Lato świętego Marcina
Latem świętego Marcina nazywany jest powrót ciepła w pierwszej dekadzie listopada, co w Italii zdarza się bardzo często. Najczęściej pod koniec października przychodzi jesienne „Nie inaczej ma być w tym roku. Podobno w najbliższych dniach będzie królowało słońce, a o wysokie temperatury zatroszczy się nadciągająca do nas masa powietrza subtropikalnego.
Określenie „l’Estate di San Martino” wywodzi się z dawnej legendy, która mówi, że wojak, który potem stał się świętym, przeciął szpadą swój płaszcz, żeby jego część podarować zziębniętemu wędrowcowi. I wtedy nagle zrobiło się ciepło jak latem… Od tamtej pory te kilka – zwykle trzy dni – w okolicach 11 listopada z temperaturami ponad normę nazywa się latem świętego Marcina.
Dowiedziałam się o tym chyba dopiero w zeszłym roku, kiedy cieszyłam się tą „świętą anomalią” w Viareggio.
Teraz nie ma już temperatur na paradowanie w krótkim rękawku, ale jednak do jesiennej, zimnej szarugi w tych dniach nam daleko.
Zamotanie
Dziwaczne te ostatnie dni. Dziwaczne do kwadratu. Rollercoaster, karuzela, fatamorgana, iluzja, szaleństwo, desperacja.
– Co jest? – pyta Mikołaj.
– Nic.
– Cooo jeeest? – powtarza jeszcze bardziej przejęty.
Mówię więc jak na świętej spowiedzi i myślę sobie jednocześnie – jakie to szczęście mieć w dzieciach przyjaciół, powierników, wsparcie.
Mikołaj wygłasza swoją zdroworozsądkową opinię, całuje w czoło, wciska w moje ręce pluszowego misia. Jest lepiej.
Po obiedzie wychodzę znów do Świątyni Dumania. Nie działa tym razem nic a nic. Ale idę, maszerowanie musi w końcu dobrze zrobić. Liście kolorowe, kamienie, wiatr, cyprysy, mój cyprys samotny, 10 kilometrów.
Wieczór przynosi odrobinę ukojenia, ociupinkę – ot tyle, żeby zasnąć w miarę spokojnym snem. Dobre i to. Jak dobrze, że poniedziałek zacznie się we Florencji miłym spotkaniem i sztuką. Jakie to szczęście.
Chciałabym, żeby ten tydzień czymś dobrym się zapisał, żeby cuda miały w nosie ograniczenia i limity.
Dobrej nocy!



2 komentarze
Cuda się dzieją ale trzeba mocno w nie uwierzyć!:)
Staram się niezmiennie w to wierzyć, choć czasem oczywiście ta nadzieja się tylko tli…