Rozklekotanie
Palce poharatane, paznokcie lepiej nie mówić, mięśnie mimo regularnych treningów ponaciągane i zmęczenie, jakbym przebiegła maraton – oto efekt skręcania głupiej szafki do łazienki.
Najpierw pomyślałam, że tylko ją wyciągnę z pudła, żeby sprawdzić czy kurier wziął sobie do serca napis na pudle „caution fragile” i czy lustro przetrwało podróż. Przetrwało.
Potem jak już wybebeszyłam wszystkie części, to podkusiło mnie, żeby zacząć łączyć elementy i dalej już nie mogłam przestać. Między jedną lekcją, a drugą, między aperitivo z przyjaciółką i innymi zadaniami wzięłam i całość zmontowałam. Nie chciałam czekać na Mikołaja, bo on sam od wczoraj nadwyręża w nowej pracy swój dwudziestoletni kręgosłup, ale o tym zaraz…
A zatem skręciłam cały mebel i mam nadzieję, że jutro zdejmę ze ściany stare przegniłe coś, co wcześniej łazienkowy mebel udawało.
– Skręciłam wszystko i niech to będzie dowód na to, że jestem „godna” uczestniczenia w pracach przy „G” – zażartowałam – pomożesz mi to powiesić?
– Brava! Trzeba zrobić nowe otwory?
– Chyba tak…
– W weekend to wszystko „sistemiamo” (wolne tłumaczenie – ogarniemy)
Jak dobrze usłyszeć to jedno słowo: sistemiamo. Ulga. Liczba mnoga. Spokój. Bezpieczeństwo.
Nowa praca Mikołaja
Mikołaj z wyboru wraz z końcem roku zakończył pracę w winnicy. O powodach takiej decyzji nie będę opowiadać, bo to są prywatne sprawy Mikołaja. W każdym razie od wczoraj jest w nowej pracy i na ten moment jest bardzo zadowolony. Pracuje teraz w agroturystyce i jest „od wszystkiego” – po włosku nazywa się takie osoby „tuttofare”. Wczoraj na przykład położył „quasi chodnik” i bardzo był z siebie dumny. W następnych dniach będzie przycinka, czeka go też opieka nad polem karczochów i ogródkiem i wiele więcej zajęć.
Na obiad nie musi tachać prowiantu – to przede wszystkim dla mnie ulga! – bo dostaje obiad na miejscu i to nie byle jaki… Wczoraj był podobno pyszny domowy makaron, nie byle jakie penne czy spaghetti.
Mam nadzieję, że zadowolenie będzie trwało dalej i że Mikołaja chęć do pracy i nauczenia się nowych rzeczy będzie tylko podsycana.
Schyłek stycznia
Przed nami ostatni już w tym roku całkowicie styczniowy weekend. Weekend, który powinien przynieść kolejny wielki skok. Mam nadzieję, że ten skok zakończy się łagodnym lądowaniem i będzie tylko przedsmakiem, próbą do jeszcze większego skoku.
To był intensywny tydzień, przede wszystkim ze względu na pracę. Kolejny zapowiada się podobnie, ale dziś jeszcze nie umiem sobie wyobrazić jaki ten nowy tydzień przybierze kształt. W planach mam jednodniowy trekking do książki. Pewnie nie jest to bardzo rozsądne, ale mam nadzieję, że tym razem, żadne wilki nie będą mnie chciały zjeść.
Dobrego weekendu!



Jeden komentarz
Pięknie się wszystko układa. Aby tak dalej