Dzień w gronie Przyjaciół
Ileż to się zmieniło przez lata… Jak to dziwnie teraz, kiedy w czasie wojażowania do Gratka pakuje się młodzież, a my „starzy” jedziemy drugim autem. Dzieci nam się ewidentnie zestarzały, ale na siebie patrzymy bezkrytycznie, jakbyśmy dalej byli tymi prawie trzydziestolatkami, których bobasy raczkują pod stołem, kiedy urządzamy sobie sąsiedzkie nasiadówki.
Na to nasze wojażowanie wymyśliłam w tym roku Casentino – część Toskanii zdecydowanie mniej znana turystom i co za tym idzie, mniej zadeptana.
W czwartkowy ranek przejechaliśmy przez Passo della Peschiera, potem przez Muraglione, przez Londę, musnęliśmy Falteronę i dotarliśmy do Stia – miasteczka znanego przede wszystkim z nagrywanych tu scen do jednej z najsłynniejszych włoskich komedii – Il Ciclone.
Rzecz jasna nie dla samego filmu warto tu wstąpić – szczerze mówiąc jedyną pamiątką po filmie jest tylko bar o tej samej nazwie, ale z wielu innych powodów.
Stia
Stia jest niewielkim miasteczkiem ukrytym nieco w otoczeniu zielonych wzgórz. Najbardziej ikonicznym miejscem jest w nim oczywiście plac, który Włosi znają ze wspomnianego już filmu. Tak o nim pisałam prawie 10 lat temu:
Della Robbia
– Wszędzie della Robbia – powiedział Mikołaj wychodząc z kościoła.
– Rzeczywiście! Maiolik w ogóle nie pamiętałam z poprzedniego razu.
Pierwszą była ta w oratorio Madonna del Ponte. Madonna na tronie ze świętymi Sebastianem i Rochem nie jest jednak dziełem jednego ze słynnych Della Robbia, ale ich największego rywala – Santi Buglioni.
Dzieło samego Andrea Della Robbia znajdziemy natomiast w głównej pieve przy opisanym wcześniej placu. Madonna con Bambino to dzieło z końca XV wieku. Doczytałam też, że w całym Casentino znajdziemy inne „terracotte robbiane” – między innymi w Poppi, La Verna i Bibbiena oraz w wielu mniej znanych miasteczkach.
Spacer po Stia udał nam się przednio. Na koniec zaopatrzyliśmy się w lokalnych sklepach i ruszyliśmy w stronę jednego z moich ulubionych toskańskich miejsc – na Pratomagno.
Cdn…
Pięknego dnia!



Jeden komentarz
Ten region jest bardzo bogaty w „robbiate”, La Verne warto odwiedzić, wspaniałe miejsce. Na pewno więcej tu ducha św. Franciszka niż w Asyżu. Poppi i Bibiena również warte grzechu, dawno tam byłam, chyba wybiorę się w tym roku :-))
Serdeczności
Iwona