Jak to ubrać w słowa?
Kiedy w niedzielę wracaliśmy do domu powieki opadały nam ze zmęczenia, ale głowy zawieszone były ze szczęścia gdzieś między wschodem i zachodem słońca w Talamone, w zapachu mirtu i rozmarynu, w słońcu, w gruchotaniu kamyków szarpanych falami, pomiędzy jednym kieliszkiem prosecco a drugim, zawieszone gdzieś w pieleszach prowizorycznego, królewskiego łóżka, głowy wciąż były na szlaku otulone kwietniową zielenią, myśli jeszcze raz przeskakiwały przez ogrodzenie, piły ichnusę, zajadały finocchionę, pecorino i świeżą schiacciatę.
Czy można byłoby sobie wymarzyć piękniejszy weekend? Nie, nie można! Takiego weekendu nie było nawet w moich snach…
Dziś tylko krótki wstęp
Kiedy o 14.00 w sobotę wsiadłam do „G” popatrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem, jakbyśmy obydwoje chcieli powiedzieć: „nie wierzysz w to, prawda? Ja też nie!” albo : czy to nam się tylko śni czy dzieje się naprawdę?” Obydwoje w tamtym momencie mogliśmy startować do księgi rekordów Guinnessa na najszczerszy, największy uśmiech świata.
Plan na trekking w Parco della Maremma, czyli na ostatnim dziewiczym fragmencie wybrzeża tyrreńskiego był na mojej liście planów trekkingowych do książki już od roku. Jednak kiedy ten plan pisałam, w życiu nie pomyślałabym, że ta wyprawa będzie aż tak niezwykła, w takim towarzystwie i nieprawdopodobnych wręcz okolicznościach.
Tak jak już pisałam – postanowiliśmy połączyć ją z chrztem „G”, czyli pierwszym noclegiem na dziko. Główkowaliśmy długo gdzie ustawić auto, żeby móc cieszyć się pięknym wieczorem i przede wszystkim pięknym świtem.
Wszyscy w Italii wiedzą, że od zachodów jest Morze Tyrreńskie, a Adriatyk od wschodów… Ale są też miejsca, w których można cieszyć się jednym i drugim.
Dotarliśmy do Talamone późnym popołudniem w sobotę. Termometry pokazywały momentami nawet 19 stopni. Objechaliśmy miasteczko dwa razy aż w końcu znaleźliśmy punkt widokowy z parkingiem, na którym – kiedy już kilku gapiów przestało podziwiać zachód słońca – zostaliśmy zupełnie sami. Widać stamtąd było i Elbę i Giglio i nawet zaśnieżone szczyty Korsyki!
Raz dwa przygotowaliśmy legowisko i zaraz ruszyliśmy w poszukiwaniu gastronomicznych przybytków…
CDN…
A tymczasem ROLKA z dnia następnego.
Pięknego nowego tygodnia!



7 komentarzy
Ale pięknie! Widoki niesamowite i tyle słońca. Super rolka, która aż promieniuje szczęściem. Czekam na więcej 🥰
Kasiu, zdjęcia wręcz POWALAJĄCE! „Żółtek” uroczy:)
Dzień dobry! Tak sie zbieram do napisania i czas ucieka. Tak bardzo, bardzo cieszę się Pani szczęściem. Pani też niech się cieszy, słonko zaświeciło, zasłużyła Pani na jeszcze więcej. Jest Pani wspaniałą Mamą,, Kobietą, podziwiam i szanuję. Pozdrawiam najserdeczniej, stała czytelniczka, też mama 2 chłopaków, też 7707… najlepszy;)
Żółtek jest biały, to odbicie zachodzącego słońca:)
To nieźle poczarowałaś:) Efekt niesamowity.
Oooo kurde, nieeeeźle. Była temperatura dobra.
Jestem zachwycona. Super zdjęcia.