13 lutego, 2026

Nowe tradycje, stare skłonności

- Mieliśmy się nigdzie daleko nie wyprawiać - popatrzyłam najpierw podejrzliwie badając czy to tylko prowokacja - ale jeśli mi dajesz zielone światło, to ja tu zaraz uplotę plan, że hej! - zaśmiałam się.

Co znajdziesz w tym artykule?

Rybny czwartek

W czwartki do Marradi przyjeżdża ze swoim straganem na kółkach sprzedawca ryb. W większości marradyjskich domów w ten dzień pachnie oczywiście rybami. Trzeba wiedzieć, że dla Włochów pod słowem pesce – czyli ryba – kryje się prawie wszystko co wyszło z wody. Krewetki, małże, ośmiornice, pstrągi, okonie, dorady, żabnice – wszystko będzie pesce.

Sprzedawca jest niezwykle uczynny, bo swoimi zgrabiałymi od lodu rękami potrafi odmierzyć wszystkiego idealnie na porcję scoglio dla dwóch osób, oczyści okonie, dorady, ukroi piękne steki tuńczyka czy pesce spada i zawsze zapyta czy klient życzy sobie również świeżą natkę. Poza tym doradzi co do pieca, co na patelnię, jak zupę rybną skomponować i zawsze gotowym przepisem służy. Naprawdę żal nie poddać się czwartkowej, rybnej tradycji…

Wczoraj przy kolacji kultywowaliśmy tę tradycję – na stół wjechała pachnąca calamarata (rodzaj makaronu) z kalmarami z dużą ilością kaparów, oliwek i słodkich pomidorków.  

Mała wielka rozpusta w kolejny zwykły, choć bardzo niezwykły dzień. 

– To gdzie jedziemy w niedzielę? – zapytał z szubrawym uśmiechem, robiąc kromką świeżego chleba „scarpettę„.

– Mieliśmy się nigdzie daleko nie wyprawiać – popatrzyłam najpierw podejrzliwie badając czy to tylko prowokacja – ale jeśli mi dajesz zielone światło, to ja tu zaraz uplotę plan, że hej! – zaśmiałam się.

– Gdzieś blisko… Powiedzmy do 1,5 godziny drogi. 

– 1,5 godziny drogi to tak do 100 km… – przeliczyłam i zaraz przypomniałam – tydzień temu mówiliśmy to samo.

– I znów nam wyszło prawie 300 w jedną stronę. 

– Tylko tym razem to nie byłam ja. To ty Reggio podesłałeś, ja odpowiedziałam. 

– Colpa mia, colpa mia – przytaknął mi potulnie. 

– Toscana czy Romagna?

– Toscana? 

I tak do wczorajszej kolacji nie było żadnego planu. Do wczorajszej, rybnej kolacji…

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Wiosna

Wiosna nagle wtarabaniła się do doliny. Tym bardziej więc grzechem byłoby siedzieć w miejscu. Wykipiały fiori di San Giuseppe, żonkile, fiołki, nagietki, a pąki magnolii przed marketem wyraźnie spuchły. 

Długo w tym roku wiosna kazała na siebie czekać. Niby atak zimy trwał tylko dwa dni, ale przez długie tygodnie nie oglądaliśmy pogodnego nieba. Teraz na szczęście wydaje się, że już wszystko wróciło na odpowiednie tory i wyczekana pora roku nabiera rozpędu. 

Korzystam więc z chwili przerwy między lekcjami i ruszam na szlak. Krótki, szybki, ot dla bezczelnej przyjemności w ciągu roboczego dnia!

Dobrego weekendu!

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz

Chcesz wesprzeć moją twórczość?
Udostępnij w Social Mediach
Facebook
Twitter
Pinterest
WhatsApp

Autorka bloga

Mam na imię Kasia i jestem autorką tego bloga. Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, odwiedź stronę "O mnie"
WSPARCIE

Poprzednie wpisy

Archiwum bloga

(Wpisy z lat 2012-2025)​

Wesprzyj bloga

Będzie mi bardzo miło jeśli moją twórczość wesprzesz na PATRONITE. Pisanie książek, prowadzenie bloga, fotografowanie i pokazywanie włoskiego życia jest moją największą pasją. Żeby jednak pozwoliło mi przetrwać i nadal pisać potrzebuję Twojego wsparcia. Będę odwdzięczać się nową treścią i zdjęciami każdego dnia. Dziękuję.
WSPARCIE
Social Media