I tyle z mojej laby!
Oj bolała dziś rano pobudka, bolała jak nie wiem co. Niby nie bladym świtem, ale jednak już z wizją kilku godzin lekcji… Rozbestwiłam się przez trzy dni nieprzyzwoicie. Tak się w ogóle zastanawiam kiedy ja ostatnio miałam trzy dni kiszenia się w ciepełku, w beztrosce, bez muszenia, to musiało być chyba dawno temu, ale tak dawno, że nawet nie pamiętam kiedy… A może w ogóle tak nie było?
Nawet zła pogoda była mi na rękę, bo przynajmniej nigdzie mnie nie poniosło. Napisałam tyle, że ho ho, wyspałam się za wszystkie czasy i zrelaksowałam każdą komórką ciała. Dopiero w tych dniach uświadomiłam sobie jak bardzo wymęczyły mnie ostatnie dwa miesiące…
Sobota była powrotem do pracy, ale była też powrotem słońca, które wykorzystałam na powrót do Mojej Świątyni Dumania. Chciałam zatrzeć smutne wspomnienie ostatniego razu, kiedy powędrowałam tam z bardzo bolącym sercem.
Tym razem niczego nie musiałam sklejać, leczyć, ratować skołatanej duszy. Tym razem to był tylko zwykły grudniowy relaks… Postałam chwilę pod moim cyprysem, zachwyciłam się nie wiem który już raz, a potem podreptałam do domu, bo przedwieczorny chłód zaczął obejmować dolinę.
Jaśmin
A w ogóle to zakwitł właśnie zimowy jaśmin. Ależ się ucieszyłam na jego widok. Niby od następnego tygodnia, zaraz na początku roku zapowiadają u nas atak zimy, ale jednak co kwiaty w grudniu, to kwiaty w grudniu, buzia się sama do nich śmieje.
Jutro aura ma być jeszcze piękniejsza i tak już do końca roku, co mam zamiar wykorzystać najpiękniej jak się da.
Dziś na obiad uraczyliśmy się zwykłymi spaghetti aglio olio i to była uczta dla podniebienia. Jednak trzy dni kapusty, pierogów, sałatki jarzynowej i innych rarytasów to już dla mnie za dużo. Cieszę się, że udało nam się ilości jedzenia wymierzyć zdroworozsądkowo.
Rok powoli dobiega końca. Staram się patrzeć najdalej na jeden dzień do przodu, więc o moich planach będę opowiadać po fakcie, a tymczasem przygotowuję już coroczny fotograficzny spacer po ostatnich 12 miesiącach w Domu z Kamienia.
Dobrego sobotniego wieczoru!



2 komentarze
Twoja świątynia, mój zachwyt. Pozdrawiam. Hanka
Ja napawam sie w tym roku zapachem zimnokwiatu czyli calicanto d’inverno . Jasmin nagi u mnie w duzym cieniu jeszcze nie wystawil zoltych glowek , ale slonce dziala cuda 😀 Pozdawiam leniwie po swiatecznie 😉