Wywołana do tablicy
Druga styczniowa niedziela obudziła się pogodnym niebem i rześkim powietrzem. Idealny dzień na trekking. W pudełku w rogu mojego pokoju stoją nowe buty. Te właściwe, te wyszukane, te upolowane po długich miesiącach poszukiwań, wyczekane, piękne i wygodne. Powiedziałabym toczka w toczkę dawne HOKA, tylko kolor inny – ładniejszy!
I oto mój plan na dziś! Mam zamiar testować je w terenie, na dobrze znanej trasie w ulubionym towarzystwie.
I tu kilka słów wyjaśnienia, bo zostałam „delikatnie” wywołana do tablicy…
Każda opowieść ma swój czas, każda musi dojrzeć i sama wylać się przed światem tak, jak to było na przykład z Lucy. Tym, którzy potrafią uszanować mój skrawek prywatności – bardzo dziękuję, a tych, którzy snują domysły – bardzo proszę o cierpliwość.
Zdaję sobie sprawę, że enigmatyczne wpisy w liczbie mnogiej mogą wzbudzać ciekawość, ale jeśli coś jest aktualnie w liczbie mnogiej, to po prostu jest i tyle, na wyjaśnienia przyjdzie czas.
Po tym, jak przez ponad rok musiałam unikać na blogu formy rodzajowej pisząc o Lucy, kiedy wypełniałam luki w tekście nazywając ją „bolońskim dzieckiem”, chyba teraz już nie mam siły na większe mistyfikacje.
Niech więc momentami ta liczba mnoga się pojawia… Och! Niech pojawia się jak najczęściej, nawet jeśli w tej chwili jest dla Czytelników wielkim, nurtującym niedopowiedzeniem.
Dzień za dniem
Sobota minęła w złotej klasyfikacji medalowej, jeśli chodzi o urodę dnia w każdym tego słowa znaczeniu. Po kilku dniach posuchy twórczej znów usiadłam do książki i wreszcie mam takie poczucie, że zaczyna być widać światełko w tunelu – w tunelu końca tego pisania.
Teraz zaciskam tylko kciuki, żeby choć kilka najbliższych zimowych weekendów nie zawiodło pogodowo i pozwoliło zrealizować jeszcze przynajmniej trzy krótkie wyprawy.
Z innych nowości, które urodziły się w tych dniach – jest działalność Lucy. W rozpaczliwym szukaniu pracy pojawił się pomysł, żeby łatać dziury budżetowe, wykorzystując swój potencjał artystyczny. Wkrótce podzielę się więc jej stroną internetową, z której będzie można pobrać jej rysunki, które potem można wykorzystać w najróżniejszy sposób – od druku na różnych materiałach jako dekoracja do domu, po nadruki na koszulkach. Mam od lat coraz bardziej namolne poczucie, niewykorzystanego potencjału artystycznego moich dzieci, ale teraz postaram się wyciągnąć ten ich wielki dar na światło dzienne. Może się okazać, że ja oczywiście mam na oczach filtr matczynej miłości zafałszowujący rzeczywistość, ale może jednak nie…
Dobrej niedzieli!



7 komentarzy
Oj, matki czasem tak głupio mają,albo swoje dzieci gloryfikują albo niestety nie doceniają, nie wiem co gorsze dla naszego potomstwa.
Chodziło mi bardziej o to, że nie umiem im pomóc i pchnąć i sama czasem nie wiem na ile obiektywnie widzę ich talenty <3
No dobra… Kasia praska
Najważniejsze, że jesteście szczęśliwi a reszta sama przyjdzie.
Kasia <3 Uściski <3
Dzieci są cudowne ! Dobre serduszka , utalentowane , bardzo inteligentne .. ja bym gloryfikowała . Bez dwóch zdań !
No właśnie, tylko żebym to gloryfikowanie umiała połączyć z podpowiedzią jak to przekuć w działanie na szerokich wodach…