1 września, 2025

Odwaga porażką malowana

Spuściłam nos na kwintę, ale w głębi duszy nie dopuszczałam do siebie takiej możliwości. Tymczasem... Wszystkie burze świata postanowiły w tych dniach dać mi prztyczka w nos i zawisnąć nad Apuanami. Do ostatniej chwili planowałam wyruszyć mimo wszystko, ale kiedy schronisko wyraźnie odradziło wchodzenie na przełęcz, spakowałam plecak i w ulewie ruszyłam w stronę Castelnuovo di Garfagnana, skąd dopiero mogłam złapać pociąg i dotrzeć do Biforco.

Co znajdziesz w tym artykule?

Wielkie plany i złożenie broni

„Czasem prawdziwą odwagą jest zrezygnować, zamiast iść dalej” – to był najbardziej poruszająca wiadomość, jaką otrzymałam po tym, jak na social mediach opublikowałam relację wyjaśniającą dlaczego moja Via Vandelli przymusowo musi się zakończyć. Tak czy inaczej, mimo wielu słów uznania, mimo zapewnień publiczności „jesteście wielkie”, „brave ragazzej”, ecc. czułam gorzki smak porażki, który z minuty na minutę przybierał na sile, a pod powiekami zaczynało się przelewać. Ostatecznie przelało się, kiedy dotarłam do Biforco. 

Wysiadłam na przystanku, z którego kilka dni wcześniej ruszałam w moją wymarzoną wyprawę, zarzuciłam ciężki plecak na jedno ramię i podreptałam do domu. Mikołaja nie było, ale na stole stało przygotowane wszystko do kolacji. Na moim talerzu leżał list. Mikołaj nie szczędził słów miłości i pocieszenia. 

„Mama na pocieszenie ma coś w lodówce” – otworzyłam trzymając jedną ręką list i wyciągnęłam schłodzony kieliszek wina. I tu tama puściła… 

Płakałam w głos. Usiadłam na łóżku bezradnie i zwiesiłam głowę. Potem wstałam i jak rozwydrzone dziecko, które nie dostało tego, co chciało kopnęłam w drzwi, „caz.. caz… caz….!!!!!” 

O Via Vandelli marzyłam od lat, odkąd po raz pierwszy natrafiłam na zdjęcia słynnej murowanej trawersaty schodzącej do Massy. Kiedy wreszcie udało się wyruszyć, byłam przeszczęśliwa i podekscytowana. To było coś o wiele większego niż Via degli Dei…

Oczywiście byłam pełna obaw czy dam radę, czy moja kostka i kolano wytrzymają taki dystans i taki wysiłek. Najgorsze co zakładałam, to brzydka pogoda na Tamburze, która odebrałaby mi możliwość zrobienia wyjątkowych zdjęć. Nie pomyślałam jednak, że ta pogoda może być tak koszmarna, że w ogóle na Tamburę nie pozwoli wejść… Mała wielka lekcja pokory. 

Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej

Rozsądek i rozpacz

W piątek w południe doszłyśmy do Pieve Fosciana, gdzie kolejny raz spotkałyśmy grupkę naszych współtowarzyszy wyprawy. Zatrzymałyśmy się, żeby podzielić się wrażeniami z kolejnego etapu i wtedy jeden z wędrowców po raz pierwszy powiedział na głos, o tym, że wejście na Tamburę następnego dnia nie będzie możliwe. 

Głupoty opowiada – pomyślałam sobie. Jak nie będzie możliwe? No ja, jeśli ja tu od 150 kilometrów czekam na ten właśnie moment. Cały przewędrowany dystans był oczekiwaniem na Tamburę i nocleg w Nello Conti. 

Spuściłam nos na kwintę, ale w głębi duszy nie dopuszczałam do siebie takiej możliwości. Tymczasem…

Wszystkie burze świata postanowiły w tych dniach dać mi prztyczka w nos i zawisnąć nad Apuanami.

Do ostatniej chwili planowałam wyruszyć mimo wszystko, ale kiedy schronisko wyraźnie odradziło wchodzenie na przełęcz, spakowałam plecak i w ulewie ruszyłam w stronę Castelnuovo di Garfagnana, skąd dopiero mogłam złapać pociąg i dotrzeć do Biforco.

Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej

Wrócę

„Wrócisz i dokończysz” – pocieszali niektórzy, a ja odpowiadałam i nadal odpowiadam z uporem maniaczki: cammino ma sens wtedy, kiedy ma swój właściwy początek i kiedy dochodzi się do celu bez przerywania drogi. Wrócić – wrócę na pewno, bo nie lubię porzuconych dróg, nie akceptuję porzucania marzeń, nie jest to w moim DNA. Wrócę więc do Modeny albo dla odmiany do Sassuolo, skąd wyrusza alternatywna trasa i podejmę to wyzwanie jeszcze raz. Zrobię to, jak tylko będę miała taką możliwość. Niestety na pewno już nie w tym roku, bo za 13 dni ostatnie schronisko zamknie się na sezon zimowy… 

Oczywiście „mogłam” poczekać jeden dzień na zamianę pogody i wyruszyć dzień później, ale… Jak zawsze wszystko rozbija się o fundusze. Ta wyprawa już bez komplikacji była dla mnie wysiłkiem, a za trzy tygodnie jest przecież w planach kolejna.

Czekanie oznaczało opłacenie jednego noclegu więcej, jednego posiłku ekstra, to był kolejny dzień bez lekcji, czyli podwójna strata i w końcu do Marradi wyruszyli już wrześniowi Goście, którzy czekają na moje powitanie. 

Góry poczekają. Lekcja pokory przyjęta. Wydawało mi się, że moim największym ograniczeniem mogę być ja sama. Zapomniałam zupełnie o tym, że na wiele rzeczy niestety nie mamy wpływu. Dla pocieszenia powtarzałam sobie to, co powtarzam w wielu trudnych sytuacjach – nic nie dzieje się bez przyczyny. Wierzę, że z jakiegoś powodu nie miałam w tych dniach wchodzić na Tamburę. Być może nigdy nie dowiem się dlaczego, ale tak widocznie miało być. 

W następnych dniach opowiem więcej o tej wyprawie – która była mimo wszystko wyprawą wyjątkową, a wszystkim, którzy śledzili nasze poczynania z serca dziękuję. 

Buongiorno pierwsze wrześniowe i pięknego dnia!

A tu małe podsumowanie sierpnia

Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia, trekking w Toskanii, blog Kasi Nowackiej

5 komentarzy

  1. Kasiu , NAPRAWDĘ nic nie dzieje sie bez przyczyny ! A może to załamanie pogody uratowało Was od jakiegoś niebezpieczeństwa i było darem losu ? To była moja piewrsza myśl na wiadomość o burzach tam , wysoko … Cieszymy sie ,że wróciłaś cała i zdrowa ! Uściski M i J !

  2. Wrócisz i przejdziesz całą trasę bez przeszkód, bez trosk i przy pięknej pogodzie- tego Ci z całego serca życzę. Tak musiało być i pomimo całego żalu, który temu towarzyszył jestem pewna, że nie żałujesz wyprawy a po raz kolejny ruszysz w nią z jeszcze większym zapałem bo po prostu taka jesteś. Ściskam mocno.

  3. Pani Kasiu,
    jestem pełna szacunku dla decyzji o powrocie. Ufam, że marzenia, przy takiej jak u Pani determinacji , na pewno się spełnią.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE
Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media