Mail od wydawnictwa
Pamiętam dokładnie tamten moment, kiedy dostałam pierwszego maila od wydawnictwa z propozycją publikacji mojej książki. Wydawało mi się to tak nieprawdopodobne, że początkowo przyjęłam to jako żart, tym bardziej, że już kiedyś ktoś sobie w ten sposób ze mnie zadrwił… Ten ktoś zadał sobie nawet trochę trudu, bo założył adres mailowy znanego i cenionego w literackim świecie wydawnictwa, a wszystko zapewne po to, żeby żart był jeszcze bardziej dla mnie bolesny.
Tak czy inaczej wczesną wiosną, a może było to jeszcze z końcem zimy 2021 roku dostałam propozycję, żeby moje Sekrety Florencji wydać na papierze. Ponieważ jest w nas zawsze ten idiotyczny lęk, że jeśli podzielimy się czymś radosnym ze światem, to zapeszymy i wszystko szlag trafi, więc i ja mój – nomen omen – sekret trzymałam w tajemnicy niemal do ostatniej chwili.
Byłam tak podekscytowana, tak rozemocjonowana, przejęta, wzruszona, ale też zarazem stremowana i przestraszona, że słów brak! Oto po latach dreptania, pukania do różnych drzwi, doskonalenia własnego warsztatu, po licznych porażkach w końcu realizowało się moje dziecięce marzenie.
Książka miała premierę w sierpniu i całe tamto lato krążyło wokół tego. Pierwszy wywiad, pierwszy autograf…
Pisanie jest niezmiennie tym, co – obok chodzenia – daje mi najwięcej radości.
Czerwiec 2021 i dziś
W pierwszych dniach czerwca 2021 biegałam jak wariatka, polując na brakujące kadry, wyszukując jeszcze więcej ciekawostek. Dreptałam, notowałam, zadzierałam głowę, wytrzeszczałam oczy, chłonęłam, cała byłam moim pisaniem. I wszystko to wydaje mi się jakby wczoraj, tymczasem mijają właście cztery lata od tamtych chwil i w międzyczasie na półkach w księgarniach stanęły moje dwie kolejne książki, a czwarta się pisze, czy też powinnam raczej powiedzieć – „chodzi”, bo tę książkę to ja muszę najpierw w dosłownym znaczeniu tego słowa wychodzić, a potem dopiero napisać. Idealne połączenie moich dwóch największych pasji!
To wspomnienie literackiego debiutu jest jeszcze jednym powodem do ukochania czerwca.
We Florencji rozszedł się już zapach lip. Było to pierwsze, co poczułam wczoraj, kiedy wysiadłam z auta. Czuć go było nawet na parkingu, nawet jeśli w pobliżu nie widać było choćby jednego lipowego drzewa.
Dzień florencki udał nam się koncertowo, Goście dzielnie maszerowali, jeszcze dzielniej słuchali bajania i przede wszystkim ku mojej radości szczerze zachwycali się Ukochaną. Kiedy ktoś podziela moje zachwyty, to jest dla mnie wielka radość i satysfakcja.
Były crostini w ulubionej fiaschetterii, było przedwieczorne słońce na fasadzie Duomo, był na koniec nawet krótki przystanek w Scarperii i kiedy dokładnie po 12 godzinach wróciłam do Biforco, byłam wprawdzie lekko zmęczona, ale przede wszystkim uradowana, bo miałam wrażenie, że w tym całym wspaniałym dniu udało nam się jeszcze więcej niż planowaliśmy.
Za chwilę
Za chwilę lipy zakwitną też w Marradi, za chwilę zaczną się wakacje, a ja – mam nadzieję – będę się cieszyć wszystkim tym, o czym pisałam wczoraj.
Otworzyłam wczoraj spis moich planów, postanowień i marzeń na ten rok. Dużo jeszcze nie udało mi się zrobić, ale powód tego jest niestety najprzyziemniejszy z przyziemnych, natomiast uśmiechnęłam się szczerze do tego, co kilka miesięcy temu było tylko „planem” a dziś jest pięknym wspomnieniem.
Dobrego dnia!



2 komentarze
Gratulacje z okazji rocznicy spełnienia marzenia 😍 i powodzenia w nowym rozdziale życia dla Mikołaja i dla Ciebie. A czerwiec niech nam się dobrze rozwija i niech trawa jak ja dłużej 😘
Dziękuję <3