Dojrzewanie
Lipcowe owoce na drzewach, które jeszcze niedawno były kwiatami, a ja fotografowałam je z wiosennym entuzjazmem, dziś są idealnym odbiciem wieku lata. Tak sobie myślę, że bardziej trafnym określeniem zamiast – lato w kwiecie wieku – powinno być – „lato w owocu wieku”.
W lipcowe popołudnie znów szłam apenińską ścieżką i z rozczuleniem fotografowałam owocowy schyłek lipca. Jeżyny i figi przy starym, kamiennym domu, dalej dzikie jabłka, a za kolejnym zakrętem corniolo i prugnolo.
Zaraz trzeba się będzie wybrać na jeżyny, gałązki aż się uginają pod ich ciężarem. Jeżyny to po włosku more i co ciekawe tym samym słowem określa się też kobiety o ciemnych włosach.
Lipiec sobie słodko dojrzewa, a ja przełykam pierwszą gorycz melancholii środku lata, która na pewno nie raz jeszcze powróci jak sinusoida tsunami i dziś skupiam się na tym, co dobre, co czeka mnie w tych dniach.
Lipca zostało przecież jeszcze kilka dni…
Spracowane młode ręce
Nieco ponad tydzień minął odkąd Mikołaj zaczął pracować w winnicy.
Usiadł wczoraj po obiedzie obok mnie, nadstawił tak jak zawsze plecy do podrapania i cieszył się maminą pieszczotą, bo praca pracą, ale bobas ma się nadal świetnie.
– Czy ty zakładasz czasem rękawiczki? – popatrzyłam na jego dłonie, które już po tygodniu straciły dziecięcą nieskazitelność.
– Czasami.
– Mikołaj! Ale rąk szkoda!
– W rękawiczkach niewygodnie… Widzi Mama? – tu się wyprostował i wskazał na stojącą na stole butelkę wina – lubi, prawda?
– Lubi, lubi…
– No właśnie, więc żeby było to, najpierw musi być to – zaprezentował mi jeszcze raz dłonie.
– No dobrze… Zgadza się, ale zakładaj częściej rękawice. Biedne łapy…
Dla Mikołaja spracowane ręce są dowodem na pracowitość i odpowiedzialność. Patrzy z podziwem na ojca Cateriny, imponuje mu jego wiedza, chłonie wszystko, każdą naukę, co oczywiście przekłada się na wzajemną sympatię.
Lżejszy dzień
Dziś w moim grafiku dzień tylko szczątkowo zapełniony lekcjami, co nie zdarza się często. Mam więc zamiar wykorzystać go na przyjemności. Kuchnię oddam dziś Lucy, niech nam coś dobrego ugotuje. Zaprosimy też Mario i spędzimy wspólny wieczór. Może uda mi się kilka jej przepisów wrzucić na bloga? Tak dawno już niczego nowego w Kuchni nie było!
Wieczór sobotni zapowiada się tanecznie – jak na sobotni, letni wieczór przystało. Poza tym chcę powitać lipcowych Gości, którzy za kilka godzin dotrą do Marradi i oczywiście zafundować sobie choć mały trekking. Dziś tak czy inaczej mięśnie nóg będę ćwiczyć na parkiecie.
Nocny deszcze orzeźwił nieco powietrze. W zakamarkach doliny zalegają jeszcze strzępki chmur, ale niebo już się powoli wypogadza. Niech to będzie dobry dzień, lżejszy dzień!
Ps. Wiem, że nie działała zakładka „oferta wakacyjna”, ale już jest naprawiona. Gdybyście zauważyli jeszcze jakiś błąd – proszę sygnalizujcie śmiało.



2 komentarze
Szkoda czasu na rozpatrywanie tego co minęło ważne to co przed nami, piękne lato, obfita w owoce jesień, dobrego dnia z najbliższymi sercu życzę, życia na „pełnej petardzie” , rozmyślanie i żale nad tym co minęło zostawić na daleeeeeką przyszłość.
Oczami wyobraźni widzę Mikołaja za kilka lat — właściciela własnej renomowanej winnicy,
który zaprasza gości do swojego gospodarstwa na degustacje i z dumą opowiada,
jak do tego doszedł oraz skąd ten wyborny niebiański smak Jego wina się wziął
Proszę mi wybaczyć tę wpadkę z Lucy
Przekopałam się przez archiwa Pani bloga i już wszystko wiem
Ot, po prostu trza było czytać od początku a nie od końca.
Życzę Wam wszelkiego dobra i realizacji marzeń, bo macie je piękne, jak piękna jest kraina, w której mieszkacie.
Buziaki.
Ściskami Was wszystkich wirtualnie
Ps.
Sałatka z brzoskwiń, pomidorków i mięty – rewelacja! Zwłaszcza latem. Pycha do każdego dania!
Z niecierpliwością czekam na nowe przepisy, niedawno odmalowanej, Kamiennej Kuchni
Wesołego weekendu