Carrara
Nazywana od wieków miastem białego złota – Carrara! Niewielkie, ale bardzo kolorowe miasto przycupnęło u stóp Alp Apuańskich, ledwie dwa kroki od morza. Wraz z Massą tworzy jedną z toskańskich prowincji, która jest przy okazji prowincją graniczącą z dwoma regionami – Ligurią i Emilią -Romagną. Nazwa Carrara stała się już niemal całym świecie – synonimem najcenniejszego marmuru. Tutejsze kamieniołomy są oczywiście największą atrakcją okolic miasta – we wczorajszym wpisie pokazywałam na zdjęciach ich splendor.
W herbie miasta znajduje się koło opatrzone napisem łacińskim, który w dosłownym tłumaczeniu głosi: Moja siła jest w kole.
To oczywiście odwołanie do wozów transportujących od wieków marmur, który jest największym skarbem całej prowincji. Bardzo prawdopodobnie nazwa Carrara pochodzi właśnie od słowa carro – czyli wóz.
Duomo Carrary
Naszym celem nie było tym razem wnikliwe zwiedzanie Carrary. Tak naprawdę zawitaliśmy tu gnani ochotą na przyjemne aperitivo, a ja wymyśliłam sobie jeden kadr, który niezbędny był mi do książki. Oczywiście między aperitivo i fotografowaniem nie mogliśmy sobie odmówić choć krótkiego spaceru, tym bardziej, że aura rozpieszczała przedwiosenną urodą.
I tak oto wędrując za GPS w poszukiwaniu pewnego kadru trafiliśmy do Duomo. Choć było już po 13.00, świątynię zastaliśmy otwartą. Duomo di Sant’Andrea liczy sobie blisko 1000 lat, choć oczywiście przez wieki wiele razy zostało przebudowane. Wnętrze jest majestatyczne i surowe, choć nie brakuje tu dzieł sztuki: marmurowy pulpit, chrzcielnica, freski i czternastowieczny krucyfiks. Sama fasada jest oczywiście marmurowym toskańskim klasykiem z pięknym, koronkowym rosone.
Syrena i Aronte
Duomo było piękne, piękne było całe miasto, ale my przede wszystkim szukaliśmy pewnej fontanny, którą koniecznie chciałam sfotografować. Syrenę znaleźliśmy ją tuż nieopodal Duomo…
Jedną z najważniejszych postaci w kulturze Carrary jest Aronte. Był to dawny czarodziej, jasnowidz, który przepowiadał przyszłość z wnętrzności zwierząt, głównie ptaków.
Aronte miał korzenie etruskie, urodził się w Luni, ale najbardziej ukochał sobie Carrarę i tutejsze Alpy.
Nawet kiedy kuszono go, aby pozostał w Rzymie, po tym jak Juliuszowi Cezarowi przepowiedział zwycięstwo w jednej z bitew, odmówił zaszczytu i wrócił w ukochane Alpi Apuane.
Jedna z legend mówi, że dawno temu pewna Syrena wyłoniła się z wód Morza Liguryjskiego i zachwyciła bielą tutejszych gór do tego stopnia, że postanowiła się do nich zbliżyć. Rzeką Carrione dotarła aż do groty Fantiscritti, w której żył Aronte.
Syrena zakochała się w pięknym młodzieńcu i zapytała, czy może z nim zamieszkać.
Przez wiele lat Aronte i Syrena, żyli szczęśliwie. Z czasem jednak Aronte dopadła starość, a Syrena nadal piękna i młoda, zaczęła nudzić się w towarzystwie starca. Wtedy matka wysłała po nią rybę. Syrena nie oglądając się za siebie, bez pożegnania opuściła ukochanego i podążyła za rybą w stronę morza.
Widząc to wszystko Jowisz, który żył na pobliskim Monte Sagro, zezłościł się nie na żarty, gdyż do Aronte żywił przyjacielskie uczucia i zaraz podążył za Syreną.
Zatrzymał ją i zapytał dlaczego odeszła od swojego ukochanego, na co ta odpowiedziała szczerze, że taki stary nie był jej już do niczego potrzebny. Jowisz zezłościł się jeszcze bardziej i Syrenę wraz z rybą przewodniczką zamienił w marmurowy posąg, który do dziś stoi w pobliżu Ponte delle Lacrime (Most Łez).
– To co teraz? Już chyba kierujemy się w stronę domu. Albo…
– Albo zatrzymamy się na chwilę nad morzem, skoro jesteśmy już tak blisko.
– I dla odmiany utarzamy nasze HOKA w piasku.
– Poczekaj chwilkę! – Cofnęłam się kilka kroków, żeby złapać kadr, który zobaczyłam kątem oka.
– „To jest historia do opowiedzenia…” – przeczytał na głos.
– Powinna być opowiedziana, prawda?
– Koniecznie.



Jeden komentarz
Bardzo ciekawie opowiedziana