inaczej jest to strach, który trudno opisać słowami, który odbiera sen, spłyca oddech, wywołuje napady migreny…
Ten strach teraz właśnie zniknął. Nie wiem co będzie jutro, za tydzień, za rok. Ostatnie miesiące pokazały, że życie potrafi stanąć na głowie – tym razem stanęło na głowie w pozytywnym znaczeniu tego słowa, ale co będzie dalej, tego nie wie nikt. Dziś jednak chcę się cieszyć tym niezwykłym spokojem, bo to jest coś, na co czekałam niemal całe życie, a może wręcz nie miałam pojęcia o jego istnieniu, a więc nie miałam też nadziei, żeby czegoś podobnego doświadczyć.
Oczywiście dalej się martwię milionem spraw, ale zwykłe martwienie, nijak się ma do STRACHU.
Wracając więc do komentarza… Są osoby, które sieją w nas strach samą obecnością i są też takie, które – jak ostatnio napisałam – zdają się być bezpiecznym portem, po latach sztormu. Czy rzeczywiście tak trudno w to uwierzyć?
Proponuję wziąć głębszy oddech i podarować sobie chwilę refleksji, zanim napisze się coś, co nijak ma się do rzeczywistości i co drugiej osobie może zrobić – tak po ludzku – przykrość.
Dobrego dnia!
Ps. Zdjęcia z ostatnich dwóch dni – zdaje się, że coraz śmielej zakrada się do nas wiosna.



32 komentarze
Strach towarzyszy każdemu. Tym co bezrefleksyjnie komentują jeszcze bardziej. Kpią, wyszydzają… To ich strach i brak poczucia własnej wartości. Tobie Kasiu bezpieczeństwa przede wszystkim❤️
Dziękuję <3 I tak, to prawda, ci którzy hej tują mają na pewno ogromne problemy sami ze sobą.
Kasiu:)
I tego poczucia bezpieczeństwa, życzę Ci na długie dni, miesiące, lata.
Miękkiej poduszki do snu.
Budzenia się wyspanej i spokojnej.
Gotowej do kolejnych wypraw, zdjęć.
Poczucia szczęścia małego i dużego.
Kasiu, dobrze że napisałaś te mądre słowa, trzeba niestety przypominać ludziom i cały czas uczyć życzliwości i nieoceniania innych. Mam nadzieję że po przeczytaniu Twojego tekstu Pani Cię przeprosi albo chociaż nastepnym razem zastanowi się dwa razy. Pozdrawiam Cię i wyslij do nas trochę tej Wiosny☀️❤️
Wiosna mam nadzieję, że już do Was idzie. Pani chyba zablokowała swojego maila – lub też mail był stworzony na potrzeby napisania komentarza. Tak czy inaczej staram się tylko otworzyć niektórym oczy. Baci!
Bardzo piękne życzenia, dziękuję. <3
Nigdy nie zrozumiem jak można oceniać cudze życie na podstawie wyrywków codzienności a już w ogóle jak można oceniać nie znając całej historii. To, że dzielisz się z nami swoim życiem nie daje nikomu prawa do jego oceniania. Dobrze, że masz przy swoim boku kochających i kochanych ludzi a wśród wiernych czytelników słowne wsparcie online. Tego spokoju, który zapanował w domu z kamienia życzę jak najwięcej. Pozdrawiam serdecznie
Bardzo dziękuję <3
Kasiu przykro mi za tych wszystkich hejterów. Czasami mi wstyd, że jestem człowiekiem. Dziękuję za ten wpis. A to „zielone” zdjęcie mojego ulubionego zakątka w Twojej okolicy jest śliczne:)
Uściski serdeczne!
Kasiu, stworzyłaś fantastyczną przestrzeń w internecie, codziennie od lat podarowujesz kawałek włoskiego życia, podziwiam Cię, walczyłaś o swoje marzenia i spełniły się a strach Matki o dzieci, zawsze będzie naszym nieodłącznym strachem. Pozdrawiam serdecznie.
Dziękuję <3
Kasiu , byc moze pod Twoim wpisem – z małymi roznicami w zyciorysie- mogłaby sie podpisac „co ktoraś ” kobieta…
Kazda historia w naszym zyciu zostawia po sobie slad i do konca nie wiemy kiedy i jak ona wróci . Bo jestesmy ludzmi ,a nie kamieniami , składamy sie z emocji..
Tylko ze jedni maja lub uzyskuja świadomosc swoich emocji i o nich mówia ,a inni albo nie potrafia albo nie chca tych emocji znać i wtedy przechodzi to w złą energie frustracji,
próbę dowartościowania siebie kosztem innych .
Hejt jest zły.
Trzeba mówic nie !
Jesli wchodzimy do czyjegoś domu- nomen omen- to nie przemeblowujemy mu salonu czy nie zmieniamy kolory ścian ,bo nam sie tak nie podoba !!
Niestety altruizm jest w dzisiejszych czasach rzadkością – nikt nie mysli ,a co by było jakby mi ktos tak napisał , jak bym sie czuł/czuła jakby ktoś mi tak powiedział…??
Forza Kasia – non sei sola 😀
Grazie <3
Kasiu! Dziękuję że jesteś. Dziękuję za to że dzielisz się z nami swoimi radościami i smutkami przez tyle lat. Dziękuję za Twoje szczęście ,które chyba wreszcie Cię odnalazło. Złych, sfrustrowanych ludzi odseparuj całkowicie od siebie. Złe komentarze kasuj bez czytania. Wszystkiego dobrego!!!
Pięknie dziękuję <3
Wszystko co bym chciała powiedziec , zostało napisane wyżej , w komentarzach . Ja tylko chce Cię najmocniej przytulić bo to ,że Cię kochamy , to juz wiesz . M i J
Uściski dla Was kochani <3
Hejt w sieci powinien być zakazany. Cieszę sie bardzo, że znalazłaś drugą połówkę. Zasłużyłaś na to, jak mało kto. Jesteś przykładem najlepszej matki. Trzymaj się Kasiu.
Wzruszam się czytając takie słowa. Dziękuję <3
Droga Pani Kasiu! Dawno temu pewna dojrzała kobieta po traumatycznych przejściach powiedziała mi: „Nigdy nikomu o sobie nie opowiadaj, nie mów z kim się spotykasz, że jest ci dobrze, że jesteś szczęśliwa, bo cię znienawidzą. Nikt nie dostrzega moich życiowych dramatów, za to wszyscy komentują, że mam nowe buty.” To było 35 lat temu, a ja właśnie wkraczałam w dorosłe życie i wzięłam sobie te słowa do serca. Nie było wtedy telefonów komórkowych, Internetu i social mediów, ale była już zawiść, złośliwość, głupia zazdrość – prymitywne uczucia stare jak świat. Dzisiaj nazywamy je hejtem, który leje się wiadrami bez ograniczeń z social mediów, gdy tylko ktoś za bardzo odkryje swoje wnętrze. Jest to bardzo przykre i jest mi tym bardziej smutno, że musi Pani tego doświadczać zamiast cieszyć się każdym dniem, kwiatkiem, promieniem słońca, uśmiechem bliskich i życzliwych osób. Proszę sobie jednak wtedy pomyśleć, jak nieszczęśliwymi, nędznymi istotami są ci sfrustrowani zawistnicy. Wiem, że to marna pociecha, ale może chociaż jakieś wytłumaczenie tej ludzkiej, wszechobecnej ohydy. Nie śledzę Pani bloga od zawsze i zawsze, ale z informacji, które wyłapuję uważam, że jest Pani bardzo wrażliwą kobietą, która samodzielnie realizuje swoje marzenia, a do tego potrzeba ogromnej odwagi. Proszę z tego nie rezygnować dlatego, że ktoś inny jest po prostu prymitywny i nie ma nic mądrego do powiedzenia. Trzymam kciuki za Pani sukcesy, plany i pozdrawiam Sąsiadkę-Toskankę! 🙂
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie <3
Ja jednak chcę o szczęściu mówić - bez strachu, że ktoś będzie mi źle życzył. Szczęście nie powinno być tematem tabu, a chyba jednak trochę nim jest.
Ostatnie zdanie „Desideraty” glosi:
„Badz pogodny i uwazny, staraj sie byc szczesliwy”.
Niczego innego na swoim blogu nie pokazujesz.
” Prawde swoja glos spokojnie i jasno, sluchaj tez tego co mowia inni, nawet glupcy i ignoranci, oni tez maja swoja opowiesc”
Tak konsekwentnie robisz.
Nikt nie ma prawa mowic Ci jak masz zyc i co dla Ciebie jest sluszne, a Ty nie masz zadnego obowiazku sie ze swego zycia tlumaczyc.
Wiec porzuc Zlote Mysli Zyczliwych( i oceny piszesz? – czasu szkoda by to komentowac ) i rob nastepny krok w swoja strone, on z pewnoscia bedzie dla Ciebie najlepszy. Niejednokrotnie to pokazalas.
Szkoda energii na szarosc, lepiej przyjrzec sie wiosnie. Pozdrawiam Kasiu.
Pięknie napisane, dziękuję <3
Niezmiennie, jak bumerang, przypominam sobie awanturę o Twoje nadmorskie topless. Nic dodać, nic ująć! Moim zdaniem to nie hejt jest najgorszym sposobem komunikowania się w internecie. Najgorsze są rady i opinie osób „jawiemnajlepiejidlategosięwypowiem”. To jest obrzydliwe! Pozdrawiam Kasiu i bądź po prostu, najzwyczajniej w świecie, szczęśliwa. A jak się komuś nie podoba i musi, bo inaczej się udusi, mówimy: istniej wybór nie obserwowania, a nawet blokowania treści, z którymi nie jest po drodze. Krótko: tam są drzwi! Pozdrawiam. Hanka
Dziękuję <3 Tak święta racja...
Inni już się rozpisali więc nie będę się powtarzać 😊
Serdeczności ❤️❤️❤️❤️❤️
<3
Jest Pani bardzo dzielna, mało kto odważy się realizować swoje marzenia, ci co nie potrafią próbują ściągnąć Panią w dół. Serdecznie pozdrawiam MS
Dziękuję <3
Jest Pani CUDNA ! Złośliwi zawsze się znajdą , niech Pani robi swoje , złośliwości ignoruje i będzie szczęśliwa .
<3