27 lipca, 2026

Roztańczony i smaczny ostatni weekend lipca

Kiedy na zmęczonych nogach tarabaniliśmy się pod górę na parking, myślałam sobie znów: jakie to niezwykłe mieszkać w miejscu, w którym pozornie mogłoby się wydawać "psy nie powiem czym szczekają" lub bardziej poetycko "Gdzie diabeł, to znaczy Dante mówi dobranoc", ale jednak dzieje się tyle, że nawet gdyby się nie wiem jak chciało, to nie sposób we wszystkim wziąć udział, wszędzie być i wszystkiego posmakować. 

Co znajdziesz w tym artykule?

San Martino i pułapka nad rzeką

Sagra dzika w San Martino in Grattara, które należy już do sąsiadującej z nami Emilii Romagnii, trwa przez dwa weekendy – zawsze na przełomie lipca i sierpnia. Ponieważ w tym roku drugi weekend nas ominie, więc z pierwszego postanowiliśmy skorzystać na całego. W piątek – jak już wspomniałam -ucztowaliśmy w lokalnej restauracji na tematycznej kolacji zajadając ryby i owoce morza, więc do San Martino dotarliśmy późnym wieczorem na digestivo i pląsy.Przy okazji chciałabym wytłumaczyć, że Włosi najczęściej pod pojęciem pesce (ryba) – rozumieją wszystko to, co żyje w wodzie. To znaczy bardzo rzadko używają określenia frutti di mare – czy to łosoś, czy pstrąg, czy ostryga czy krewetka – po prostu pesce

A zatem kiedy już zjedliśmy doskonałe pesce w La Colombaia, dokończyliśmy wieczór na boisku sportowym w San Martino pląsając na murawie przy hitach włoskich dyskotek. 

W sobotę natomiast już z góry założyliśmy, że kolację jemy na sagrze, a na pląsy jedziemy w inne mile miejsce.

Dzik był jak zawsze doskonały. Myślę, że to właśnie sagra w San Martino jest najlepszym świętem dzika na jakim dane było mi ucztować. Można spróbować ręcznie robionego makaronu z ragu’ z dzika – tagliatelle, tortelli, cappelletti, poza tym dzika duszonego podawanego z polentą czy też innych przysmaków między innymi z grila, ale nie tylko.  

Organizacja festy jest na medal i mimo gigantycznej kolejki, zasiedliśmy do stołu po niespełna pół godzinie czekania. 

Atmosfera na takiej sagrze to jest w ogóle coś, co powinno być objęte patronatem UNSECO, coś czego choć raz w życiu ten, kto kocha być we Włoszech powinien doświadczyć. 

Dom z Kamienia, włoska kuchnia, co zjeść, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, włoska kuchnia, co zjeść, blog Kasi Nowackiej

Pląsy jeszcze raz

Po uczcie i wielu miłych pogawędkach postanowiliśmy przenieść się do innego zakątka naszej doliny. Nad rzeką Campigno w sezonowej pizzerii rozweselał wieczór ten sam DJ, który dzień wcześniej stał za konsolą w San Martino…

Kiedy wróciliśmy do domu, było już bardzo późno, a może należałoby powiedzieć – „wcześnie”… Tak wytańczona nie byłam od zeszłego lata – wytańczona i szczęśliwa, bo tym razem to tańczenie, było takim, o jakim w zeszłym roku nawet nie śmiałam marzyć. 

Kiedy na zmęczonych nogach tarabaniliśmy się pod górę na parking, myślałam sobie znów: jakie to niezwykłe mieszkać w miejscu, w którym pozornie mogłoby się wydawać „psy nie powiem czym szczekają” lub bardziej poetycko „Gdzie diabeł, to znaczy Dante mówi dobranoc”, ale jednak dzieje się tyle, że nawet gdyby się nie wiem jak chciało, to nie sposób we wszystkim wziąć udział, wszędzie być i wszystkiego posmakować. 

– A ty gdzie byłeś? – zapytałam Mikołaja zdając mu relację z naszego wieczoru. 

– Najpierw byliśmy na boksie, ale było bardzo mało ludzi… 

Właśnie! W miniony weekend na marradyjskim placu, poza tym co wyżej opisane, odbywały się również potyczki bokserskie. Jednak jak widać było na załączonym obrazku, ta impreza musiała być z góry skazana na porażkę – nie da się konkurować z dzikiem w San Martino i z DJ Rizzo w Mulino della trappola. 

Po tych szaleństwach nastała niedziela, którą o świcie targnęła burza z efektami specjalnymi godnymi Oskara, ale po burzy – jak mówi powiedzenie – przychodzi spokój i tak też reszta dnia minęła spokojnie i leniwie.

– Czy wiesz, że to nasz pierwszy w historii domowy niedzielny obiad? 

– Davvero… (rzeczywiście…)

Z reszty szalotki, która nie została upchnięta w słoiki przygotowaliśmy ragu’. Było doskonałe. Z pasją zaczęłam nawet fotografować przygotowania, żeby wreszcie odświeżyć wirtualną „kuchnię”, ale niestety po kilku kadrach okazało się, że Nikon po ostatnich działaniach nie został naładowany…  

Statyczny niedzielny, spokój rwał do późnego popołudnia, a potem znów zaczęło nas nosić… O tym jednak już jutro, a na koniec „pytanie za milion”: gdzie zjedliśmy niedzielną kolację?

Pięknego nowego tygodnia!

TRADYCYJNA ROLKA.

Dom z Kamienia, włoska kuchnia, co zjeść, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, włoska kuchnia, co zjeść, blog Kasi Nowackiej

4 komentarze

  1. Kasiu, uwielbiam Twoje zagadki😍. Tym razem pewnie bedzie „skucha” ale typuje agroturystyke, gdzie pracuje Mikolaj. Pozdrowka

    • Małgosiu a ja dziękuję, że chcesz się w te zagadki bawić:) Trzeciego dnia wróciliśmy na… sagrę do San Martino jeszcze raz zjeść dzika – spróbować z menu czegoś innego:)

    • Na Monte Romano – masz na myśli croce Daniele na pewno – byli wszyscy poza mną:) Ja od lat słyszę jak jest tam smacznie i nigdy nie dotarłam, mój Mikołaj jadł tam nawet dwa dni temu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media