Metamorfoza
Czerwiec powoli zmienia kwiaty w owoce. Na jabłonce przed Camurano dyndają już całkiem pokaźne jabłuszka. Jeżynowe kwiaty lila róż powoli znikają i pojawiają się zalążki owoców, pióropusze kasztanowych kwiatostanów zaraz staną się miodem. Rozkwit przechodzi w słodycz. Parafraza etapów życia… W młodym wieku wszystko kwitnie, ale intensywny smak przychodzi dopiero z czasem.
– Czy ty możesz już posprzątać w ogródku? – pytam Mikołaja, patrząc na chaos panujący wokół stolika.
– Mama się czepia tylko.
– Nie czepia, ale miało być ładnie i elegancko, a jest jak w tartaku.
Mikołaj rzeźbi na potęgę, naznosił jakiś konarów, z których też co chwilę wyłania się coś nowego. Jeszcze jedna metamorfoza…
– Popatrzy! To czereśń – wyciągnął w moim kierunku uschnięty konar.
– Chyba czereśnia.
– Ale to drzewo, no więc czereśń!
W Mikołaja rozumowaniu jest oczywiście logika – włoska logika.
Po włosku często owoc jest rodzaju żeńskiego: mela, pera, ciliegia, castagna, arancia, prugna (jabłko, gruszka, czereśnia, kasztan, pomarańcz, śliwka), a drzewo zmienia końcówkę na męską, czyli analogicznie: melo, pero, ciliegio, castagno, arancio, prugno…
Trudno Mikołajowi odmówić logiki.
Wziął ten swój czereśń i zaczął rzeźbić. Jakiś czas później wrócił do pokoju, żeby dokończyć obraz dla C.
Chwilę przy jednym nei wysiedzi. Jakie to znajome.
Ostatni czerwcowy weekend
Mój ukochany miesiąc dobiega końca. Ileż ja poematów na temat czerwca wypisałam przez te wszystkie lata blogowania. I dziś znów powtórzę to, co już kiedyś napisałam – że choćby wszystkie miesiące zebrały swoje siły i dały od siebie to, co najlepsze, to jednemu czerwcowi do pięt nie dorosną. Koniec i kropka.
Niektórzy mówią, że Toskania jest regionem, w którym ktoś chciał upchnąć za dużo cudów i piękna. Rzeczywiście patrząc obiektywnie jest chyba najbardziej bogatym w piękno regionem. Można się zatem pokusić o stwierdzenie, że czerwiec jest taką „Toskanią” wśród 12 miesięcy. Jest w nim wszystko: sielskie zapachy – lipy, siano, ginestre, słodycz pierwszych owoców – melony, brzoskwinie, morele, czereśnie, pierwsze ogródkowe zbiory: pomidory, cukinie, ogórki, bakłażany, magia w czystej postaci – świetliki i woda Świętego Jana, najmilsza dla ucha muzyka – cykady i świerszcze, radość – festy pod gołym niebem i początek wakacji…
Krótkie noce, długie dni, spanie jak nas Pan Bóg stworzył, cień nad rzeką, popołudniowe prosecco, tańce i swoboda…
Ta swoboda trochę mnie opętała i wzięła pod ramię lenistwo. Jak tylko skończę lekcje wzywa mnie sjesta… Nie zważam na chaos jaki panuje w domu, Mikołajowi też on chyba bardzo nie przeszkadza. Powinnam zrobić milion rzeczy, ale ten czerwiec mnie otumania.
Do tego jest cudownie gorąco, nawet w Biforco nad rzeką po zmroku jest 29 stopni! Niech trwa, niech trwa to, co dobre, niech czerwiec jeszcze nie znika…


