Muzyka i kasztany
Na feście pod tytułem Castagneto in Musica byłam po raz pierwszy chyba w 2015 roku i od tamtej pory było to niezmiennie jedno z moich ulubionych letnich wydarzeń. To wydarzenie jest kompilacją tego wszystkiego, co w marradyjskim letnim życiu najbardziej sobie cenię – prostota, dobre jedzenie, bliskość natury, muzyka, przaśność, doborowe towarzystwo, trekking, Apeniny, uśmiech…
W tym roku festa trwała przez cały dzień – zaczęła się rano krótką wędrówką apenińskim szlakiem, potem był obiad, a w końcu kolacja przy muzyce na żywo.
Ludzie i słodycz ciambellini
Z Toskańskich Notesów
Siedzimy przy długim stole, pijemy wino, jemy lokalne przysmaki, na deser „wciągamy” słodkie ciambellini, popijamy kawą, poprawiamy ulubionym amaro. Muzyka gra coraz skoczniej… Przenosimy się na słomiane kostki pod scenę i bujamy w rytmie country. Jest nam tak dobrze. Człowiek naprawdę niewiele potrzebuje do szczęścia.
Cieszę się, że dziś mam „swój” stół, że siedzą przy nim życzliwe mi osoby, że mam z kim wznieść toast, pochichotać, pobujać się do rytmu, potańczyć. Cieszę się, że przy rezerwacji tego stołu, ktoś liczy też mnie – może się to wydawać banałem, ale dla mnie bycie częścią tej społeczności jest prawdziwym darem, nagrodą, wyróżnieniem.
Dobrze tu być.
Dziś znów zapowiada się towarzyski wieczór, a tym czasem mam zamiar spożytkować niedzielę, w bardzo intensywnym stylu. Myślę, że nadszedł już najwyższy czas na zintensyfikowanie moich trekkingów. Do wymarszu ledwie ponad miesiąc. Nogi muszą dostać porządny wycisk.
A zatem pięknego dnia dla Was, a ja idę w samotności cieszyć się Apeninami i testować zupełnie nowy szlak. To sama i to nowe jest bardzo ekscytujące!



Jeden komentarz
Takie świętowanie w gronie życzliwych ludzi; cudowne! niech wsparcie tych bliskich działa kojąco i ładuje Tobie baterie. Tuptaj, tuptaj 😍