Plany i grafiki
– Ile was jest? – zapytał kierujący ruchem przy kolejce do stołów.
– 11…
Upchnąć gdzieś taką grupę nie jest łatwo, ale organizacja na feście w San Martino in Gattara jest zawsze nienaganna. Czekałyśmy dosłownie 3 minuty, a ledwie usiadłyśmy do naszego stołu, zaraz wjechały tortelli, polenta, cappelletti, budino di marroni, wino, bruschetty i mięso z grilla. I to wszystko doskonale zgrane w czasie.
Przynajmniej jedna ze wszystkich zaplanowanych imprez udała nam się zacnie. Po kilku rundkach dookoła boiska i zwiedzeniu straganów, znów usiadłyśmy – tym razem przy pustym już stole, bo ruch powoli się wyciszał – i przy kieliszeczku amaro planowałyśmy sierpniowe atrakcje, a zespół w tle nieco sennym głosem wygrywał i wyśpiewywał szlagiery znanej, włoskiej grupy.
Próbowałyśmy zgrać nasze grafiki, pracę, obowiązki, prywatne sprawy i wyrwać jeden poranek na wspólny trekking oraz jeden wieczór na moją urodzinową kolację, co w sierpniu jest szczególnie trudne i mam nadzieję, że jakoś uda nam się wszystko pogodzić. Lata jest zdecydowanie za mało!
Nie mam z tego wieczoru zdjęć nadających się do publikacji, często najmilsze rzeczy zostają off the record…
Niedzielny trekking
Mam za to kilka kadrów z mojego niedzielnego trekkingu…
Tym razem nie wlokłam za sobą nóg, jak to było tydzień wcześniej. Odwołane imprezy miały na pewno jeden plus – można się było wyspać i w formie z werwą wyruszyć na mały marsz.
Oczywiście Castellone to żaden wyczyn, ale jednak zawsze to jakieś przewyższenie i kilka kilometrów w nogach. Poza tym taka chwila tylko dla mnie ma zbawienne działanie na duszę. Kiedy człowiek wędruje sam, może się skupić tylko na myśleniu i to myślenie wtedy jest mniej rozbiegane. W czasie codziennych czynności myśli pędzą często chaotycznie w różnych kierunkach, dygoczą jakby miały arytmię, ale kiedy się wędruje, nagle wszystko się wycisza i płynie leniwym nurtem – leniwym, ale bardzo stymulującym kreatywność.
Ostatni lipcowy poniedziałek
Zaczyna się ostatni w tym roku już niepełny lipcowy tydzień. Mnóstwo obowiązków wisi nad głową. Kilka spraw związanych z wakacyjnymi mieszkaniami, które mamy pod opieką, sporo biurokracji, formalności, papierów.
A w kwestii apartamentów – dwa słowa. Niezmiennie zapraszam Was do Marradi. Trzy stylowe mieszkania czekają na wakacyjnych gości – w zależności od potrzeb: małe, średnie i całkiem ogromne.
Przed nami cały sierpień atrakcji, potem wrzesień też bogaty w wydarzenia okoliczne i w końcu październik i nasze legendarne kasztany.
Piszcie, pytajcie, przybywajcie!
Jeszcze raz z serca dziękuję Wam za wszystkie kawy, Wasza reakcja była nieprawdopodobna! Teraz już dodana jest opcja kawy pod każdy postem, więc jeśli jeszcze kiedyś jakiś wpis szczególnie Wam się spodoba, może znów zechcecie kliknąć.
Deszcz dziś popisuje się na całego, ale od jutra wraca słońce i przy takim układzie pogodowym, jak nic za kilkanaście dni będziemy wypatrywać grzybów.
Pięknego dnia!



3 komentarze
Och, jak Ty kusisz tymi apartamentami i festami 😁 Byłoby cudnie jeszcze być w Marradi w tym roku. Muszę sprawdzić kalendarz 😂 Brava dla kogoś kto podsunęła Ci pomysł z kawką 👏
Tak pomysl z kawa swietny 🙂 Bo musze przyznac, ze gdy pjawil sie patronite, to niestety nie podjelam sie, bo tez u nas liczy sie przyslowiowe grosze skrupulatnie, ale ciesze sie, ze jest opcja tej kawy, bo to bardziej w zasiegu kieszeni a do tego jest jakas mila tego energia, jakby czlowiek rzeczywiscie Tobie ta kawe 'stawial, w skromniutkim podziekowaniu za Twoj codzienny zastrzyk ciepla, dobra i milosci wloskiej domokamiennej.
A Ty pijac kawe na trekkingu z przyjemnoscia pomyslisz moze, ze to czytelnicy dorzucili do niej grosik swoj 🙂
I oby tych trekkingow bylo jak najwiecej, az do wypeku wrecz 😉
Pozdrowienia serdeczne ze Szkocji,
Milena
Milena, Twoj komentarz tu, az sie prosi o odpowiedz Kasi.