Kolacja przy muzyce Lucio Battisti
Przez całą kolację słuchaliśmy play listy Mikołaja z samym Lucio Battisti i komentowaliśmy: to lubię, to mniej, to moje ulubione, to średnie, to aż ciarki, ten tekst czysta poezja itd…
Kilka naszych top topów zostawiam też tutaj jako podkład muzyczny w środku tygodnia:
Tak naprawdę Mikołaj zaczął z tą muzyką zanim w ogóle usiedliśmy do stołu… A jeśli człowiek stoi, kiedy muzyka gra i to muzyka, która zsynchronizowana jest z duszą, to zaraz wszystko w nim zaczyna tańczyć! Wszystko dosłownie!
Tańczyliśmy więc sobie jakby jutra miało nie być w zwykły dzień, w zwykły wieczór, w zwykłej kuchni, w zwykłych butach, zwyczajni w całkiem niezwyczajnej chwili.
A potem, kiedy już kolacja dobiegała końca, Mikołaj zmienił płytę i tak w Kuchni Domu z Kamienia rozbrzmiały cygańskie nuty Gipsy Kings, do których mam słabość od nastoletnich czasów. Nie wiem czy o tym już kiedyś wspominałam, ale muzycy z tej grupy byli kiedyś gośćmi agroturystyki Pianorosso, tej samej, w której spędzaliśmy pierwsze i drugie i trzecie wakacje w Marradi.
Jak dobrze, że już w sobotę będzie można znów potańczyć!
– Co ma dla Mamy namalować? Ma jakieś życzenie czy niespodzianka? – zapytał Mikołaj szlifując kawałek drewnianej płyty.
– Niespodzianka.
Mikołaj miał wyjątkowy poryw weny we wtorkowy wieczór. Bo godzinę później zaprezentował gotowe dzieło, opatrzone wersem jego poezji. Znów mnie w gardle ścisnęło, znów się głowa zadumała, skąd w nim to wszystko…
Powieszę sobie dzieło młodego artysty nad łóżkiem i niech moje myśli, za każdym razem, kiedy na nie popatrzą, w rytm poetyckiego wersu tańczą.
Niestety zgody na publikację brak.
Pogodowo majowo i palenie energii
Popatrzyłam o poranku przez okno i pomyślałam, że miałyśmy z Basią szczęście, bo w czasie naszej wędrówki złapałyśmy w skrzydła kawałek lata. Przez ostatnie dwa dni natomiast przewaliły się nad doliną Lamone chmury dżdżysto deszczowe. U nas na szczęście był to zwykły, majowy deszcz, ale już w Ligurii podobno źle się podziało.
Koncentruję się na tym, co dobre, staram się zachować w sobie lekkość, którą przyniosłam z wyprawy, ale nie zawsze mi się to udaje. Nagminnie odwoływane lekcje przyprawiają o ból głowy i zastanawiam się nad tym, co dalej. Wróciłam zwarta i gotowa do pracy, a tu klops. A może to znak, żeby znów wszystkie karty przetasować i coś zmienić… Trochę tą walką o przetrwanie jestem już zmęczona. W końcu nawet ja nie mam już 20 lat… Często dopada mnie wrażenie, że spalam się na źle ulokowanej energii, moja własna nieudolność doprowadza mnie do szału, a wciąż jeszcze odzywający się brak asertywności wzbudza litość we mnie samej.
Trzeba nad tym pogłówkować.
Dobrej reszty dnia!



4 komentarze
❤️
Jesli chodzi o lekcje, to uwazam, ze koniecznie powinnas miec system, gdzie 'uczniowie’ placa z gory i jesli odwoluja pozniej niz ustalony termin , to pieniadze ida do Ciebie. To normalna praktyka i uwazam, ze szczegolnie kiedy dla Ciebie jest to zrodlo zarobku, musisz zadbac o swoj interes.
I tak, trzeba do tego asertywnosci, ale pomysl sobie, ze jesli jest to ustalone z gory, to po prostu tak jest i juz, mysle, ze ludzie zrozumieja bez problemu i zaakceptuja.
Pozdrawiam serdecznie,
Milena
Też jestem tego zdania ! Mój mąż musiał nagle odwołać cotygodniową wizytę u masażysty . Przy nastepnej wizycie opłaciłam tą przez nas odwołana .
Kasiu, absolutnie dziewczyny mają rację, a najlepiej to ogarnąć jakimś narzędziem zewnętrznym typu apka, w której uczniowie mogą opłacać, rezerwować terminy i odwoływać na określonych warunkach. Takie rozwiązania funkcjonują w świecie fitnessu i są świetne, tanie i super łatwe w obsłudze dla klientów, a prowadzącemu zapewniają większe bezpieczeństwo finansowe. Ja jako klient zetknęłam się dokładnie z tym: https://fitssey.com/pl i uważam, że jest mega. Buziaki