Poniedziałek
W czasie pierwszej lekcji przeprosiłam na chwilę moją uczennicę i skoczyłam do okna, bo nagle niebo zaczęło płonąć żywym płomieniem. Taki wschód słońca to poezja na starcie nowego dnia i tygodnia. Cóż to był za spektakl! Przez zaparowane okno cały świat wydawał się pomarańczowo – różowy.
Pomyślałam sobie (o słodka naiwności!), że to będzie bardzo dobry dzień… I w sumie taki ten dzień by był, gdyby nie liczyć wieczoru.
W porze kolacji byłam już o krok, żeby naprawdę zacząć wierzyć w fatum i zaklepać wizytę u egzorcysty, ale ostatecznie enty raz przekonałam własną głowę do teorii, że co nas nie zabije i tak dalej… i poszłam spać.
Nigdy nie wierzyć wschodom słońca! Bezczelni łgarze!
Zanim nadeszła pora na egzorcyzmy
Poniedziałek zazwyczaj kipi od lekcji i jest jednym z najintensywniejszych dni w całym moim tygodniu. Jednocześnie kiedy wszystkie lekcje pięknie się toczą, taki dzień daje gigantyczną satysfakcję. Tak właśnie było wczoraj. Udało mi się wyrwać ledwie na pół godziny, żeby głowę odtruć od komputerowego przebodźcowania i pocieszyć przez chwilę styczniowymi Apeninami. Dzień był piękny! Może nie bardzo ciepły, ale krystalicznie przeźroczysty, lazurowy, słoneczny. W tych dniach już wyraźnie da się poczuć to popołudniowe przybywanie dnia. Dziś na przykład słońce zajdzie o 17.01, a to oznacza, że światło dnia będzie z nami prawie do 17.30.
Tak więc wczoraj wszystko byłoby dobrze, gdyby się potem wieczór nie zbiesił i nie skumał z najgorszymi demonami…
Ale wczoraj to wczoraj, a dziś jest już nowy dzień – dziś żaden świt różem nie mamił. Ot zwykły dzień, bez żadnych spektakularnych wyskoków – przynajmniej u nas, bo na przykład Emilia Romagna na starcie dostała dwa porządne wstrząsy. Trzęsienie choć tak blisko, u nas na szczęście było odczuwane.
Takie to mamy atrakcje na początku tygodnia.
Niech się dalej już tylko dobrze dzieje…



2 komentarze
O niech się dobrze dzieje, a zdjęcia o poranku przepiękne, dziękuję:)
Dziękuję <3