Hoka i raki
Na parkingu śniegu była tylko cienka warstwa. Śnieg był przyjemny – figlarnie trzeszczący, ale ani mokry, ani zlodowaciały. Im wyżej, tym tego śniegu wydawało się być więcej, ale też bez przesady, bo nawet z dołu widać było prześwitujące kępki wyższych traw.
– Szczerze mówiąc ja nawet nie pomyślałam, że dziś bardziej odpowiednie byłyby górskie buty…
– Ja też nie. Ale teraz wiem, że poza butami na zmianę (nauczka po błocie) teraz musimy wozić w „G” również scarponi.
– Zobaczymy dokąd uda nam się wejść i jak się zachowają nasze HOKA…
Zaraz przy wejściu na szlak natknęliśmy się na tabliczkę: „konieczne odpowiednie obuwie i najlepiej raki!”
Jesteśmy dorośli i odpowiedzialni, a po górach chodzimy nie od dziś. Nie mieliśmy więc zamiaru zgrywać chojraków, ale jednocześnie uznaliśmy, że tabliczka jest trochę na wyrost. Poza tym po pierwszych krokach nie mogliśmy wyjść z podziwu jak genialnie HOKA trzymały się podłoża. Uwaga – to nie jest (niestety!) reklama sponsorowana.
Mijający nas wędrowcy patrzyli na nasze buty z mieszanką dezaprobaty i nagany, ale nie mogliśmy każdemu napotkanemu tłumaczyć – ej, to naprawdę nie są zwykłe buty na siłownię, nawet jeśli tak wyglądają.
Święta Góra
Wyczytałam, że na dotarcie na szczyt od parkingu potrzeba około trzech godzin – to była bzdura. Potem pan od kanapek powiedział, że dojdziemy tam w 2,5 godziny. Ostatecznie w godzinę i 40 minut od parkingu znaleźliśmy pod szczytem… I pewnie zajęłoby nam to jeszcze mniej, ale co kilka kroków przystawaliśmy, bo panorama, jaka rozciąga się ze szlaku to spektakl jedyny w swoim rodzaju. Zatrzymywaliśmy się dosłownie co kilka kroków, żeby wzrokiem przewędrować od Portovenere, La Spezia, po Alpy – te najprawdziwsze, które wyrastały sponad chmur, przez Appennino Tosco-Emiliano, po Viareggio, Carrarę, kamieniołomy pokazujące marmurowe trzewia gór, zatracając się w końcu na dalekim morzu, gdzie majaczyły profile Gorgony i mojej ukochanej Caprai… Zachwyt, zdumienie, stupore!
Monte Sagro jest ulubioną górą mieszkańców Carrary – ze swoimi 1750 m wysokości jest przewspaniałym punktem widokowym, na który wspinaczka wcale nie jest wymagająca.
To oczywiście przekłada się na dosyć spory ruch na trasie – nawet w zimowy dzień nie byliśmy sami. Większość mijających nas osób rzeczywiście miała raki, a my pełni podziwu dla naszych butów radziliśmy sobie dzielnie bez nich i pewnie poradzilibyśmy sobie do samego szczytu, ale posłuchaliśmy głosu rozsądku i zatrzymaliśmy się pod ostatnią wspinaczką, żeby jednak nie kusić losu. Tak czy inaczej byliśmy usatysfakcjonowani, bo wyprawa była arcy wyjątkowej urody. Choć na Monte Sagro leżało trochę śniegu – wcale nie tak dużo jak mogłoby się wydawać – to jednak aura była przyjemna i kurtki szybko zawisły na plecaku.
– Selfie, barretta (batonik ratujący życie) i schodzimy… Popatrz nasz „G” w dole!
– Aperitivo w Carrara?
CDN…
Marmur - białe złoto Carrary
O kamieniołomach marmuru słyszał pewnie każdy, jednak dopóki nie zobaczy się tego na własne oczy, trudno sobie ten ogrom i bogactwo wyobrazić. Marmur jest mięśniami i każdą wewnętrzną tkanką Alp Apuańskich.
Patrzyłam na rażącą, niemal tak samo jak śnieg, biel cennego kamienia i wyobrażałam sobie Michelangelo, który wieki temu wspinał się tu, aby wybrać najlepszą bryłę, która potem w jego rękach zamieniała się a arcydzieło…
Światło w niedzielę było wyjątkowe. Wyjątkowe było wszystko – i marmur, i kolor nieba, i profil Alp, i ciepło, i uśmiech, i śmiech, i radość, i szczęście, i szlak, i ślady HOKA, i cienie na śniegu i kępki traw, i „G” czekający na nas na parkingu…



3 komentarze
Oj Kasiu, cudowne zdj i wspaniały szlak, choć wirtualnie mogę Ci potowarzyszyć. Dziękuję.
Przepiękna zimowa wycieczka. Spektakularne widoki. Z każdego zdjęcia mogłaby być widokówka. Kondycja do pozazdroszczenia. Pozdrawiam.
Ależ zdjęcia !