Kofeina
Przede wszystkim wielkie, wielgachne, z serca płynące dziękuję! Dostałam od Was taką dawkę kofeiny, że mogłabym pewnie nie spać przez rok – to miałoby swoje plusy! Mogłabym zrobić dwa razy więcej i przynajmniej nie spóźniałabym się z publikacją wpisów. Nie wiem jeszcze jak technicznie rozwiązać kwestie podwieszenia linku, wciąż czekam aż mój informatyk coś poradzi. Nie chciałabym za każdym razem podklejać adresu – już samo założenie profilu na Buycoffe i podzielenie się linkiem wcale nie było dla mnie łatwe, a co dopiero gdybym miała o nim przypominać w każdym wpisie. Może uda się dodać jakąś filiżaneczkę na dole pod każdym wpisem i wtedy, każdy będzie mógł kliknąć wtedy, kiedy poczuje taką potrzebę czy chęci.
Tymczasem jeszcze raz z serca dziękuję <3
Dodam, że taka kawa ma dla mnie gigantyczną wartość, bo jednak wszystko wskazuje na to, że o moje wyprawy będę musiała się zatroszczyć sama.
Ogródkowa obfitość
Wieczorem w czwartek przeszłam przez ogródek i wróciłam do kuchni z całą michą dobroci, która tak naprawdę w jednej misce się nie zmieściła. Jaka to radość przygotowywać kolację, kiedy ma się takie dobroci pod ręką. Nawet nie ma sensu kombinować z niczym szczególnym, bo wszystko już jest szczególne, pachnące słońcem, nasycone smakiem. Trochę ten nasz ogródek teraz zapuszczony, bo ani ja ani Mikołaj nie mamy czasu, żeby poświęcić mu jedno popołudnie, ale jednak trzeba przyznać, że plony są zacne, a Mikołaj jest dumny, że tak mu się jego ogródkowy debiut udał, a najbardziej czeka na melony, których dogląda ze szczególną uwagą.
Niemal każdego dnia serwuję naszą ulubioną letnią sałatkę – pomidory z brzoskwiniami, świeżą cebulą i miętą. Możemy tak na okrągło i do znudzenia.
Myślę, że zaraz będziemy się musieli zebrać, żeby ten ogródek odświeżyć, tym bardziej, że za moment nadejdzie czas sadzenia zimowych smakołyków – kapusty, kalafiory, brokuły, dynie…
Ostatni lipcowy weekend
Na starcie stanął ostatni lipcowy piątek. Do Marradi zmierzają kolejni letni Goście. Niestety idzie też do nas drobne – mam nadzieję, że drobne – załamanie pogody. O ile nam nie robi ono różnicy, bo przynajmniej odświeży zieleń, o tyle Gościom już trochę tak. Oby więc to załamanie przetoczyło się szybko i bez bólu.
Czwartkowe mercatini zostały w ostatniej chwili odwołane. Przed południem Marradi obiegła smutna wiadomość, więc z szacunku do innych wieczór na placu został przesunięty na poniedziałek.
Tymczasem jutro zaczyna się świętowanie w San Martino in Gattara, na placu w Marradi odbędą się znów pojedynki bokserskie, a przed nocą na basenie jak nakazuje letnia tradycja – tańce, hulanki, swawole.
Na rodzinne łono po krótkiej nieobecności wraca też Lucy. To ona stoi na straży tego, żeby każdego zwłaszcza w jego święto ukochać jak należy i już myśli o wieczorze ostatniego lipcowego dnia.
Nie wiem jeszcze, co się wydarzy, bo zdaje się, że tego dnia grono moich przyjaciółek jest w rozbieganiu, ale coś na pewno wymyślimy.
Z Toskańskich Notesów, 24 luglio 2025
Ręce pachną miętą, pomidory rumienią się bez wstydu, cykady niezmordowane nadal grają, choć już wieczór nastał. W barze się zagęszcza, dzwonią kieliszki, rozmowy i śmiech, rzeki szum jest ledwo słyszalny, bo i tej rzeki już tylko niteczka. Niebo się zasnuwa… Idzie deszcz. Trzeba sprzątnąć pachnące lipcem pranie.
Pięknego dnia.



3 komentarze
Przeszukałam całą kuchnię Domu z kamienia i nie znalazłam przepisu na te sałatkę. Albo przeoczyłam albo jest tak proste że nie wymaga przepisu 😅 Jednak gdzie mogę zaczerpnąć wiedzy? 🥰
Eccola: https://kuchniawkamiennymdomu.blogspot.com/2020/07/letnia-saatka-z-brzoskwin-i-pomidorkow.html
Grazie mille 🥰🥰🥰🥰🥰🥰🥰🥰🥰🥰