Małe wielkie spotkania
– Kasia! – zawołała dziewczyna ustrojona w piękną płaszczo-kurtkę z fikuśnym naszyjnikiem, na którą czekałam przed moją ulubioną fiaschetterią.
– Małgosia!
– Jaka ty jesteś drobniutka i chudziutka!
– To komputer chyba powiększa. Pięknie wyglądasz!
– Ty też!
– Jakie to jest niezwykłe! Ile to już lat znamy się przed komputerem?
Takie spotkania są dla mnie od zawsze wielką radością podlaną obficie wzruszeniem. To już kolejne, w czasie minionych lat, tego typu spotkanie…
Widujemy się co tydzień, z niektórymi nawet dwa razy w tygodniu, zaczynamy czasem od alfabetu, czasem od congiuntivo, jedna lekcja druga, miesiąc, drugi miesiąc i kolejny, aż robią się z tego lata… Najczęściej to się szybko nie kończy. Naprawdę mam uczniów, z którymi widuję się od 8 czy 9 lat! Teraz ktoś mógłby pomyśleć – przez tyle lat człowieka nie nauczyła włoskiego, to ci dopiero reklama! Ja jednak myślę, że w tych lekcjach chodzi często o co więcej…
A zatem wczoraj się spotkałyśmy – jak się w końcu doliczyłam – po ponad czterech latach lekcji i było wspaniale! Surrealistycznie, wzruszająco i wspaniale!
Poza tym dodatkowego uroku przydały temu spotkaniu wyjątkowe okoliczności przyrody – moja ukochana Florencja, a Małgosia dodatkowo przywiozła ze sobą sympatyczne kobiece grono, więc znów czekało mnie lekko onieśmielające podpisywanie książek.
Florenckie odkrycia - czyli część dnia dla siebie
Z racji tego, że w Polsce trwa długi weekend, część lekcji została odwołana. Przetasowałam grafik przesuwając niedobitków na wtorek i tym sposobem cały poniedziałek miałam dla siebie. Po spotkaniu z dziewczynami nieco na chybił trafił ruszyłam uliczkami, którymi nie pamiętam, żebym już wcześniej dreptała. Tym sposobem trafiłam przed dom, w którym mieszkał Cellini i w którym powstał słynny Perseusz. Jeśli nie pamiętacie tej historii, zapraszam Was do lektury Sekretów Florencji.
Spacer był jednak tylko dodatkiem do głównej atrakcji, którą sama sobie podarowałam, jako formę arteterapii po nieco trudnym weekendzie. Jeśli nie zadziałał tym razem trekking, pomyślałam, że zdziała inny „wyciszacz”. I może rzeczywiście troszkę się to udało…
Już jutro zaproszę Was na opowieść o niezwykłym artyście i o paryskiej Belle Époque. Odrobina odmiany od moich smętnych ostatnio wywodów.
Pięknego wieczoru!
Ps. Małgosi wielkie dziękuję za udostępnienie i za zgodę na publikację zdjęć.



3 komentarze
Kasiu, kochana! Carissima moja! Jakże się cieszę z naszego spotkania! Dzięki Tobie Florencja rozkwitła dla mnie i moich przyjaciółek tysiącem barw, tajemnic, zakamarków. Dzięki Tobie mogę mówić w tym najpiękniejszym z języków, znaleźć właściwy peron na dworcu, poflirtować z panem z baru (przystojny bardzo i śpiewa utwory the Police), zaczepić kogoś na ulicy i poprosić o pomoc, przecztać płaczliwe romanzo, zrobić prywatne San Remo po kilku winach z kartonu. Grazie, grazie, grazie!
A jak ja się cieszę <3! I za wszystko ja też dziękuję <3
Kasiu,
bardzo dziękuję 🙂
Sekrety Florencji są dla mnie jak biblia, za każdym razem gdy je czytam, znajduję coś nowego.
Przygotowałam się na mój drugi pobyt we Florencji z książką napisaną przez Ciebie. To tak jakbyś mnie po niej oprowadzała i pokazywała detale. Dziękuję za wzruszenia. Dziękuję za to bajeczne miejsce z najlepszym Lampredotto!!
Do zobaczenia we Florencji!