Świt pachnie marzeniami
Kiedy rankiem budzik przerywa ciszę, chwilę zajmuje mi postawienie się do pionu, a o Mikołaju to już w ogóle nie wspomnę… Coraz trudniej nam z tym wstawaniem. Jeszcze tylko trzy tygodnie i dla Bobasa licealny dzwonek zabrzęczy po raz ostatni.
Od mojego powrotu każdego dnia, jak tylko kawa się zrobi, a Mikołaj zwlecze się z łóżka i zacznie nabierać rozpędu, na piętnaście minut wracam w moje skromne pielesze pachnące nocą i snami i wędruję palcem po monitorze…
Nie mogę przestać. Mam już trzy nowe szlaki upatrzone i teraz tylko zastanawiam się jak nagiąć i tak już nagięty, a raczej „przegięty” grafik, który do końca tego roku wypełniony jest ciasno różnymi zobowiązaniami. Na ukończenie tekstu książki mam niby czas do końca lutego, ale takie wędrówki zimą mogą być zdecydowanie trudniejsze, chociażby ze względu na zimowy ekwipunek… O wiele łatwiej niż znaleźć czas, jest znaleźć towarzystwo do wędrowania – po moich zachwytach do znudzenia mam już nową chętną i teraz tylko rozmyślam który szlak, kiedy i z kim?
Zaskoczyło mnie to, jak wiele osób – nie tylko wśród Czytelników – ale też w samym Marradi kibicowało mojej wyprawie. Nawet ci, z którymi zwykle nie rozmawiam poza codziennym „ciao”, zatrzymywali mnie w tych dniach na ulicy, w barze, w sklepie, komplementowali, pytali o wrażenia i dziękowali za relację, za inspirację, za to co robię. I przede wszystkim z radością witali: BENTORNATA!
To było naprawdę wzruszające.
Pamiętam, że kiedy opublikowałam ostatnie poranne przemówienie na instagramie (moje „storie” są nadal podwieszone i można do nich wracać), zaraz posypały się wiadomości: „O nieee! Już koniec?” „Tak było pięknie podróżować z wami”, etc… Niektórzy na tę okoliczność założyli nawet profile na IG, co wzruszyło mnie szczególnie.
Mam nadzieję, że w najbliższej podróży – choć o połowę krótszej od Via degli Dei, też będziecie ze mną wędrować. A potem obiecuję, że będą kolejne. Mam przecież do przejścia całą Toskanię…
A wracając do świtu… Świt najbardziej pachnie marzeniami, jest nimi nasiąknięty jak neapolitańskie babà rumem, a może o tej porze to głowa jeszcze najlżejsza i marzeniom oddaje głos?
Czas letnich atrakcji na starcie
Wiosna oficjalnie trwa jeszcze przez miesiąc, ale w powietrzu czuć już wakacyjnego ducha. Może to rzeczywiście wizja rychłego końca szkoły, a może to za sprawą tego, że pojawia się mnóstwo ogłoszeń o naszych lokalnych atrakcjach? Uwielbiam ten letni czas w Marradi, kiedy wciąż coś się dzieje, kiedy wszystko tętni życiem i człowiek nie wie gdzie ma biec, bo wszystko kusi smakami, tańcami, towarzystwem…
Zaczynamy już w ten weekend – z okazji Ultramaratonu 100 km del Passatore na placu festa z dj-em i tańce do nocy, potem 1 czerwca dzień wolontariatu, następnie 8 czerwca Festiwal delle Terre del Lamone, potem będzie letnie przesilenie, jest już zaplanowana data Nocy Czarownic – 16 sierpnia, a resztę będę na bieżąco publikować i zdawać relacje, aby ci, którzy zaplanowali marradyjskie wakacje, wiedzieli z czego mogą korzystać.
Nad Lamone nadciągnęły dziś deszczowe chmury, ale to taki majowy lekki deszcz, który może się przysłużyć letnim grzybom. Po południu już ma wrócić słońce, a tymczasem wykorzystam chwilę czasu na dopisanie nowych rozdziałów do książki…
Dobrej reszty dnia!



3 komentarze
❤️
Gratuluję kondycji. Jak kondycja Mario ?
Greta
Uwielbiam te opowieści o codzienności w Toskańskim świecie Biforco i Marradii….
Dobrego dnia :):):):):):)