"Królicki"
– Widziała „królicki”? – pyta przy kolacji Mikołaj, który w ciągu dnia zapchał mi whatsapp zdjcięciami puchatych maluchów.
– Widziała. Śliczne. Pracowałeś dziś przy króliczkach?
– Nie, to po pracy, one są taty Cateriny – odpowiada i zaraz z maślanym spojrzeniem dodaje – wezmą „królicka” do domu.
– Ty chyba żartujesz.
– Nie śmierdzi jak kaczka. Jego kupa w ogóle nie śmierdzi i się łatwo sprząta.
– To rzeczywiście jest przekonujący argument.
– Pamięta kupy kaczki? Śmierdzące, rozciapane i zielone.
– Pewnie, że pamiętam! Utrapienie…
– A kupa „królicka” nie śmierdzi.
– Ale siki śmierdzą.
– Ale królicki się nie drą! – Mikołaj przedstawia kolejny argument. Pamięta jak się kaczka darła.
– Nie chciała być sama.
– No właśnie, a króliczek nie zawraca głowy, jest tylko puchaty i hopsia*.
– Są słodkie, ale nie wezmę żadnego „królicka”!
– Mama nie ma serca.
– Mam serce i mam też ważniejsze teraz sprawy na głowie niż niańczenie „królicków”.
Mikołaj chyba zawsze będzie „Mikołajem” – kto zna Mikołaja ten wie, co mam na myśli. I dobrze! Niech będzie taki zawsze!
*W Domu z Kamienia nie mówi się SPAĆ tylko HOPSIAĆ. Słowo pochodzi od onomatopei „hoopsi hooopsi…”
Termiczna bielizna czy strój kąpielowy
– Wiesz co, ja myślę, że tym razem bielizna termiczna nam się nie przyda – komentuję patrząc enty raz na okienko pogodowe. Ma być około 17 stopni i samo słońce.
– To zamiast termiki, bierzemy kostiumy kąpielowe!
– Ty się śmiejesz, ale pierwsze opalanie i piknik na plaży to myślę, że jak najbardziej. Dorzućmy na wszelki wypadek koszulki z krótkim rękawkiem.
„G” ma już zamontowane „łóżko”, czy też panel, który ma być łóżkiem. Salon w Domu z Kamienia zawalony jest gadżetami – dwa pudełka spakowane – przy czym jedno przygotowane na stałe – taki powiedzmy „G-KIT”.
W G-KIT są między innymi: maszynka do kawy, kawa, filiżanki, sztućce, oliwa, sól, kubeczki, podręczna apteczka, kosmetyczka z tym, co potrzebne, mini ręczniki, ręcznik papierowy, mokre chusteczki, zapas baterii, poza tym mamy lampki – dla nastroju, duży power bank, materac, dużo poduszek i taką adrenalinę i podekscytowanie, że nie wiem jak my wysiedzimy przy swoich zajęciach do jutra do południa…
Przed nami weekend na który czekamy od prawie dwóch miesięcy i pierwsze testowanie „G” ze spaniem w środku. Nie mamy zielonego pojęcia jak to będzie – zimno? ciepło? wygodnie? twardo? jak w raju?
Na niedzielę mamy zaplanowany ostatni trekking do mojej książki. W następnym tygodniu będę już musiała postawić ostatnią kropkę. O tym, gdzie tym razem ruszamy, będę bajać jak zawsze od poniedziałku, a na razie jeszcze kierunek naszej eskapady pozostanie owiany tajemnicą. Uprzedzę też z góry, że z przyczyn oczywistych – w niedzielę nie ukaże się codzienny wpis. Mam jednak nadzieję, że uda mi się zrekompensować brak niedzielnej lektury opowieściami i kadrami w przyszłym tygodniu.
Nim ruszę dziś do lekcji chciałam Wam podziękować z serca za wszystkie wczorajsze komentarze i dobre słowa. To dla mnie ważne. DZIĘKUJĘ <3
Pięknego weekendu.



9 komentarzy
Jupiii !!! Ale to będzie wyprawa aż głowa mała 🥳😄 Już nie się mogę doczekać Twoich opowieści 😍 Uważajcie na niedźwiedzie 🤣🤣🤣🤪
Tam to raczej na jeżozwierze:) Baciiii!!!
A kiedy nocleg na Campo Imperatore?
Dopiero w czerwcu – teraz byśmy raczej zamarzli:)
Kasia my od zawsze na to czekaliśmy. Na te 2 pary dżinsów, nóg, Hok.
Wierzyliśmy, że się ukarzą. I jest! Jak to Ty mówisz: szach, mat:
Greta dziękuję. Nawet nie wiesz jaką mi zrobiłaś przyjemność tym komentarzem <3
Zapowiada się nieeeźle!
I mam nadzieję, że tak będzie:)
Jak jest maszynka do kawy to jest wszystko można jechać 🙂