Kataklizm marcowy
Rankiem, kiedy wyjrzałam przez okno, czekając jak zawsze na moją ulubioną kawę, rzeka już się kotłowała znarowiona jak dziki zwierz. Wróciłam jednak w miarę spokojna do łóżka i zabrałam się za spisywanie myśli z dnia poprzedniego.
Niestety to pisanie długo nie trwało, bo huk wody narastał z każdą chwilą, a jeden alert pogodowy poganiał drugi. Nie poddając się panice zasiadłam mimo wszystko do lekcji, jednak z 6 zaplanowanych godzin udało się zrealizować – i to z trudem – tylko jedną, bo najpierw prąd wysiadał co chwilę, aż w końcu wysiadł na dobre. Oczywiście co za tym idzie – przestał działać internet i nawet przez jakiś czas telefon nie odbierał sygnału sieci komórkowej.
Deszcz nie ustawał, a około południa Lamone o 20 cm pobiło smutny, historyczny rekord.
Furia wody
Informacje o osuwiskach zaczęły pojawiać się hurtowo. Florentyńczycy z przestrachem patrzyli na puchnące Arno, z brzegów wystąpiło Sieve zalewając część Mugello, co oczywiście było do przewidzenia, po tym jak ogłoszono, że sztuczny zalew Bilancino nie jest w stanie przyjąć już więcej wody. W sieci pojawiły się zdjęcia z Sesto Fiorentino z dryfującymi autami. A w tym całym nawale mrożących krew w żyłach obrazków Marradi niestety grało pierwsze skrzypce.
Wody w Lamone na odcinku Biforco było tyle, że po raz pierwszy zaczęłam się bać, czy mur tak znarowiony napór żywiołu wytrzyma. Kilka godzin przesiedziałam w oknie obserwując poziom rzeki i złowrogie chmury, które nie zapowiadały (i nadal nie zapowiadają) szybkiej poprawy pogody.
Taka sytuacja trwa nadal. Szykujemy się na jeszcze jedno pogorszenie – już teraz koszmarnej – pogody około popołudnia.
Furia z jaką pędzi woda mrozi krew w żyłach. Zdjęcia nie są w stanie tego oddać. Teraz czekamy tylko na wieści, jak ten cały potop przyjmie nasza kochana Romagna…
W tym wszystkim jest jedna radość i ulga. Bolońskie Dziecko szczęśliwie wyczerpało zapas szkieł kontaktowych i o jeden dzień uprzedziło swój przyjazd. Gdyby podróż była dziś umierałabym ze strachu.
Będę umierać tylko jutro, kiedy Mikołaj wyląduje w Bolonii i mam nadzieję suchym autem, które zostało w Faenzie dotrze szczęśliwie do domu.
A teraz powrót Mario do Casa Gallo… Ten zasługuje na osobną opowieść, ale zostawię ją już na jutro. Powiem tylko, że nasz przyjaciel do Marradi dotarł, ale do swojego Domu już niestety nie. Na opuszczenie ośrodka rehabilitacyjnego wybrał sobie najgorszy z możliwych dni. Dla spokojności dodam, że nic mu nie jest, ale ci, którzy chcieli mu pomóc długo będą ten dzień wspominać.
Jeśli chcielibyście mieć więcej aktualności, zerknijcie na mój IG, na profil Marradi oraz na meteo Toscana i Emilia Romagna…
Dużo słońca wszystkim! Mam nadzieję, że to wszystko szybko minie, bez żadnych dramatów.



7 komentarzy
Trzymajcie się, oby obyło się bez większych zniszczeń 🙁
Wszystkiego dobrego, bądźcie dzielni. Trzymam kciuki, by pogoda Was pozytywnie zaskoczyła. Pozdrawiam serdecznie
Ps-a ja wybieram się do Florencji 🫣🫣🫣
Wszystkiego dobrego również! Mam nadzieję, że podróż pięknie się uda.
….a ja mam nadzieję na kawę i spacer z Tobą🙂🙃🙂 tak więc mówię do zobaczenia:)
Pozdrawiam
❤️
….a ja mam nadzieję na kawę i spacer z Tobą🙂🙃🙂 tak więc mówię do zobaczenia:)
Pozdrawiam
Ja też mam nadzieję, że to się wkrótce wyprostuje <3