Rachunek sumienia
Zanim definitywnie zamknęłam kalendarz – jestem staroświecka i wszystkie lekcje oraz inne zobowiązania zapisuję w tradycyjnym kalendarzu długopisem – przejrzałam spis zeszłorocznych postanowień, planów, marzeń i pragnień. Rozliczenie finalne wyszło takie sobie, jednak ja niezmiennie pozostaję optymistką i zamiast rozmyślać nad tym, czego się nie udało, cieszę się z tego, co się udało, a szczególnie z tego, czego nie było nawet w sferze marzeń, a nim stary rok dotelepał się do mety stało się rzeczywistością.
Co się nie udało:
Nie opublikowałam książki – ale podpisałam kontrakt na inną książkę, która jest już prawie, prawie skończona i ukaże się w tym roku.
Nie zrobiłam licencji przewodnika górskiego – spraw finansowych nie jestem w stanie przeskoczyć, a w tym przypadku o to się wszystko rozeszło. Na pocieszenie wymaszerowałam się w tym roku tyle, że moimi cammini mogłabym obdzielić kilka osób.
Nie złożyłam wniosku o obywatelstwo włoskie – patrz wyżej, czyli brak środków, bo sytuacja finansowa nie była tym, co w 2025 roku wyszło szczególnie dobrze.
Z przyziemnych marzeń – nie zrobiłam też tatuażu – patrz dwa poprzednie punkty.
Ale…
Zrealizowałam plany trekkingowe – Via degli Dei, Grande Traversata Elbana, widziałam moje dzieci szczęśliwe, wspólna podróż z jednym tym razem dzieckiem – Capraia z Lucy, zorganizowałam ślub, cieszyłam się życiem każdego dnia, nawet kiedy to życie próbowało czasem dokopać.
I w końcu to moje życie w tym roku zrobiło w kilku sprawach zwrot o 180 stopni. Zdarzyło się to, czego rok temu nie miałam nawet śmiałości wpisać na listę pragnień…
Nowe plany
Planów i pragnień na ten rok nie będę tu wypisywać – rozliczymy się za dwanaście miesięcy. Może podzielę się tylko jednym marzeniem i tak naprawdę planem, bo to marzenie przeszło już w realną fazę…
Kiedy kilka lat temu zawitałam na Campo Imperatore, które do tej pory uważam, za najpiękniejsze miejsce w Italii, złapałam taki oto kadr:
i pomyślałam sobie wtedy, że kiedyś tak właśnie chciałabym spędzić noc. Obudzić się w tych nieprawdopodobnych okolicznościach przyrody i powitać wschód słońca.
I do tego żaden prawdziwy camper, nic z tych rzeczy, coś skromniejszego – czasem mniej znaczy więcej.
I oto mamy już prawie połowę stycznia 2026 roku i wszystko wskazuje na to, że w czasie najbliższych miesięcy to marzenie ma szansę się spełnić – i to i kilka innych.
Mam też nadzieję, że nim powitam dzień na Campo Imperatore, zobaczę w podobnych warunkach jeszcze kilka innych świtów.
Niektórzy krytykują robienie planów na nowy rok, że to głupie, bo niby co mają do planów koniec i początek roku, że to nic nie zmienia, itd… itp… Dla mnie jednak jest to szczególny moment, coś się kończy, coś się zaczyna i to zaczynanie stymuluje do nowych planów, nowych wyzwań, rodzi kolejne marzenia.
A może ci, którzy robienie planów krytykują, najzwyczajniej się ich boją? Przychodzi w końcu taki czas, że przed samym sobą człowiek musi się z nich rozliczyć, a to rozliczanie wychodzi różnie – tak jak u mnie w tym roku.
Tylko co z tego???
Przecież już samo zmierzanie do celu ma w sobie coś wspaniałego, jest nowym doświadczeniem i nauką, a jeśli ostatecznie cel nie zostanie osiągnięty… To po prostu idzie się dalej!
Dobrego dnia!



6 komentarzy
Powtarzam sobie i innych najczesciej w zyczeniach : zeby chiało nam sie chcieć !! A plany i marzenia są idealne zeby utrzymac głód chcenia 🙂
O to to to!!! <3
Kasia ja bym tego braku tatuażu nie wpisywał jako coś co się nie udało :)To jest w sumie jedyny pozytyw jaki wyniknął z kłopotów. Krótkoterminowo jest to niezrealizowane marzenie ale w długim terminie zdrowiej 🙂 I oby w tym roku plany i marzenia się pospełniały
<3 :) Dziękuję! Oby <3
Byłam w tym roku na Campo Imperatore i pokochałam całym sercem, podobnie jak resztę Abruzji! Uznaliśmy, że to krajobraz z innego świata jest. A to, jaki pokaz dały nam słońce i chmury, było czymś niewyobrażalnym. Kiedy już zjeżdżaliśmy z góry krętą drogą, zaczęłam płakać przez nadmiar tego piękna, tej ciszy i przestrzeni, a także przez myśl, że pewnie już nigdy więcej tego nie zobaczę. Ale również marzy mi się spędzenie tam 2-3 dni na chodzeniu, patrzeniu i spaniu na miejscu… Pozdrawiam, Ewa
To marzenie już spełniłam, trzy lata temu spaliśmy w Santo Stefano, ale teraz chodzi o Campo w dosłownym znaczeniu tego słowa <3 I Abruzzo to jest mój ulubiony region...