Pratomagno ma focha
Zanim wyruszyliśmy z miasteczka Stia, wstąpiliśmy do lokalnego sklepu mięsno wędliniarskiego, potem do warzywniaka i na koniec do marketu, żeby zaopatrzyć się w smakołyki na piknik. Drugim etapem naszej wycieczki było Pratomagno, gdzie najpierw mieliśmy się posilić, a potem ruszyć na spacer w zachwycających okolicznościach przyrody.
Piknik udał nam się przednio. Choć była to wigilia Ferragosto i aut na parkingu i poza nim było sporo, to już na terenie piknikowym nikt sobie w drogę nie wchodził. Bez problemu znaleźliśmy wolny stół, zjedliśmy trippę, finocchionę, pecorino, pomidory, owoce, popiliśmy przezacnym winem i zakończyliśmy kawą. Zebraliśmy nasze fanty do aut, zmieniliśmy buty i ledwie przeszliśmy 100 metrów niebo rozłupał grzmot nadchodzącej burzy.
Grzmot rozdzierający, jakby wyrwany z samych trzewi, zatrzymał nas w pół kroku. Niebo nie zapowiadało, żadnych kataklizmów, lekko się tylko przydymiło i zasnuło. Jednak chwilę później znów rozległ się złowrogi pomruk i od strony La Verny zaczęły przesuwać się chmury idące całą ścianą deszczu.
Nie pierwszy raz Pratomagno dało prztyczka w nos! Ja sama zawitałam na „Wielką Łąkę” dopiero za trzecim podejściem. Teraz nasi Przyjaciele też musieli obejść się smakiem.
Na szczęście po tym jak miło przyjęła nas Stia, jak uraczone jej smakami zostały nasze podniebienia, nikt nie stracił dobrego humoru, tym bardziej, że czekało na nas przecież Poppi.
Poppi i bitwa pod Campaldino
Do Poppi zawitaliśmy po raz pierwszy wiosną 2016 roku! Tak o tym wtedy pisałam: https://domzkamienia.blogspot.com/2016/05/zamek-w-poppi.html
Potem wróciliśmy tam jeszcze raz, a może nawet dwa razy. Zamek był jednym z tych, który zapisał nam się w pamięci jako szczególnie interesujący, więc w miniony czwartek ponownie przestąpiliśmy jego średniowieczne progi i odświeżyć sobie pamięć, z której jak się okazało całkiem sporo uleciało.
Początki Castello dei Conti Guidi sięgają końca XII wieku, dziś jest to najważniejszy zamek całego Casentino.
W jednej z sal znajduje się ogromna makieta przedstawiająca jedną z ważniejszych toskańskich bitew.
11 czerwca 1289 roku pod Campaldino starli się Ghibellini z Arezzo z florenckimi Guelfi. Wśród wojowników znalazł się młody Dante, walczący jako Guelfo Bianco.
Do dziś Battaglia di Campaldino uważana jest za modelową średniowieczną bitwę.
il Ciclone, czyli w tornadzie zabawy
Zwiedziliśmy razem zamek, a potem rozdzieliliśmy się już rodzinnie i naszym Gratkiem ruszyliśmy w stronę Marradi, gdzie wieczorem czekała kolejna festa. Nasi przyjaciele natomiast odkrywali uroki Poppi, które tak jak Stia, było miejscem, w którym nagrane zostały sceny do wspomnianego już Il Ciclone.
Il Ciclone jest chyba najbardziej toskańskim z toskańskich filmów, nijak się ma do amerykańskiego „Pod słońcem…” To właśnie Il Ciclone ze swoim humorem podszytym arogancją, z gwarą, okraszony bajkowymi, ale jednocześnie swojskimi widokami jest wiernym obrazkiem tego regionu.
Niestety jest to kino dla znających język włoski – a nawet – dla DOBRZE znających język włoski.
Wycieczka, mimo niedoszłego do skutku Pratomagno udała nam się przednio, a wieczorem rozkręciło się kolejne imprezowe tornado – moje własne il ciclone, które wirowało do 3.00 rano.
To wirowanie nadal trwa – dziś w nocy wirowała Noc Czarownic, ale to będzie już opowieść na jutro!
Pięknej niedzieli!


