Ostatnie ustalenia i lekcja włoskiego
Opętała mnie gorączka przedwymarszowa. W czwartek Olga zgłosiła stanowczy sprzeciw jeśli chodzi o uprawianie gramatyki na lekcji włoskiego. Zamiast tego wzniosłyśmy toast za rychłe spotkanie i wspólny wymarsz i rozanieliłyśmy się analizując punkty gastronomiczne na naszej trasie. Przy okazji zupełnie niechcący okazało się, że Olga zarezerwowała jeden z naszych noclegów nie dokładnie tam, gdzie myślała, tylko 4 kilometry dalej. Obśmiałyśmy to szczerze, twierdząc, że przede wszystkim 4 to nie 14 i co to dla nas i że hej przygodo i że w ogóle będzie wesoło!
Zrobiło mi się też trochę sentymentalnie, bo miałam wrażenie, że ten nasz pomysł dopiero co zakiełkował, a tu już zaraz rok minie i pomysł nim się obejrzałyśmy wchodzi w życie.
A z tym pomysłem to było tak:
– Ty wiesz, że my w przyszłym roku będziemy świętować 10 lat znajomości? – zapytała Olga na jednej z lekcji u schyłku jesieni.
– Matko! Rzeczywiście! Musimy to jakoś uczcić!
We wrześniu 2015 roku Olga przyjechała do mnie na pierwsze w historii warsztaty. Był to mój pierwszy kontakt z turystami i dał początek temu, co trwa do tej pory, a my przez te lata przeszłyśmy razem wiele kilometrów. Za każdym razem, kiedy znajdowałam jakiś „niemożliwy” szlak, wiedziałam, że z Olgą się da!
Kiedy więc postanowiłyśmy uczcić te nasze 10 lat, oczywistym było, że musi być to wspólny marsz, ale nie jednodniowy tak, jak do tej pory, tylko prawdziwe cammino! Tak naprawdę od tego właśnie pomysłu zakiełkowała cała reszta i posypały się plany na kolejne wyprawy i przede wszystkim stworzenie z nich długiej książkowej opowieści.
Wprawdzie pomysł na trekkingową książkę przedstawiłam wydawnictwu już kilka lat temu, jednak w wersji nieco innej i wtedy spalił on na panewce. Tym razem sprawy potoczyły się zupełnie inaczej.
Kiedy ustaliłyśmy z Olgą datę wymarszu, nie miałyśmy pojęcia gdzie dokładnie pójdziemy. Dopiero kilka tygodni później przyklepałyśmy jedną z moich proponowanych tras. Byłyśmy zgodne co do jej wyboru, bo dla każdej z nas miejsce było zupełnie nowe.
Do wymarszu zostały już tylko 3 dni. Od poniedziałku znów w Domu z Kamienia zapanuje na chwilkę cisza. Mam nadzieję, że znów przynajmniej wirtualnie podrepczecie za mną.
Inne szlaki
Tymczasem do końca roku planuję jeszcze przynajmniej jedną dłuższą wyprawę i kilka krótkich. Obmyślona wcześniej trasa na późniejszą jesień po ostatniej wyprawie już trochę mniej do mnie przemawia, bo z cammino tak już jest… Chciałoby się więcej i więcej!
Jedno jest pewne – nie wystarczy mi jesieni, nie wystarczy zimy, życia całego nie wystarczy, żeby przejść tymi wszystkimi szlakami, którymi bym chciała.
Kolejny wrześniowy weekend zapowiada się u nas bardzo wyskokowo. W tym roku ominą mnie słynne Feste dell’Ottocento w Modiglianie, bo akurat w niedzielę ruszamy z Olgą w drogę, ale za to mamy zamiar skorzystać w pełni z atrakcji sobotniej nocy, wśród których przewidziane są hulanki i swawole na lokalnym parkiecie. Po letnim sezonie tańce spod gołego nieba powracają pod dach.
Po tym weekendzie, kiedy lato powie nam już na dobre „Arrivederci l’anno prossimo”, zaczniemy się nastrajać na kasztanowy czas… Winobranie dobiega końca, rok uniwersytecki w Bolonii zaczął się już na dobre, a ja cały czas bezskutecznie próbuję przeorganizować wiele spraw…
Dobrego weekendu!



Jeden komentarz
Jak zazwyczaj dużo się u Ciebie dzieje…
Dobrego dnia 🤗🤗🤗