3 sierpnia, 2025

Po koncercie, przy obiedzie i dobrej nocy z domu

Lucy była rozpromieniona szczęściem, a komentarze innych czekających z nami pełne euforii i entuzjazmu. Nie moja muzyka, nie mój artysta, ale muszę przyznać, że samo przygotowanie, scenariusze, oprawa wizualna - czapki z głów!

Co znajdziesz w tym artykule?

Kendrick Lamar - wrażenia po koncercie

Kiedy w nocy stałyśmy z Lucy i z innymi nieszczęśnikami na przystanku i czekałyśmy na nocny autobus, który spóźniał się dobą godzinę, miałam wrażenie, że ze zmęczenia padnę jak kłoda. To, że ruch będzie zablokowany wiedziałam już po Padwie, a do tego na Stadio Olimpico było 85.000 ludzi, a nie 40.000 jak na Iron Maiden.

Tak czy inaczej Lucy była rozpromieniona szczęściem, a komentarze innych czekających z nami pełne euforii i entuzjazmu. Nie moja muzyka, nie mój artysta, ale muszę przyznać, że samo przygotowanie, scenariusze, oprawa wizualna – czapki z głów!

– Za ileś lat, może się okazać, że był to koncert historyczny – stwierdziła Lucy rozmarzona. 

– Będziesz opowiadać młodszym pokoleniom, że tam właśnie byłaś i widziałaś,

W tym miejscu jeszcze raz dziękuję Adze z Rzymu za pomoc w ogarnięciu logistyki, za wszystkie cenne rady! Aga dzięki Tobie było naprawdę łatwiej!

Wracam do domu wymęczona, bo duże miasto daje mi zawsze w kość, duże miasto nie jest już dla mnie. Tak czy inaczej najważniejsze, że dziecko szczęśliwe, bo szczęśliwe dziecko to też szczęśliwa mama – wiadomo. Mama w tym czasie przedreptała naście kilometrów i próbowała zacieśnić więzi z Rzymem. Czy mi się to udało, czy jednak nie – o tym będę bajać jutro…  

Rzym i koncert Kendricka

Obiad

To było chyba w tygodniu przed wyjazdem – na lekcji włoskiego zgadałyśmy się z Basią, którą Czytelnicy bloga znają z mojej wyprawy Via degli Dei i która będzie moją towarzyszką za trzy tygodnie w wyprawie jeszcze trudniejszej – że – uwaga! – tego samego dnia będziemy w Rzymie! Mało tego! Przeszłyśmy razem 150 kilometrów, rozmawiałyśmy o wszystkim, ale w żadnej z tych rozmów nie wypłynęło, że jesteśmy urodzinowymi sąsiadkami! Moje urodziny przypadają 31 lipca, Basi 1 sierpnia. To niemal jak parafraza naszego zdjęcia z pierwszej wyprawy. Ja byłam jeszcze w Emilii Romanii, Basia już w Toskanii, a przecież stałyśmy obok siebie. 

Takie to przeróżne życiowe zbieżności. 

Zjadłyśmy razem pici cacio e pepe, napiłyśmy się wina, zjadłyśmy na pół catalanę i nawet limoncello wypiłyśmy też na pół, a potem uściskałyśmy się na nie bardzo długo, bo tak jak wspomniałam za trzy tygodnie o tej porze będziemy mieć już spakowane plecaki!

Dotarłyśmy już z Lucy do domu. Jesteśmy tak wymemłane, że lepiej nie mówić, a moje lekcje jutro ruszają już o 6.00. Dlatego żegnam się dziś pięknie już z domu i wszystkim – dobrej nocy!

Rzym i koncert Kendricka

2 komentarze

  1. Ach, no faktycznie, to przecież Pani Basia z wędrówki Via degli Dei! :-))) Nie mogę się doczekać Waszej kolejnej wyprawy!

  2. To miłe spotkać niespodziewanie – trochę – miłą sercu osobę😘😘😘😘
    Czy mogę dołączyć do urodzinowych sąsiadek wirtualnie oczywiście?
    Mam urodziny 2.08
    Pozdrawiam serdecznie 😘😘😘

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE
Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media