Mgły i dotrzymane obietnice
Z jednym dotrzymaliśmy danego sobie słowa – miało być bez wyrywania z domu bladym świtem! Kiedy ruszaliśmy z Marradi było już kilka minut po dziewiątej.
W sumie dotrzymaliśmy danego sobie słowa tak naprawdę w dwóch kwestiach – miało być też nie bardzo daleko i rzeczywiście było!
– Może okolice Stia? Campigna? Fiumicello?
– Premilcuore? Castello di Romena?
I tak znów w doskonale zsynchronizowanym duecie w kilka minut opracowaliśmy plan na niedzielne lutowe wojażowanie. Zwiodła nas częściowo tylko pogoda. Od 10.00 po nocnych deszczach miało już panować słońce, które chyba jednak, tak jak my postanowiło poranek celebrować na spokojnie i kazało na siebie czekać do południa.
Najpierw zatrzymaliśmy się na kawę na Passo Muraglione i z rozczuleniem wspomnieliśmy naszą sylwestrową wyprawę.
Potem ruszyliśmy w dół w stronę Premilcuore pełni nadziei na spacer po miasteczku, jednak ostatecznie skończyło się na kilku kadrach z auta.
– Wrócimy wiosną. Nie mamy nawet parasola.
Musieliśmy też darować sobie spacer wzdłuż rzeki w Fiumicello – wiosenna lista miejsc do zobaczenia wciąż się wydłuża – i dopiero kilka kilometrów dalej przestało padać, a mgły vel gęste chmury powoli zaczęły się rozstępować. I wtedy pośród tych rozrzedzonych chmur wypatrzyliśmy ruiny…
Castello di Corniolino
W pierwszym możliwym miejscu zatrzymaliśmy „G” i ruszyliśmy za tabliczką szlakiem, który informował, że w 15 minut dotrzemy do celu.
Szlak prowadził dosyć gwałtownie pod górę, więc znów odśpiewaliśmy psalmy pochwalne dla naszych niezawodnych butów. Widok jaki rozpościerał się dookoła nawet w obecności mgieł – zapierał dech. Po kilkunastu minutach marszu dotarliśmy do mini przełęczy – takie miejsca po włosku nazywa się sella czyli siodło – ze względu na ich uformowanie. Ruiny Zamku znajdowały się kilka kroków dalej przycupnięte na sterczącym jak róg szczycie.
Nie do końca jasne są początki tej fortyfikacji. Prawdopodobnie powstała około XII wieku. W 1164 roku imperator Federico Barbarossa powierzył castello książęcemu rodowi – Guidi.
Dziś z całej zabudowy ocalała tylko brama murów otaczających zamek oraz szczątki tychże. Poza tym w ziemi są dziury – uwaga niektóre niezabezpieczone – w których widać zarośnięte, przykryte ziemią zamkowe pomieszczenia.
Ze szczytu rozciąga się niezwykły widok na Campignę i masyw Monte Falco. Niżej znajduje się osada Corniolo, która paradoksalnie wzięła nazwę od zamku, a nie na odwrót, jak to zwykle bywa.
– Te kamienie wyglądają tak sobie…
– Jesteś pewien, że możemy przejść? Co jak co, ale w kwestii kamieni i murów jesteś dla mnie wyrocznią.
– Mah! Spróbujemy… Tylko szybko! – przeszedł pod arkadą raz dwa i odwrócił się, żeby na mnie poczekać – dai! dai! dai! (dawaj dawaj dawaj).
Znów wściubiliśmy nos w każdą dziurę, znów wywęszyliśmy każdy najmniejszy detal snując teorie jak to kiedyś musiało wyglądać.
– Wiesz co, to nie my szukamy zamków, to te zamki nas znajdują!
Z wrażenia zrobiliśmy się głodni…
– Tam na górze gdzie śnieg, to Campigna?
Campigna i Passo della Calla
Campigna to mikroskopijna osada uwielbiana przez górskich łazików, która jest sercem Parku Narodowego Lasów Casentino i Falterony. Jest jednocześnie najmniejszą osadą doliny rzeki Bidente i i zdaje się mieć trzech stróżów – trzy najwyższe szczyty tej części Appennino – Monte Falterona (1654), Monte Falco (1657) i Monte Gabrendo (1540).
Pewnie nieliczni turyści wiedzą, że tutaj też na wysokości 1510 metrów znajduje się wyciąg narciarski. Poza tym Campigna jest mekką dla tych, którzy uprawiają alpinizm, trekking narciarstwo zjazdowe czy biegowe. Campigna to taka namiastka Dolomitów w Toskanii. Trzeba jednak pamiętać, że ze względu na wysokość jest tu zawsze dużo chłodniej niż w dolinie.
Za Campigną, na Passo della Calla jest rozgałęzienie dróg – można zjechać do Casentino albo pognać wyżej w stronę wyciągów.
My pojechaliśmy oczywiście za słońcem i za potrzebą posilenia się, bo zgodnie z zegarkiem tuż po 12.00 odezwał się głód. Nadeszła już najwyższa pora na obiad. Szczęśliwie też przebudziło się słońce i od tego momentu zostało z nami do wieczora.
CDN…
Dobrego nowego tygodnia!
I oczywiście ROLKA.



5 komentarzy
Ja tam nic nie mówię, ale Jasiu wyglądasz jakbyś lat miała 12 a nie już tam nieważne ile ;))
Ogromnie przebardzo się cieszę, że taka radość bije z Twoich postów obecnie i z Twojej miłej buzi.
Uściski mocne, tak trzymać!!!!
M.
To prawda, radość, szczęście i piękne widoki.
Kasiu nie Jasiu rany kota :))) to głupie poprawianie telefonowe mnie przyprawia o wielkie nerwy 😳
Kasiu nie Jasiu rany kota :))) to głupie poprawianie telefonowe mnie przyprawia o wielkie nerwy 😳
♥️🌹🥰🍀