Najważniejszy punkt programu
„Wyśle mi parę eurasków?” – wieczorem na telefonie wyświetliła się kolejna wiadomość od Mikołaja.
„Już wszystko przetrąbiłeś? Oczywiście, że zaraz wyśle” – odpisałam i dwoma kliknięciami zasiliłam Bobasowi konto.
„Pije z nauczycielem japońskie piwo” – na dowód wysłał zdjęcie butelki i butów – butów mi nieznajomych.
Mikołaj chłonie nowe miasto i zachwyca się wszystkim – on jest w tej kwestii taki jak ja, jemu się wszędzie podoba, zawsze znajdzie coś do zachwycania się i wczoraj zarzucił mnie zdjęciami, które oglądałam z sentymentem, bo były to historyczne miejsca z „mojej epoki”.
Tak czy inaczej to co najbardziej już przed wyjazdem cieszyło Mikołaja, to obiecane piwo i wspólne wypalenie cygara z nauczycielem historii i filozofii, z którym się permanentnie nie zgadzają w wielu ważnych kwestiach i przez to często zacięcie dyskutują. Mikołaj te dyskusje uwielbia. I wczoraj właśnie miał swój upragniony wieczór.
Tak sobie myślę, że ja w całej historii mojej edukacji miałam tylko jednego nauczyciela, z którym byłoby możliwe wypić piwo, cygaro czy cokolwiek innego. Moje dziecko miało w tej kwestii zdecydowanie więcej szczęścia!
W silnym ciele zdrowy duch...
Środa, tak jak zapowiadali, była zlana deszczem od rana do wieczora. Nawet ja – zacięta na to moje wędrowanie – tym razem skapitulowałam. Przełożyłam nawet oglądanie mieszkania dla moich turystów na dzisiejsze popołudnie, bo wczoraj zanim doszłabym na drugi koniec Marradi, byłabym doszczętnie przemoczona, nawet parasol na niewiele by się zdał.
Nie znaczy to jednak, że dzień przesiedziałam przed komputerem, a w wolnej chwili bumelowałam na kanapie. Między lekcjami zafundowałam sobie takie trening, jakbym co najmniej miała wystartować w olimpiadzie.
Do żadnej olimpiady oczywiście się nie szykuję, ale z całym sercem i zaangażowaniem przygotowuję moje ciało do długich kilometrów, które mam w planie w tym roku przewędrować. Poza tym myślę, że w moim przypadku sprawdza się parafraza znanego powiedzenia: w silnym ciele, zdrowy duch.
Cardio, joga, pilates, burn tamto i burn siamto…
Weekend już za progiem, ale poza czasem z Bolońskim Dzieckiem, jakimś drobnym trekkingiem i pracą, również nadprogramową, tym razem nie mam nic szczególnego w planach.
Planów oczywiście miałabym mnóstwo, tylko żeby czas na realizację ich wszystkich pozwolił, a z tym czasem to naprawdę nędza…
Chyba najbardziej chciałabym pospacerować po kwitnących teraz sadach Romanii… Wszystko tonie w kilku odcieniach różu i bieli. Dla przypomnienia rolka z zeszłego roku, właśnie z tego mniej więcej czasu… https://www.instagram.com/p/C4n6df1IuRS/
Pięknego dnia!



3 komentarze
Poranną kawę okraszam lekturą Twojego „Domu z kamienia”. Uwielbiam tę poetyckość w opisach nawet zwykłych czynności…
Dobrego dnia :):):):):):):):):):)
Zaaplikowałam sobie Dom z kamienia na głównym ekranie telefonu, żeby miesz teraz szybko dostęp i bez konieczności zaglądania na Facebook. Jak ta technologia czasem ułatwia życie. Polecam ten pomysł aby mieć Kasie N. pod ręką 😍😄😄
O jak miło:)