Mimozy
Moją biforkową mimozę po styczniowym mrozie jednej nocy szlag trafił. Mam nadzieję, że trafił ją tylko w tym roku i po przycince w nowym roku odrodzi się w pełnym kwiecie, tymczasem muszę pogodzić się ze zbrązowiałymi gałązkami i kuleczkami, które zamarły „spalone” mrozem jak mieszkańcy Pompejów.
Mogę teraz podziwiać inne mimozy, a te – przynajmniej w sercu Toskanii już wykipiały pełnym splendorem.
Co ciekawe w tym roku jeszcze nie widziałam nawet jednego fiore di san Giuseppe. Trzeba przyznać, że styczeń był prawdziwie zimowy i jeszcze nie powiało tak konkretnie wiosennym powietrzem, choć trzeba przyznać, że narcyzy, żonkile i fiołki już sobie pięknie kwitną i zimą się w ogóle nie przejmują.
Dni kosa
Dni kosa w tym roku są łagodne. Ani ciepło ani zimno, trochę słońca, trochę chmur, trochę deszczu. Weekend znów zapowiada się pięknie, znów planów sama sobie zazdroszczę. Kocham te moje plany… A tak w ogóle to w tych dniach odkryłam, że Jovanotti w swojej chyba ostatniej piosence – „ukradł” mi historię. Słuchałam słów z wytrzeszczonymi oczami i teraz w mojej głowie cały czas brzmi: „So solo che la vita da quando siamo insieme è una figata„… tralalalala…
Od kroku – skoku minął tydzień. Tydzień wyjątkowy, tydzień, który nie raz zapierał mi dech wspaniałością, przedziwnością, nieprawdopodobieństwem, ale na podsumowania – takie większe, bo styczniowe – przyjdzie czas jutro.
Dotarły wreszcie paczki z całym niezbędnym materiałem, żeby przystosować „G” do poważniejszych wojaży. Dzisiejsze popołudnie będzie więc pełne działania, a już jutro, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, kolejny trekking i znów w drodze…
Dobrze być w drodze. Dobrze być. Teraz szczególnie dobrze.
Pięknej soboty!



Jeden komentarz
Więc niech Ci fruwają za „G” jasne anioły 🙂