A co będzie jutro?
– Bardzo jestem ciekawa jak my jutro będziemy o tej porze wyglądać… – powiedziałam przy śniadaniu. Za oknem biforkowej kuchni panował jeszcze mrok. Szyby były zaparowane, więc można było przypuszczać, że świt był rześki. – Połamani, zziębnięci?
– Będziemy tacy o… brrrrr… – zademonstrował trzęsawkę z zimna – od czwartej rano będziemy wyczekiwać aż otworzą nam bar. Weźmy ze sobą prugnino* (domowa nalewka z tarniny) albo grappino na rozgrzewkę.
– Ja już mówiłam o prugnino i wcale nie żartowałam – zaśmiałam się.
– Nie mogę się doczekać! Jeszcze tylko kilka godzin…
– Ja też!
Auto spakowaliśmy wczoraj wieczorem. Szczerze mówiąc to miałam ochotę wsiąść i od razu wyruszyć.
Ja już nawet nie pamiętam jak narodziła się idea tej podróży, ale na pewno była wypadkową kilku marzeń i potrzeb. Przede wszystkim ja koniecznie chciałam mieć w tym rejonie trekking do książki, a że miejsce jest jednak trochę daleko od Marradi, wiadomo było, że nocleg jest konieczny. Po drugie „G” już się rodził i tak chyba samo wyszło, że połączymy jedno z drugim i pierwszy testowy nocleg będzie właśnie przed oddaniem tekstu książki. Zaciskaliśmy tylko kciuki, żeby w któryś z lutowych weekendów pogoda zechciała nam sprzyjać bardziej niż zwykle.
To do usłyszenia...
I oto mamy lutową sobotę. Do wyruszenia została już tylko godzina – przy porannych lekcjach czas szybko przeleciał, a teraz już może zwolnić. Na termometrach dziś i jutro 17 stopni i pełne słońce.
Kwitną już migdałowce, rozwija się forsycja i puchną pąki magnolii. Idzie wiosna… Zimy został jeszcze miesiąc, ale łudzę się, że po dwóch deszczowych miesiącach jest już po sprawie.
W następnym tygodniu wysyłam do wydawnictwa ukończony tekst książki i galerię zdjęć. Mam nadzieję, że jutrzejszy trekking będzie pięknym ukoronowaniem mojej pracy ostatnich 12 miesięcy i jednocześnie, że będzie dobrą wróżbą, bo wiele wersów zostało napisanych miłością.
Pięknego weekendu i do usłyszenia w poniedziałek. Być może jakiś spojler z nowej wędrówki dwóch par Hoka ukaże się na social mediach – być może!



3 komentarze
A tego nie rozumiem. A dlaczego „być może”? A dlaczego nie wie? No jak to nie wie? Ty popatrz bracie… yyyyy… to jest – siostro (z Archeo): niesamotna dziewczyna na włoskim szlaku a dookoła wędruje jej współtowarzysz… Ty widzisz to? No widzisz! I ona zaczyna go widzieć – powoli jakby – ten dom z kamienia w swoich marzeniach… I dlatego w miejsce „być może” wstawiamy „z pewnością” (od Gis)!
Pani Kasiu, wspaniale jest widzieć tyle radości w Pani oczach, powodzenia wszystkim planom i marzeniom! Czekam z niecierpliwością na książkę.
Kasia nie tłumacz się że szczęścia. Tyle przeszłaś …