Wsiąść do pociągu
Wreszcie po długich miesiącach oczekiwania na przywrócenie działania pociągu i linii kolejowej, która została wyłączona z użytkowania w marcu tego roku, część trasy znów ruszyła po torach.
Od tego tygodnia żeby dojechać do Florencji trzeba wsiąść w Biforco w autobus, dojechać do Borgo San Lorenzo, a dalej przesiąść się w pociąg, który dowiezie na Santa Maria Novella.
Od poniedziałku, będzie jeszcze łatwiej. Autobus z Biforco do Crespino, potem już pociągiem do samej Florencji! Nareszcieeee! Podróż, która normalnie trwała godzinę i 15 minut, autobusem z przesiadkami wydłużała się do 2,5 godziny.
Wszyscy pasażerowie stęsknieni entuzjastycznie podeszli do powrotu starego podróżniczego ładu, tymczasem już w pierwszych dniach zaczęły się cyrki…
Wczoraj rano wsiadłam w Borgo zgodnie z rozkładem do pociągu i ruszyłam w stronę Florencji, gdzie mieli czekać na mnie towarzysze czwartkowego spaceru. Wszystko szło sprawnie aż do Fiesole-Caldine, gdzie pociąg utknął na stacji na dłuższe trochę.
– Na San Marco Vecchio jest awaria na torach, prawdopodobnie wyruszymy za dwadzieścia minut – powiedział przez megafon kierownik pociągu, po czym wyszedł do nas i maszerując przez cały pociąg i kalając się, jakby to była jego wina dodał:
– 20 minut tak optymistycznie, bo nie wiadomo ile to potrwa. 100 metrów od stacji jest przystanek autobusu, ja na waszym miejscu próbowałbym sprawdzić jak często są połączenia. Tak czy inaczej tu na pewno będziemy stać przez kolejne 20 minut.
Pasażerowie popatrzyli się po sobie skonsternowani, a potem jakieś trzy czwarte towarzystwa opuściła pokład i poszła na wskazany przystanek.
Ktoś wyciągnął swoją aplikację i okazało się, że autobus powinien wkrótce podjechać. Staliśmy tak niecałe 10 minut wypatrując wehikułu i wymieniając uwagi o sprawności włoskich kolei, kiedy zza winkla wyłonił się nasz konduktor i zaczął wołać:
– Wracajcie! Ruszamy! Udało się.
Wszyscy byliśmy miło zaskoczeni zaangażowaniem capotreno. W sumie nie musiał już po nas wychodzić… Miło z jego strony, że tak bardzo leżało mu na sercu dowiezienie pasażerów jak najbardziej na czas. Nie powinno mnie to już dziwić po tylu latach i może nie dziwi, ale nadal bardzo rozczula.
Cała linia „faentina” zacznie działać dopiero od grudnia.
Credenziali, czyli kolejny paszport
Miłym elementem każdego marszu jest paszport, czy też credenziali. To taka mini książeczka, w której zbiera się pieczątki z poszczególnych etapów, dowód na to, że pokonało się całą trasę. Niby nic wielkiego, ale cieszy, bo chyba w każdym z nas jest trochę dziecka, a taka pieczątka to jak naklejka od dentysty „dzielny pacjent”.
W obydwu marszach oglądałyśmy i podziwiałyśmy z Basią każdą pieczątkę. Zatrzymywałyśmy się po nie w każdym możliwym miejscu. Czasem miejsca pieczątkowe można znaleźć nawet w środku lasu.
I tak dziś na mailu pojawiły się dwa nowe paszporty – dla mnie i dla Olgi. Tym razem paszporty z wydrukowanymi już naszymi imionami. Mam nadzieję, że całe wypełnia się pieczątkami i że będzie w nich również ta ostatnia.
O tym, w jaką trasę wyruszam przez chwilę jeszcze pomilczę. Był może cel wyprawy zdradzi dopiero pierwsza instagramowa relacja w niedzielę 21 września. Zobaczymy…
Weekend zapowiada się słonecznie, rodzinnie i mam nadzieję, że uszczknę chwilę dla siebie, tylko dla siebie. Pogoda nas rozpieszcza – settembrina (czyli wrześniowe lato) w tym roku jak malowana!
Pięknego weekendu!



Jeden komentarz
Pięknego! Wszystkiego dobrego 😊