Praca
W środę Mikołaj po raz pierwszy poszedł do prawdziwej pracy. Prawdziwej, bo łapiąc dorywcze zadania pracował już nie raz. Tym razem jednak to etat z prawdziwego zdarzenia, więc nie żadne tam byle co.
Pierwszego dnia wrócił pełen euforii, drugiego i trzeciego niestety ktoś mu tę euforię nieco pokiereszował, ale mam nadzieję, że nauczy się szybko walczyć o swoje i troszczyć przede wszystkim o własne dobro. Nikt nie powiedział, że w dorosłym życiu będzie łatwo, a z Mikołaja wrodzoną dobrocią na pewno jeszcze trudniej niż przeciętnemu człowiekowi.
Tak czy inaczej myślę, że to dobra szkoła życia i że w poniedziałek uda mu się wyjaśnić, to co w pierwszych dniach nie poszło różowo.
Najważniejsze, że samo pracowanie bardzo mu się podoba, o czym zapewnił mnie kilka razy, mocno przejęty tym, że być może gotowa byłam pomyśleć, że nie podoba mu się trud.
Może mu się kiedyś zmieni, a może nie, ale dla Mikołaja spracowane ręce są synonimem uczciwości, odpowiedzialności i siły. Bardzo mu to imponuje.
Niestety problem ze znalezieniem pracy ma Lucy. Mam nadzieję, że w końcu coś drgnie w tej sprawie, bo moje ramiona mocno się już uginają i jest mi tak po ludzku ciężko.
Jej sytuacja na pewno nie pomaga, ale też dziwię się, że z jej możliwościami, żadne drzwi nie chcą się otworzyć. Może jeszcze nie zapukała do tych odpowiednich.
Ja sama lekcjami staram się wypełnić jak najwięcej dnia, staram się „pracować na zapas”, żeby w sierpniu, wrześniu i listopadzie wyłączyć się z nich na rzecz moich trekkingów.
I co tu dużo mówić, chciałabym, żeby w końcu było odrobinę łatwiej.
Letnia karuzela
Tym przyziemnym troskom na szczęście przygrywa radość z letniego, imprezowego zawrotu. A to nad rzeką tańce, a to pizza, a to mercatini na placu, a to dyskoteka na basenie, a to spektakl, a to musica in castagneto, a to zaraz święto piwa, jeden dj, drugi dj, znów tańce, smażona piadina… i tak dalej i tak dalej…
W piątek siedziałam w naszym biforkowym barze sącząc prosecco w najmilszym towarzystwie i nie mogłam nacieszyć się chwilą. Ta chwila pachniała wolnością i swobodą, smakowała bąbelkami tańczącymi na języku, ubrana była w noc grającą świerszczami i rechotaniem żab. Nikt nic ode mnie nie chciał, nikt nie pytał gdzie jestem, co robię, za ile wrócę…
Wolność.
Wzdłuż głównej drogi zakwitła lagerstroemia… Lipiec za chwilę zacznie ostatnią dekadę. Udaję, że tego nie widzę. Niech tak nie gna, niech pozwoli nacieszyć się każdą chwilą…
Pięknej soboty!



2 komentarze
I pięknej niedzieli życzę,w życiu tak jest niestety , że raz na góreczce a raz w dolince, ważne to nie tracić nadziei i na tą góreczkę się wspinać bo z niej lepszy widok mamy , nadziei i pięknych widoków życzę a dzieci z taką mamą dadzą sobie radę na pewno. Pani KASIU, za piękne zdjęcia dziękuję, i że wreszcie wiem jak się nazywają te różowo kwitnące drzewa !:)
Życzę Wam wszystkiego dobrego
Aby na Twoich ramiona Kasiu siadały tylko motyle a Lucy i Mikołajowi było łatwiej niż dotychczas w dorosłym życiu
Pozdrawiam serdecznie 😘😘😘